Zła wiedźma, smok i książę

"Skarb Babuchy Burczymuchy" - Teatr Lalki i Aktora Ateneum w Katowicach

Czego potrzeba, by stworzyć dla dzieci widowisko, które autentycznie bawi, trzyma w napięciu i być może jeszcze czegoś je nauczy? Z pewnością przyda się smok, magiczna szafa, bajkowa kraina i czarny charakter w postaci złej czarownicy. Z technicznego punktu widzenia niezbędny jest również dobry scenariusz, świetni aktorzy i muzyczne "przerywniki", które pozwolą młodym widzom odetchnąć między jednymi a drugimi przygodami głównych bohaterów. Ważne są też pomysłowe kostiumy i szczypta humoru. Wszystko to łączy w sobie spektakl "Skarb Babuchy Burczymuchy" katowickiego Teatru Ateneum.

Fabuła przedstawienia zaczyna się w sposób prosty i dosyć schematyczny: młody książę wyrusza w świat w poszukiwaniu królewny, po drodze napotyka smoka i... tu sytuacja zaczyna się komplikować. Smok okazuje się łagodnym wegetarianinem i niemal natychmiast zaprzyjaźnia się z głównym bohaterem. „Skarb Babuchy Burczymuchy” charakteryzuje odejście od bajkowych konwencji, a także luźne traktowanie utartych schematów i ustalonych ról.  Nie jest to, oczywiście, niczym nowym, zwłaszcza gdy mowa o utworach skierowanych do dzieci. Od czasu sukcesu filmowego „Shreka” gra z konwencją stała się wręcz „punktem obowiązkowym”. Trzeba jednak przyznać, że w przedstawieniu Teatru Ateneum dokonuje się ona w szczególnie wdzięczny i niewymuszony sposób.

Lekkość, z jaką toczy się akcja spektaklu, jest głównie zasługą trojga aktorów występujących na scenie. W mistrzowski sposób wcielają się oni w kolejne postaci (a jest ich sporo), nieważne czy jest to kot, zła czarownica czy trójgłowy smok. Nawiązanie kontaktu z młodą widownią następuje niemal automatycznie, a zarówno mówione, jak i śpiewane partie przedstawienia są płynne i pełne energii. Wszystko to razem tworzy bardzo sympatyczną całość o logicznej, choć pełnej zwrotów akcji, fabule i delikatnym humorze.

Ten ostatni w teatrach dla dzieci najczęściej sprowadzany jest do kilku żartów sytuacyjnych oraz niekończących się pościgów między postaciami. W przypadku Teatru Ateneum jest inaczej – dowcip jest wyważony, subtelny, inteligentny. Aktorzy nie zmuszają dzieci do ciągłego śmiechu, wystarcza im, by uśmiechnęły się parę razy, ale za to szczerze. O młodego widza nie zabiega się tu bowiem za wszelką cenę, nie prowokuje się go „tanimi chwytami”, lecz sprawia, że sam w jakiś sposób „podąży” za grą aktorów.

Na scenie obok artystów występują również różnego rodzaju lalki. Ogromny plus spektaklu stanowi jego oprawa plastyczna. Sama scenografia jest dosyć skromna. Teatr Ateneum nie bazuje na krzykliwie kolorowych dekoracjach rodem z disneyowskich bajek. Magiczna atmosfera budowana jest tu przy użyciu zabytkowej szafy i dosłownie kilku przedmiotów. Nic tak przecież nie pobudza dziecięcej wyobraźni jak teatr, w którym na oczach najmłodszych „coś tworzy się z niczego”. Tak jest na przykład z koniem zrobionym „na szybko” z kawałka koca czy kotem o jarzących  się pomarańczowych oczach. Na pełne uznanie zasługują również kostiumy i marionetki, by wymienić tylko niezwykle pomysłowo wykonane postaci trzech rozbójników.

Każde spotkanie z teatrem to swego rodzaju przygoda. O wiele bardziej odczuwa się to jednak wtedy, gdy ma się zaledwie kilka lat, a na scenie dzieją się rzeczy prawdziwie magiczne.  „Skarb Babuchy Burczymuchy” zapewnia dzieciom możliwość uczestniczenia w takim niezwykłym wydarzeniu. Oczywiście, można również odnaleźć pewne mankamenty spektaklu. Ale czy jest sens krytykować teatr dziecięcy za jasno wyrażone przesłanie i sielankowy happy-end?

Barbara Englender
Dziennik Teatralny Katowice
26 sierpnia 2010

Książka tygodnia

Trojanki Jana Klaty
Wydawnictwo Universitas
Olga Śmiechowicz

Trailer tygodnia