Znamię

"Życie pani Pomsel" - reż. Grzegorz Małecki - Teatr Polonia w Warszawie - 23 września 2022

102-letnia Brunhilde Pomsel – pracownica sekretariatu Ministerstwa Propagandy Goebbelsa – z fałszywym uśmiechem rozpościera portert życia w czasie dwunastu lat tysiącletniej Rzeszy.

„A German Life: drawn from testimony of Brunhilde Pomsel" jest dzieckiem Christophera Hamptona, zafascynowanego studwuletnią niemiecką kobietą po obejrzeniu filmu dokumentalnego „Ein Deustsches Leben" w reżyserii Christiana Krönesa, który pojawił się w Bridge Theatre w Londynie w 2019 roku. Do pewnego stopnia nie jest to nowa tematyka. Poruszana była we wcześniejszych dramatach, poczynając od Brechta, jeszcze przed wybuchem wojny. Właściwie niewiele można powiedzieć nowego na ten temat. Dziwne, że „A German Life" stało się teatralnym hitem, gdyż tak naprawdę im więcej czasu mija od zakończenia drugiej wojny światowej i wszystkiego, co było z nią związane, tym bardziej zaciera się pamięć o niej.

Pokolenie, które było wtedy dojrzałe, wymarło, a ci, którzy byli wtedy dziećmi, również już w większości zmarli albo znajdują się na łożu śmierci. Wydarzenia z tamtych lat stają się cyframi, mitami, na których następne pokolenia zbudowały własne ideologie i tożsamości. Widać to doskonale na przykładzie trwającej właśnie wojny na Ukrainie. W tym właśnie czasie grupa austriackich reżyserów odnajduje, a raczej przywraca metaforycznie z czeluści zapomnienia, gdzie winno być należne jej miejsce, stukilkuletnią Brunhildę Pomsel, której jakimś trafem udało się przeżyć prawie do początku drugiej dekady dwudziestego pierwszego wieku, w odróżnieniu od nieprzeliczonej liczby innych osób, którzy takiego szczęścia nie miały i nie pozostał po nich żaden ślad poza włosami i parą butów, a często nie pozostało nic.

Brunhildę, trudno o bardziej niemieckie, wagnerowskie imię, widzimy w domu starców, w pokoju, dosyć ascetycznym, w którym jedynymi meblami są: fotel, stolik na termos z kawą i mała komódka, na której znajduje się ciemna bryła maszyny do pisania. Nieistniejące okna wyrzucone z projektora wpuszczają do wnętrza fioletowe światło wieczoru. Na fotelu zasiada Pomsel i zaczyna powoli snuć swoją opowieść. Pomsel, w wykonaniu Anny Seniuk, to schorowana staruszka mocno skruszona piętnem swojego wieku, mimo maski uprzejmości jest w niej coś odpychającego, jej uczucia i przemyślenia nie są prawdziwe. Widać, że chce coś ukryć, na tyle, że możemy zadać sobie pytanie-Ile z tego, co mówi jest prawdą, a ile kłamstwem? Jest w niej twardość, nieprzystępność, nie wydaje się, by istniała jakakolwiek korelacja między wypowiedzianymi przez nią słowami a niewysłowionymi myślami. Chwilami Seniuk próbuje ją uczłowieczyć, udelikatnić. Na przykład w momencie, gdy idzie do komody, by wziąć sobie cukierka, ale ten upada jej na podłogę, więc nie będąc w stanie się schylić, jest zmuszona wziąć sobie drugiego. Mimo to Pomsel pozostaje obca.

Wydaje się, że aktorce udało się uchwycić sposób myślenia i zachowania typowy dla Niemców w czasach powojennych: wymijające odpowiedzi, zbaczanie z ważnych wątków, ukrywanie ich pod płaszczem usprawiedliwień i własnych mało znaczących w kontekście zachodzących wydarzeń doświadczeń. Ciekawe jest na przykład to, że Pomsel była w stanie zapamiętać, w jakiej sukience była w dniu bombardowania Berlina przez alianckie lotnictwo, ale nie była w stanie „zapamiętać", na kogo głosowała w wyborach w 1933, które doprowadziły NSDAP do władzy. Prawda jest taka, że jej przeżycia są drugorzędne, a o naprawdę ważnych sprawach milczy albo całkowicie je neguje, mówiąc między innymi, że Niemcy nic nie wiedzieli o zagładzie, eksterminacji ludności żydowskiej, nic a nic... trudno uwierzyć w takim wypadku, choć w jedno jej słowo. Wszystko, co mówi, jest próbą zaniechania wzięcia odpowiedzialności za własne czyny. W postaci Brunhildy Pomsel mamy do czynienia z typowym przykładem zła szalejącego w Europie w okolicach środka dwudziestego wieku. Zła przez wyparcie, zaniechanie, kłamstwo i uczestnictwo w zbrodni propagowanej przez jej szefa Josepha Goebbelsa.

Osobę Pomsel możemy postrzegać jedynie jako przestrogę, którą drogą nie podążać, jeżeli chcemy spać spokojnie i móc bez odrazy patrzeć na nasze odbicie w lustrze.

Michał Grossman
Dziennik Teatralny Warszawa
1 października 2022

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia