Znane nazwisko to nie wszystko

"Polowanie na łosia" - 5. Katowicki Karnawał Komedii

Gwiazdy i gwiazdki często są wabikiem dla potencjalnych, ale jakże często niezdecydowanych widzów. Kiedy w grę wchodzi zobaczenie znanego z jakiegoś filmu, czy też lepiej, z serialu aktora, to wtedy cena nie ma znaczenia. Po prostu się idzie, nie czytając przed spektaklem żadnych recenzji. Bo po co?

Okazuje się, że takie przyzwyczajenie może grozić nudnym wieczorem. Chociaż jak „Polowanie na łosia” pokazało, może to być wieczór całkiem „letni”, mimo minusowych temperatur.

Zaczęło się bardzo dobrze - aktorzy wspaniale odgrywali swoje role, a publiczność wspaniale była bawiona. Poświadczeniem jak zawsze są notoryczne wybuchy śmiechu oraz spontaniczne oklaski. Jednak z każdy kolejnym gagiem ciśnienie spadało. Zaczynaliśmy od szalenie zabawnych i znanych (z autopsji jakże często) sytuacji młodej pary przygotowującej się do ogłoszenia zaręczyn. Emocje, popadanie w skrajności, nawet przekleństwa były całkiem na miejscu. Miały miejsce chwile, kiedy odnosiło się wrażenie podglądania sąsiadów czy też znajomych. Jednak sztuka polega na tym, aby wyżej wspomniane ciśnienie utrzymywało się na jednym poziomie, nie mówiąc już o jakiś wzlotach!

Można powiedzieć, że mocny spadek rozpoczął się wraz z ostatnim monologiem Haliny Skoczyńskiej, grającej matkę Elizy (Kinga Ilgner). Ze łzami w oczach wspomina swoją pierwszą miłość, reżysera, który został brutalnie zamordowany przez obecnego jej męża, byłego generała WSI. Co dziwniejsze po chęci wzięcia rozwodu i całkowitego rozstania się, kobieta jednak wraca do męża „…i żyli długo i szczęśliwie”. Brak logiki w tym zdarzeniu jest niczym w porównaniu do stosowanych schematów zachowań i kolejnych sytuacjach między parami, starszą i młodszą. Jedynym zaskoczeniem jest pojawienie się terapeuty/kochanka Elizy – Pasta (w tej roli Piotr Cyrwus). Jego postać jest prezentowana jako psychiatra-wariat-manipulator. Na stare sztuczki łapie się tylko Eliza. Narzeczony Konrad (Bartłomiej Bobrowski) zdaje się być bardziej sprytniejszy. Biorąc (świadomie lub nie) przykład z teścia, postanawia podstępem pozbyć się rywala. Zabieg stary jak świat. Można powiedzieć, że historia zatacza koło. 

W zapowiedzi spektaklu padły słowa, że ciężko jest znaleźć dobrą komedię, a co dopiero polską. Ten wieczór na pewno nie był odkryciem pod żadnym względem. Cóż. Należy pocieszyć się dobrymi momentami i grą aktorską. Jednak, jak na kolejny dosyć przeciętny spektakl w ramach Katowickiego Karnawału Komedii należy mieć tylko nadzieję, że za rok będzie lepiej.

Agnieszka Niewdana
Dziennik Teatralny Katowice
8 lutego 2012

Książka tygodnia

Złoty garnek i inne opowiadania
Wydawnictwo Media Rodzina
E.T.A. Hoffmann

Trailer tygodnia