Zmarł Ryszard Malinowski

Aktor Sceny Polskiej Teatru Cieszyńskiego w Czeskim Cieszynie (29.07.1950 – 21.02.2015)

Do zespołu Sceny Polskiej przybył w 1997 roku z Teatru Dramatycznego im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu. Tak mówił o początkach w Scenie Polskiej: „We Wałbrzychu też dużo grałem, ale to, czego doświadczyłem tutaj, przeszło moje wyobrażenia. Teatr Cieszyński to jest kombinat, obie sceny dają 14 premier w sezonie. Takiego teatru nie ma w Polsce i chyba nigdzie na świecie."

We wspomnieniach najczęściej jednak wracał do czasu spędzonego w Teatrze Kalambur we Wrocławiu. „W Kalamburze przeżyłem wspaniałych 14 lat. Nauczyłem się też troszeczkę innego teatru – też poetyckiego, ale przy tym rozśpiewanego, rozkrzyczanego i, co ważne, organizującego światowe festiwale teatru otwartego Bogusława Litwińca. To był teatr prapremierowy, graliśmy nigdzie niewystawiane dzieła Dario Fo, późniejszego noblisty, lub Wiesława Myśliwskiego, wielokrotnie później nagradzanego pisarza polskiego."

O aktorstwie i byciu aktorem wypowiedział się na łamach miesięcznika Zwrot w 2007 r.: „Jest takie powiedzenie: aktorem się jest, artystą się bywa. Co aktor powinien posiadać? Przede wszystkim odrobinę talentu – daru Bożego, który nazywam intuicją aktorską. A poza tym musi umieć ciężko pracować. Warsztatu można się nauczyć w szkole, ale w rzeczywistości opanowuje się go podczas pracy w teatrze. Ważnym składnikiem warsztatu jest doświadczenie. Przy czym aktor, który po iluś tam latach dochodzi do przekonania, że wie już wszystko i może wyciągać z kieszonek swojego doświadczenia dowolne postaci, przestaje być aktorem. Z warsztatu i doświadczenia korzysta się bezwiednie, a nie z premedytacją. Każdy spektakl trzeba zaczynać od zera, bo tylko wtedy kreowana postać będzie nacechowana prawdą i naturalnością."

A pytany, czy istnieje coś takiego jak sztuka siadania na krześle na scenie, odpowiedział: „Jak najbardziej. Są różne siadania: klasyczne, chłopskie, mieszczańskie, przy piwie, w kinie, w teatrze... Przy klasycznym siadaniu ma się jedną nogę wysuniętą do przodu, drugą schowaną, przy chłopskim siada się prosto, naturalnie."

Odszedł nagle, właściwie w przerwie, między próbą a wyjazdem. Jeszcze w piątek był w teatrze na próbie „Powsinóg beskidzkich", a w niedzielę miał wyjechać na tygodniowe tournée po Polsce z „Lalką", w której grał ojca Izabeli, Tomasza Łęckiego.

W ciągu prawie 20 lat w Scenie Polskiej zagrał w ponad 70 spektaklach, w komediach, dramatach, spektaklach muzycznych. Lubił komedie, a widzowie lubili go w rolach śmiesznych, zabawnych, zagubionych facetów, takich jak Bernard w „Perle" Camolettiego, Paweł w „Czarującym łajdaku", czy Orgon w „Świętoszku" (za tę rolę otrzymał nagrodę podczas 3. Festiwalu Teatrów Moraw i Śląska). Z ról dramatycznych to przede wszystkim Stary Adam w „Moście nad Łucyną", Ojciec Tempes w „Ondraszku", Rieger w „Odejściach" V. Havla, Poncjusz Piłat w „Mistrzu i Małgorzacie" czy też jego ostatnia duża rola - Pan Balboa w „Drzewach umiejąc stojąc". Jego charakterystyczny, ciepły głos nadawał szczególnego znaczenia śpiewanym przez niego piosenkom w spektaklach muzycznych („Słodkie rodzynki, gorzkie migdały", „W Paryżu żyje się jak... na prowincji", a przede wszystkim jego ulubione „Těšínské niebo – Cieszyńskie nebe").

(-)
Materiał Teatru
26 lutego 2015

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...