Znośna lekkość bytu

,,Zoom" - chor. Zvi Gotheiner - ZviDance New York - 18 Międzynarodowa Konferencja Tańca

Zvidance ma w ciele klasykę, ale na scenie tańczy anarchię. To autodestrukcja i prowokacja - ,,Zoom" (z ang. zbliżenie) obnaża, podgląda i wypacza. Odwrotnie niż w ,,Powiększeniu" Antonioniego, obraz w ,,Zbliżeniu" Zvidance traci ostrość i znaki szczególne. To balet obrazoburczy. Zaangażowany, wizjonerski i wirtuozerski

Inspiracją dla ,,Zoom” są nowe technologie i społeczeństwo informacyjne. Jedyną dekoracją - interfejs: graficzny i tekstowy; ekran nad sceną ,,Zoom” projektuje zbliżenia i panoramy Zvidance, wyświetla maile i esemesy do i od widowni. Scenografię dopełniają rekwizyty tancerzy: laptopy, komórki, kamery i łącza internetowe. Performerzy ,,Zoom” tańczą więc w cyberprzestrzeni dla e-wspólnoty. Robią zdjęcia i sami do nich pozują. Ememesują, kręcą filmy i odwiedzają photoshop.  

Nie bez kozery Zvi Gotheiner - choreograf i dyrektor Zvidance - wykorzystuje najnowsze technologie informacyjne do swoich projektów. Od zawsze fascynowały go rytuały społeczne, a zwłaszcza te nowe. A skoro styl życia dzisiaj dyktuje interaktywna wizualizacja danych, facebook staje się naturalną przestrzenią dla Zvidance. A obraz - naturalnym medium: w społeczności informacyjnej liczą się parametry (wydajność i niezawodność przekazu), a obraz doskonale spełnia obydwa warunki. To wiedza skondensowana, o nieograniczonym polu do interpretacji i… manipulacji. W okamgnieniu przetwarzana i odtwarzana. Bez twarzy.     

,,Zoom” także obrabia obraz - przetwarza i odtwarza użytkowników. Na ekranie nad sceną, performerzy filtrują, obracają, przesuwają i zbliżają (zoomują) swoje i cudze wizualizacje. Wskutek bezprecedensowej obróbki, obrazy z ekranu tracą podobieństwo do oryginału. Albo zoom jest zbyt duży, albo photoshop - zbyt dobry. Czyżby wierzenia prymitywnych ludów indiańskich, że fotografia ,,kradnie duszę” nie były całkiem od rzeczy? W języku potocznym mówi się przecież: ,,strzelać fotki”… W tym kontekście, powracający w ,,Zoom” gest oskarżenia - ręka performera, wymierzona w lustrującą go publikę, przy skupionej twarzy i bezgłośnym splocie warg, to klątwa na obrazofilów. Zgiń, przepadnij, obrazie nieczysty! Czy ,,Zoom” jest antyutopią?

Zvi nie ocenia obrazu. Nie bierze go pod lupę. Ale wchodzi w jego rzeczywistość. Wizualizacja nie jest tu produktem końcowym. Wizualizacja to proces w ,,Zoom”. Dane performerów-użytkowników wchodzą tu w dynamiczne relacje z danymi widzów - użytkowników. Tworzą się nowe tożsamości i społeczności. Nowe hipotezy, interpretacje i perspektywy. Jedyną barierą jest wyobraźnia. Tożsamość online jest płynna. Bywa sfabrykowana, ale i autentyczna. (Dla niekompatybilnych z realem to jedyna bezpieczna forma wyrażenia inności tu i teraz).

Wolność twórcza w kreowaniu siebie-nie-siebie oto żywioł ,,Zoom”. Widoczny w feerii barw - na kostiumach tancerzy i cudacznych zdjęciach z photoshopu. W nowej jakości ruchu - punktu wyjścia dla każdego projektu Zvidance. Pozycje z baletu przechodzą tu płynnie w pozy z catwalku i  klubu go-go. Jazz łączy się z estetyką ninja i tańcem współczesnym. Bez zgrzytu. W takt lotnej fuzji hip-hopu, Latino z industrialem. Autentyczny fabrykat? Sfabrykowany autentyk? To taniec online. Performerzy ,,Zoom” proszą - ,,Shall we…?”. A chętni (wyłącznie chętni) nie dają się prosić i wchodzą na scenę-interfejs. Tancerze pokazują im kroki, strzelają fotki, stroją miny, biorą na barana, wyczarowują uśmiech. W ,,Zbliżeniu” lekkość bytu jest więcej niż znośna. Co najmniej dwuznaczna.  

Monika Gorzelak
Dziennik Teatralny Katowice
12 lipca 2011

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia