Złodziejski świat młodych artystów

"Opera żebracza" - reż: Artur Dwulit - Akademia Teatralna w Warszawie

Świetna "Opera żebracza" na deskach Akademii Teatralnej. Szkoda, że takich spektakli nie ma w Białymstoku więcej. W "Operze żebraczej" wszystko jest tak, jak należy. A aktorom jeszcze się chce...

To właśnie aktorzy są najmocniejszym (ale nie jedynym) plusem "Opery żebraczej", którą jeszcze do połowy marca możemy oglądać na deskach Akademii Teatralnej w Białymstoku.

W spektaklu wg Johna Gaya, który wyreżyserował Artur Dwulit, gra 10 studentów IV roku kierunku aktorskiego Wydziału Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku. To ich przedstawienie dyplomowe. Wszyscy grają z taką energią, bez jakiejkolwiek maniery czy zadęcia, że aż chce się ich oglądać. Wystylizowani są nieco upiornie. Mają białe twarze, mocne makijaże, garderobę jakby prosto z rynsztoka. W tym świecie, ich świecie, króluje seks, przemoc i pieniądze. To świat pozbawiony wszelakich wartości. Hedonistyczny obraz tego, jak mogłaby wyglądać rzeczywistość wyjęta spod prawa. Ale jednak, również w takim świecie, bohaterowie (a bardziej bohaterki) szukają miłości.

Młodzi aktorzy przenoszą nas w świat złodziei i prostytutek. Jedyną wartością jest tam pieniądz. To on potrafi załatwić wszystko. Jednak, również w takim świecie niektórzy bohaterowie pragną odnaleźć miłość. Z różnym - czasem lepszym, jednak w większości przypadków gorszym - skutkiem.

Akcja sztuki dzieje się we wspomnianym już wcześniej światku przestępczym, gdzieś w undergroundowej rzeczywistości. Główny bohater - Macheath (z pozoru niczym nie wyróżniający się Błażej Twarowski, który na scenie wypada świetnie i raz jest amantem, a innym razem wrednym rzezimieszkiem) - bierze potajemny ślub z córką szefa złodziejaszków, Pana Peachuma (rewelacyjny Błażej Piotrowski!). Ojcu dziewczyny jest to bardzo nie w smak i za wszelką cenę (m.in. wynajmując prostytutki, które mają naszego bohatera zbałamucić i uwięzić) stara się go pozbyć. Kiedy już udaje się młodzieńca schwytać, na scenę wkracza jego eks - Lucy Lockit (bardzo sugestywna, świetnie animująca lalki Magdalena Bocianowska)...

Na uwagę zasługuje też zdecydowanie scenografia Mariki Wojciechowskiej. Dzięki prostym zabiegom możemy przenieść się w inny świat. Na scenie mamy dwie ściany pełne drzwiczek (przywołujące na myśl lodówki w prosektorium). Mamy też kwadratową, pudełkową scenę, która raz jest gabinetem, innym razem więzieniem. Przez cały spektakl przewija się też motyw drabiny i pętli, żywcem wyjętej z szubienicy. Duży plus również za choreografię (Anna Kołosow-Ostapczuk), lalki oraz muzykę. Tę ostatnią opracował Marek Kulikowski. Tworzy idealne tło do wszystkich wydarzeń. Kolejny spektakl dziś o godz. 19 w Akademii Teatralnej przy ul. Sienkiewicza 14. Bilety do nabycia na 2 godz. przed spektaklem. Rezerwacja teł.: 85 743 5453.

Urszula Krutul
Gazeta Współczesna
28 lutego 2012

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia