Zmierzch bogów

"Balladyny i romanse" - reż. Konrad Dworakowski - Teatr Lalki i Aktora "Pinokio" w Łodzi

Najnowszy spektakl łódzkiego Teatru Pinokio oparty został na motywach książki Ignacego Karpowicza „Balladyny i romanse”. Powieść zebrała sporo pozytywnych recenzji. Bohaterami są bogowie – greccy, egipscy, chrześcijańscy... W tym prawdziwym tyglu kultur przegląda się współczesny człowiek i dzisiejsze społeczeństwo.

Na deskach Teatru Pinokio pojawili się zarówno aktorzy, jak i lalki. Świat ludzi jest reprezentowany przez lalki animowane podobnie, jak w teatrze bunraku – przez widocznych dla widza aktorów, poruszających we troje jedną postacią. W porównaniu do japońskiego pierwowzoru, łódzkie lalki są sporo mniejsze, dzięki zachwycającej animacji, tworzą jednak wspaniałe widowisko. Mistrzowsko wykonane i poruszane z niezwykłą precyzją, przedstawiają współczesnego człowieka wraz z jego najbardziej dojmującymi problemami. Mimo, że opowieść dotyczy ludzi i ich przyziemnych spraw, dzięki lalkom udało się stworzyć poetycką, wręcz magiczną atmosferę.

Z drugiej strony, aktorzy „Pinokia" prezentują widzom świat bogów. Postaci „nie z tego świata" odgrywane są przez ludzi a ich boskość zostaje im brutalnie odebrana. Problemy bogów i herosów są trywialne, ich zachowanie nie ma w sobie nic wzniosłego, są wręcz prości i wulgarni. Ich zmysłowy świat ogranicza się do fizycznej miłości i pogoni za przyjemnością. Ci „ludzcy" bogowie chcą zejść na ziemię, by znów mieć wpływ na świat ludzi, gdzie źle się dzieje. Wydaje się jednak, że nie mają oni ani pomysłu ani mocy do tego, by coś realnie zmienić.

„Balladyny i romanse" mogły być satyrycznym komentarzem do dzisiejszej rzeczywistości, ale też metafizyczną refleksją o kondycji ludzkiej. Niestety, w rzeczywistości, brakuje spektaklowi zarówno głębszej myśli, jak i dowcipu. Choć aktorom udaje się chwilami rozbawić publiczność, za żartami niewiele się kryje.

W spektaklu Teatru Pinokio nie brakuje jednak wartościowych elementów. Zwracają uwagę przede wszystkim sceny z udziałem lalek – zarówno samo ich wykonanie, jak i animacja. Ponadto, aktorzy w interesujący sposób animują nietypowe przedmioty – np. surowe ciasto czy miskę. Z wykorzystaniem światła i projekcji zwykłe rzeczy okazują się ciekawymi lalkami. Również ludzkie ciało, za pomocą kostiumu, charakteryzacji i przede wszystkim ruchu staje się obiektem animacji. Atmosferę tworzy również nastrojowa muzyka Piotra Klimka.

Wszystkie te formalne aspekty sprawiają, że „Balladyny i romanse" są przedstawieniem atrakcyjnym wizualnie i muzycznie, starannie dopracowanym. Szczególnie lalki i ich animacja zasługują na uznanie. Niestety, czegoś w tym widowisku brakuje. Mimo że powieść Karpowicza, na bazie której powstało, zbierała niemal same pozytywne recenzje, spektakl nie pozostawia w widzu niezapomnianych wrażeń. Ciekawa forma i piękne sceny lalkowe nie wystarczą, gdy brakuje myśli przewodniej...

Zofia Snelewska-Stempień
Dziennik Teatralny Łódź
7 grudnia 2012

Książka tygodnia

W trzech zdaniach. Notatki z lat 2018-2019
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski