Zmuszający do refleksji spektakl

"Tramwaj zwany pożądaniem" - reż. Bogusław Linda - Teatr Ateneum im. Stefana Jaracza w Warszawie

W połowie lat 80 ubiegłego wieku, młody, zdolny i rozchwytywany aktor zaskoczył swoje środowisko łamiąc dotychczasowe schematy. Ponieważ "od zawsze" każdy aktor w swoim mniemaniu doskonale wie jak ma zagrać swoją rolę, a jeszcze lepiej, jak kolega powinien grać swoją, więc co i raz zdarzało się czynnym aktorom, zasiadanie w fotelu reżysera. A chociaż, z reguły byli to już starzy wyjadacze sceniczni, to i tak ich próby kończyły się różnie.

Sporo, całkiem udanie zaczynało łączyć aktorstwo z reżyserowaniem ale bardzo wielu zrezygnowało i dawało sobie spokój. Wspomnianym na wstępie śmiałkiem był Bogusław Linda, który w Teatrze Studio w Warszawie postanowił zmierzyć się z "Przedstawieniem pożegnalnym" Petera Müllera. Był to jego warsztat reżyserski (1985 r.), pod opieką artystyczną ówczesnego kierownika, a następnie dyrektora artystycznego teatru. Pomimo ogromnej obstrukcji, z którą się spotkał, ku sporemu zaskoczeniu dopiął swego i premiera, chociaż po długim czasie trwania prób i odwlekania jej, odbyła się. Jeszcze większym zaskoczeniem było powodzenie jakim cieszył się ten spektakl i frekwencja na nim. To nie mogło trwać długo w sytuacji, gdy inne spektakle grane były bądź przy minimalnej publiczności, bądź trzeba było je odwoływać z braku chętnych do oglądania. Spektakl do którego znakomitą oprawę muzyczną stworzył Przemek Gintrowski, przed zniknięciem z repertuaru, zdążył jeszcze wyjechać na festiwal do Grecji ale to już zupełnie inna, chociaż bardzo ciekawa, historia.

Być może doświadczenia związane z powstawaniem tamtego przedstawienia i wszystko to co się działo później, wpłynęły na decyzję Lindy, o powstrzymaniu się od dalszych prób reżyserii w teatrach warszawskich. Co prawda, zdarzyły się jeszcze prace nad filmami, w tym reżyseria filmu ("Seszele"), która była pierwszą polską pełnometrażową produkcją w technice cyfrowej ale na warszawskie sceny, jako reżyser Linda wraca dopiero ostatnimi czasy. Dwa lata temu, w Teatrze Ateneum wyreżyserował "Merlin Mongoł". W ten sposób, przez te wszystkie lata jego talent reżyserski marnował się. A, że to talent, oprócz wyżej wspomnianego debiutu, świadczy jego "Tramwaj zwany pożądaniem", który premierę miał w lutym tego roku, też w Teatrze Ateneum.

W tym przypadku, mamy do czynienia z legendą! Zarówno książka jak i jej inscenizacje (pierwsza, na Brodwayu, w 1947 r., z Marlonem Brando na scenie) i ekranizacje (ta z 1951 r. z Brando na ekranie, która zdobyła cztery statuetki Oskara), weszły do kanonu światowej kultury. Ponieważ poruszają ekstremalne tematy, bardzo łatwo jest w czasie prac nad inscenizacją, ześlizgnąć się poza granice dobrego smaku, czy wręcz obsceniczności. Linda udowodnił, iż pomimo swojego nadal obowiązującego wizerunku twardziela i super macho, jest człowiekiem wrażliwym i zna granice dobrego smaku. Ustawił cały spektakl i poprowadził aktorów "po bandzie" ale bez zbędnego epatowania publiczności wszelkiego rodzaju ciemnymi stronami ludzkiej natury. Jest ostro, chwilami nawet bardzo ale wszystko pod kontrolą.

Tym większe brawa należą się czwórce głównych aktorów: Julii Kijowskiej (Blanche); Paulinie Gałązce (Stella); Tomaszowi Schuchardtowi (Stanley Kowalski) i Bartłomiejowi Nowosielskiemu (Mitch). Właściwie nie wiadomo, kto ma trudniejsze zadanie: panie, czy panowie? Na pewno para Kijowska - Schuchardt, która gra osoby uzależnione od alkoholu, daje koncert gry aktorskiej. U Stanleya (Schuchardta) zatrzymuje się to na etapie sponiewierania siebie i najbliższych łącznie z rękoczynami. Ale jego Kowalski na swój sposób kocha i dba o swoją żonę / partnerkę, chociaż jest to uczucie chore i zdziczałe. Inna sprawa że Stella (Gałązka) pozwala mu na bardzo wiele, z jakąś perwersyjną samoudręką. Jednak cały czas relacje Stanley - Stella zamykają się głównie w kręgu fizyczności.

Natomiast u Blanche (Kijowska) alkohol i wcześniejsze przeżycia doprowadzają do zaburzeń psychicznych. Trzeba przyznać, że Kijowska prowadzi swoją rolę fenomenalnie. Nie wiem jak osiągnęła takie mistrzostwo. Przypuszczam, że razem z reżyserem musieli oglądać i przeanalizować godziny materiałów filmowych z dziedziny medycyny. I nie chodzi tu o studium alkoholizmu, bo w tym równie fenomenalny jest Schuchardt, ale o postępującą u Blanche chorobę psychiczną i związane z nią zachowania (wstrząsająca scena stuporu na chwilę przed zabraniem jej przez lekarza).

Drugiej parze: Paulina Gałązka (Stella); Bartłomiej Nowosielski (Mitch) przypadły role mniej ekspansywne, co wcale nie oznacza, że łatwiejsze, mniej znaczące i również nie skażone odchyleniem od normalności. Jeżeli w ogóle istnieje coś takiego jak "normalność"! Tyle tylko, że Stella rozpaczliwie stara się żyć "normalnie", a w każdym razie stworzyć pozory takiego życia. Robi to w sposób czasami głupi, czasami denerwujący ale w sumie rozczulający i gdzieś tam w zakamarkach serca zrozumiały. Ogromne brawa dla Pauliny Gałązki.

W całej czwórce najsympatyczniejszym "misiem" i to nie tylko dzięki swojej fizyczności jest postać Mitcha, jakby stworzona dla Bartłomieja Nowosielskiego. Duży, ufny dzieciak, skrzywdzony przez matkę, która nie dała mu się odpępowić i od której jest całkowicie uzależniony. Wszyscy go popychają, wszyscy obśmiewają, a on to znosi ze stoickim spokojem wszystkie drwiny przyjmuje za dobrą monetę. Jednak to on z całej "menażerii" jest najnormalniejszy. Nowosielski całą rolę gra wspaniale ale jego etiuda w postacie tańca na koniec pierwszej części warta jest ceny za bilety.

Pozostałe postacie występują w sztuce drugoplanowo, bądź epizodycznie, co nie oznacza, że aktorzy grający te role nie dostosowują się poziomu wiodącej czwórki.

No i na koniec. Ponieważ dzięki wspaniałej dykcji, każdy szept jest słyszalny we wszystkich zakątkach widowni, łącznie z balkonem, z czystym sumieniem można stwierdzić, iż, wspólnie cały zespół aktorski, oczywiście pod batutą reżysera Lindy, stworzył przejmujący i zmuszający do refleksji spektakl, koło którego na pewno nie można przejść obojętnie.

Krzysztof Stopczyk
http://kulturalnie.waw.pl
5 listopada 2014

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...