Złoty Yorick dla Starego

19. Międzynarodowy Festiwal Szekspirowski w Gdańsku

Za kilka godzin poznamy oficjalnie werdykt Jury konkursu o nagrodę Złotego Yoricka. Jury w składzie: Jacek Kopciński – przewodniczący Jury, Igor Gorzkowski, Joanna Puzyna-Chojka, Łukasz Drewniak i Barbara Świąder-Puchowska decyzje podjęło już wczoraj, ale nawet pod przewodnictwem konserwatywnego przedstawiciela starszego pokolenia krytyki nie może podjąć innej decyzji niż uhonorowanie spektaklu, który ewidentnie wybijał się ponad wszystkie.

Już w drugim dniu festiwalu było wiadomo, że mimo trzech nominacji tak naprawdę rywalizacja konkursowa rozstrzygnie się pomiędzy dwoma prezentacjami. Spektakl "Kto wyciągnie kartę wisielca, kto błazna" wg "Króla Leara" W. Szekspira Teatru Słowackiego w Krakowie pod jednym względem był wyjątkowy. Paweł Miśkiewicz uczciwie zaznaczył w tytule korzystanie z "Króla Leara", co nie jest tak oczywiste w polskim teatrze. Wielu reżyserów dopisuje, zniekształca, deformuje teksty autorów, którzy nie mogą bronić swoich praw. Powstają w ten sposób nowe Antygony, Szekspiry czy Czechowy, które niewiele mają wspólnego z przekazem pierworodnego autora. To nieuczciwe, to wymaga jakiegoś uściślenia i zadekretowania wręcz.

Ze spektaklu Pawła Miśkiewicza wyszedłem przygnębiony, smutny i bardzo stary. Symboliczne było opóźnienie finału przez Jerzego Trelę, który zagubił się w piwnicznych labiryntach Teatru Wybrzeże. Medium Konrada Swinarskiego, uznany aktor teatralny i filmowy, gwiazda, nie może wizyty w Gdańsku zaliczyć do artystycznych sukcesów. Nie miał szans, by wykazać się w bardzo słabym tekstowo i reżysersko spektaklu "Wielki John Barrymore" z Teatru STU, w którym występuje, bo na znak protestu przeciwko linii artystycznej forsowanej przez Jana Klatę, zrezygnował z gry w Starym, który był jego środowiskiem naturalnym.

Trela sprawiał wrażenie zmęczonego i wypalonego. "Kto wyciągnie kartę wisielca, kto błazna" serwuje różnej jakości pomysły. Część z nich jest efekciarska, jak nadmuchiwana zjeżdżalnia czy klatka z krzesłami, która "zagrała" tylko przez kilkadziesiąt sekund. Niezapomniany za to był chór starych aktorów i muzykanci, trochę jak z filmów Kazimierza Karabasza. Ale to za mało, "Król Lear" przeczytany przez Becketta spektakl (niepotrzebne, ostentacyjne pokazywanie książki) rozczarował.

Dużo sobie obiecywałem po "Burzy" Teatru Polskiego we Wrocławiu. Z pewnością była to "Burza" Krzysztofa Garbaczewskiego (reżyseria) i Marcina Cecki (dramaturgia) oraz jeszcze kilkorga innych autorów z pewną ilością Szekspira, w związku z czym, w nawiązaniu do wcześniejszego wtrętu na temat autorstwa, tytuł powinien być zmieniony. Nie wiem, na ile zawartość Szekspira w Szekspirze powinna mieć znaczenie dla Jury, ale nie mogę zapomnieć przypadku skrzywdzenia "Otella. Wariacji na temat" wg Agaty Dudy-Gracz. To był zdecydowanie najlepszy spektakl w roku 2009, ale przegrał wg Jury ze względu na niski poziom dopisków do Szekspira. Gdybyśmy pod tym względem mieli spojrzeć na dopiski Marcina Cecki, spektakl mógłby nawet nie być nominowany. Na szczęście teatr to nie tylko literatura. A właściwie dzisiejszy teatr artystyczny to coraz mniej literatura i oryginał pierworodnego autora.

Listę atutów wrocławskiej "Burzy" otwiera kolejne spotkanie z zespołem aktorskim Polskiego, który prezentuje absolutnie endemiczną swobodę sceniczną. To zespół bez słabych punktów, w którym "gwiazdy" (nie tylko w "Burzy" była nią Ewa Skibińska, która stworzyła kreację w roli Prospery), nie mają statusu divy czy celebryty, ale śrubują poziom odwagi artystycznej, co w połączeniu z interakcją daje niepodrabialny efekt synergii i winduje Polski na najwyższe piętro. Uwagę skupiała instalacja "Wyspa" Aleksandry Wasilkowskiej, powtórnie wykorzystana przez Garbaczewskiego (wcześniej w "Życiu seksualnym dzikich"). Spektakl rozgrywał się na scenie i gdzieś pod (transmisja wideo), przyleciał nawet dron, wystąpiło kilkumiesięczne, żywe dziecko jednego z aktorów.

Czarna psychodela Garbaczewskiego to ciągle teatr poszukiwań. Reżyser wizjoner ma niebanalne pomysły, momentami uwalnia strumień świadomości i pozwala mu płynąć bez kontroli. Nagromadzenie dopisków (m.in. "Mała zagłada" gdańszczanki Anny Janko, przez lata przebywającej we Wrocławiu, ale niezmiennie gdańszczanki) i efektów przynosi różne rezultaty. Największym nieporozumieniem i niezamierzonym kiczem jest dwukrotny występ na żywo zespołu Romani Bacht, grającego muzykę cygańską. Szczególnie ten drugi, rozpaczliwie podpięty pod pospektaklowe brawka, wzbudził głównie zażenowanie i niepotrzebnie wziął w nawias wszystko.

Na podkreślenie zasługuje jednak fakt, że w tym chaosie, czasami niekontrolowanym, udało się przedstawić nową wersję mrocznego, ostatniego dramatu Szekspira. Cieszy również fakt, że tacy reżyserzy jak Krzysztof Garbaczewski dostają szanse poszukiwań artystycznych w polskim teatrze, dzięki czemu będą mogli za jakiś czas zmagać się z bardziej dojrzałymi twórcami.

Spektaklem najlepszym, i to całego Festiwalu (pisane przed ostatnią prezentacją w reżyserii Luka Percevala) był bez wątpienia „Król Lear" Starego Teatru w reżyserii jego dyrektora Jana Klaty. Owszem The Tiger Lillies w "Hamlecie" niezapomniani, ale watykański spektakl Starego Teatru dostarczył więcej paliwa do maszyny przetwarzającej sensy i produkującej posiłki duchowe oraz intelektualne. Jerzy Grałek wygrał przez nokaut festiwalową "Lear's Battle" z Jerzym Trelą, intro przejdzie do historii podobnie jak początek bochumskiego "Tytusa Andronikusa". Jan Klata w 100 minut zbudował kontener sensów, które można przetwarzać niczym pyton trawi połkniętą sarenkę. Władza, władza duchowa, samotność starości, dualistyczny porządek świata, zło, diabeł, szaleństwo, choroba wiary, papież, anty papież, no i tematy o których nikt nie mówi głośno, bo są zbyt niebezpieczne: walka o władzę w Watykanie, ostatnie miesiące Jana Pawła II i jeszcze kilka. I to wszystko w duchu... ekumenizmu. Swoistego, takiego trochę w stylu Pasoliniego lub Greenawaya z "Dzieciątka z Macon", ale nawet poszukiwacze dobrych informacji znajdą coś dla siebie.

Zwycięzca Festiwalu jest oczywisty. Przegrana Klaty i nieprzyznanie Staremu Yoricka byłyby bardzo niesmacznym przekroczeniem.

Piotr Wyszomirski
Gazeta Świętojańska
10 sierpnia 2015
Portrety
Jan Klata

Książka tygodnia

Mewa. Egzemplarz reżyserski Krystiana Lupy
Akademia Sztuk Teatralnych
Krystian Lupa

Trailer tygodnia