Znów wszystko źle

"Fasada 1/2" - reż.Mirjam Schmuck, Fabian Lettow - Teatr Nowy w Krakowie

Po prostu: zanim by zaczęli na scenie cudować pod egidą protestu w krótkich gatkach - usiedliby na chwilę, w cichości przeliczyli własne łzy "czyste, rzęsiste", i doszli do słusznego wniosku, że protestacyjne cudowanie to jest postawa dla świata bardzo kłopotliwa w odbiorze. Czy Niemcy mają swą "Odę do młodości", swoje "Liryki Lozańskie"? Zapewne. I niestety - seans "Fasada 1/2" w Teatrze Nowym nie pozostawia żadnych wątpliwości - w szkołach każą małym Niemcom wkuwać na pamięć niemiecką odę do niemieckiej młodości

W każdym razie, Mirjam Schmuck i Fabian Lettow - młodzieżowi reżyserzy "Fasady 1/2" - wkuwali właśnie to. Więc ich opowieść generalnie jest, pragnie być protestem, protest songiem, protestacyjnym krzykiem pokolenia - pełnym szlachetnego buntu, jak czytam w zapowiedzi, scenicznym "wywoływaniem duchów". Czytam dalej, że to wywoływanie nasz Kainkollektiv (tak się nazwali Schmuck i Lettow) "zainstaluje w gęstej od opowieści, doświadczeń i fantazmatów przestrzeni". No i zainstalował. Efekt? Gęstość jest tak gęsta, że nie wiadomo, gdzie Krym a gdzie wyjście ewakuacyjne z widowni. Dalej: "Tak powstanie alternatywna mapa, której kawałki skleją się w podziemne miasto mówiące nieznajomym wielogłosem. Z czasem przeszłym i przyszłym skompresowanym do tu i teraz". I w zakończeniu jeszcze taki rodzynek: "Pamięć biegnie tutaj w dwóch kierunkach". Czyli, przepraszam bardzo, niby jak? Do przodu też? Czyli będzie się czasem postaciom przypominała - przyszłość?

Ciekawe to bardzo. Ciekawe ale i skromne. Prawda jest bowiem taka, że w seansie Kainkollektiv nie tylko pamięć, i nie tylko w dwóch kierunkach, ale absolutnie wszystko oraz w absolutnie wszystkich kierunkach biegnie, na dokładkę - w tym samym czasie. Więcej powiem: biegnie nawet wtedy, gdy się nie rusza. Na przykład - mikrofony. Zwisają z sufitu, a jakby gdzieś fruwały "ponad poziomami". Podobnie skądinąd bardzo sprawni, młodzi aktorzy: Weronika Wronka, Zbyszek Styrczula i Łukasz Stawarczyk. Są, a jakoby ich nie było, bo nagle stają się cieniami na pergaminowych płachtach, albo na tychże płachtach wyświetlają przy pomocy kamery swe oblicza lub ciała całe, bądź zakładają maski przedstawiające trzy łby białych osłów - i trudno rozkodować, kto jest kto, ani gdzie chłop, a gdzie baba. Jasności nie dodaje też paradowanie aktorów w futrach z nutrii, jak i to, że: raz mówią do mikrofonów, innym razem nie, raz recytują, innym razem śpiewają, raz czegoś w słuchawkach słuchają, innym razem nie, raz wychodzą na scenografię, przedstawiającą, powiedzmy sobie, trzy okna w strychu, innym razem prezentują w tych oknach dziwne figury gimnastyczne, coś niby jogę na poddaszu. No i bez litości wyrzucają z siebie stos publicystyczny - zdania obezwładniająco banalne, lecz pełne pokoleniowej troski.

Pokolenie, no właśnie. Ten niemożliwy do ogarnięcia bałagan inscenizacyjny, co by go Ludwik Flaszen wszystkoizmem nazwał, ma lustrzane odbicie we wszystkoizmie myślowym. O czym śpiewają i gadają aktorzy? W co się ten stos publicystycznych haseł, ten półtoragodzinny wiec sceniczny w konsekwencji obraca? W młodzieńczy protest kakofoniczny, tak. Lecz w jakiej sprawie? W czyim interesie? Otóż, w interesie - pada to określenie - rozczarowanego, straconego pokolenia "jotpedwa". Że urodzeni już w wolnym świecie - a bez żadnych perspektyw są, biedacy. Pokoleniową rewelację Kainkollektiv ujmę jeszcze inaczej. W pamięci kolejny raz przedzieram się przez totalny bałagan "Fasady 1/2", wszystko, co znajduję, pilnie ważę i mierzę, i wychodzi mi, że wedle Kainkollectiv pokolenie "jotpedwa" jest stracone, ponieważ w dzisiejszym świecie wszystko, absolutnie wszystko jest - do dupy. Znikąd nadziei. Co rzekłszy - płaczę jak stary Mickiewicz.

Paweł Głowacki
Dziennik Polski
28 października 2011

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia