Znowu samowar

"Trzy siostry" Akademia Teatralna w Warszawie

Na sali gasną światła. Studenci czwartego roku warszawskiej Akademii Teatralnej zagrają swój spektakl dyplomowy. Czechow. Zdecydowano się na tego autora po raz drugi z rzędu po zeszłorocznym "Wiśniowym sadzie".

Spektakl straszył teatralną ramotą, z której nie tak dawno śmiał się Jerzy Jarocki w spektaklu „Miłość na Krymie”. Nadzieja, że w tym roku nie ujrzymy beżowych kostiumów, samowarów, czy sztucznych wąsów, pryska wraz z rozpoczęciem przedstawienia. 

Reżyser spektaklu posługuje się kliszowymi rozwiązaniami, wziętymi z przedwojennych recept wystawiania Czechowa. Autor „Trzech sióstr”, wedle Andrzeja Domalika, to sentymentalny nudziarz na którego nie ma innej rady, jak tylko pseudo-naturalistyczne pudełko, kostium udający epokę i deklamacja w salonowym stylu. Studenci, poszkodowani zadaną przez reżysera formą, choć prowadzą fabułę warsztatowo czysto, nie są w stanie obronić spektaklu nudnego i bez pomysłu. 

Są w tym przedstawieniu interesujące role, prowadzone sprawnie, świadomie. Taka jest na przykład Masza Olgi Omeljaniec, taki jest Kułygin Daniela Salmana. Warsztat, zaangażowanie – całą pracę aktorów oczywiście należy docenić. Można przymrużyć oko na nieznośnie „tradycyjne” wystawienie, aby obserwować ich sprawność i z tego czerpać przyjemność. 

Prasa donosi, że w Teatrze Polskim Wieniamin Filsztyński zrealizował „Wujaszka Wanię” „po staremu” i że zrobił to wspaniale. Cóż, uważam kolor beżowy za jeden z najpiękniejszych, nie mam też nic przeciwko stylizacji w teatrze, pod jednym tylko warunkiem – że będzie to dzisiaj żywe. Tegoroczne „Trzy siostry” to spektakl studentów ubranych w umarłą formę. Nie służy tu ona ani współczesnemu odczytaniu Czechowa, ani wypowiedzeniu się studentów poprzez niego. 

PS. Czego powszechnie nie wiadomo, studenci wydziałów aktorskich nie mają zwykle żadnego wpływu na wybór tekstów, tematów do dyplomowych przedstawień. Mają jednak – jako artyści – niepisane (acz konstytutywne) prawo do buntu, którego nie jest w stanie im odebrać żadna uczelnia, czy instytucja. Ja protestowałbym gorąco przeciwko takiej hermetycznej formule aktorskich dyplomów. Czyjkolwiek jednak głos jest tu bez znaczenia, jeżeli teatralnej skostniałości nie zbojkotują wpierw sami aktorzy.

Szymon Kazimierczak
Dziennik Teatralny Warszawa
6 lutego 2009

Książka tygodnia

Krew z mojej krwi. Wiosna komisarza Ricciardiego
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc
Maurizio de Giovanni

Trailer tygodnia