Zostawić Jana Klatę w Starym!

Felieton Wacława Krupińskiego

Jadący walec uciska tak mocno, że mogą powrócić teorie sprzed lat, że Ziemia jest płaska. Jak czółka. Nieważne, czyje. O ileż byłoby łatwiej na niej rządzić. Horyzont nie uciekałby. Wszystko byłoby widać jak na dłoni. Zresztą już widać, nazbyt dobrze. A wielu miało złudzenia. Ja żadnych. Mogę w tej sprawie złożyć przysięgę. Ktoś przyjmie?- felieton Wacława Krupińskiego z cyklu "Kulturałki" w Dzienniku Polskim.

A jedzie ów walec w tempie wyjątkowym. Nocami zasuwa. Śpieszy się tak, jakby za chwilę miał nadejść koniec świata. Nie tylko - świata demokracji.

Świat też reaguje. Ten realny. I wirtualny. W sieci pojawiła się na przykład historyjka obrazkowa z ministrem cenzury kultury, prof. Piotrem Glińskim. Obrazek pierwszy: minister z telefonem i dymek "Halo, Jan Klata, poproszę nagrania wszystkich waszych spektakli... na już!".

Na drugim tenże minister i słowa: "Janek Englert? Natychmiast nagrania wszystkich waszych spektakli z repertuaru... Sprawdzić muszę". Na kolejnym pan minister rzuca do słuchawki: "Opera Narodowa? Dziś u mnie na biurku nagrania wszystkich przedstawień z aktualnego repertuaru". I kwestia pana ministra ostatnia: "Konrad Szczebiot? No, zdobyłem ten zestaw DVD, co chciałeś go na święta. Nara".

To reakcja na wieść, że resort kultury zażądał od Starego Teatru nagrań wszystkich spektakli. To ów Konrad Szczebiot ma dokonać - jednoosobowo! - audytu artystycznego, czyli ocenić na cito około 40 przedstawień. Czy to audyt artystyczny czy ideolo? Pażywiom, nie uwidim.

Pomijam już wybór owego specjalisty, który dotychczas nie dał się poznać jako teatralny autorytet. Pewnie dlatego robotę przyjął.

Zastanawiam się natomiast, po co wynajęto go w ogóle? I to nawet nie dlatego, że jest przecież w resorcie aż czterech wiceministrów, w tym pani teatrolog Wanda Zwinogrodzka, która ową opinię zleciła. Zastanawiam się, po co ów Szczebiot ma badać "Starego", skoro wieść niesie, że i tak z nowym rokiem dziarskim krokiem wkroczy do gabinetu przy placu Szczepańskim ktoś nowy. Jerzy Zelnik? Byłażby to piękna klamra w karierze; od komnat faraona do gabinetu dyrektora narodowej sceny. Sceny, o której z taką troską aktor wypowiadał się niedawno, obejrzawszy w Starym Teatrze "Wroga ludu". Zjechał go dokumentnie; że artystycznie - pełna zgoda, ale później już docisnął ideolo. Rozumiem, pisał tekst do miesięcznika "WPIS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka".

Pażywiom, uwidim, że przywołam raz jeszcze język tych, którzy w 1917 roku w imię prawa narodu, co to ważniejsze jest niż prawo, wzięli władzę.

Acz w sumie nie wiem, czy potrzebny ten cały ambaras z usuwaniem Jana Klaty i wkładaniem mu na głowę z irokezem wieńca cierpiętnika? Toż teraz ten facet już całkiem odleci... Czyż nie prostsza byłaby inna zamiana? Wszak, co łatwo sprawdzić, Staremu Teatrowi status sceny narodowej wpisano do statutu dopiero na początku tego wieku, o co zadbał ówczesny dyrektor naczelny Ryszard Skrzypczak, sankcjonując tym samym artystyczną rangę teatru z paru poprzednich dekad. Tyle że to już było, i, obawiam się, nie wróci więcej.

Zatem czyż nie lepiej Jana Klatę zostawić, a scenę narodową przenieść na inny krakowski plac, gdzie stoi okazały teatr, w którym odbyły się prapremiery najważniejszych dzieł Wyspiańskiego, w którym w czasach zniewolenia wystawiano narodowych wieszczów, by podtrzymywać narodowego ducha, w którym grała Helena Modrzejewska. Jan Klata niech sobie nadal działa w "Starym", skoro tak do niego przywiązany. Niech trwa, tyle że bez "narodowej" ponad 16-milionowej dotacji. A wpływy - raptem 1,993 mln. (A taki Teatr Ludowy w Krakowie - dotacja 4,292 mln, a wpływy - 2,786 mln - dane za 2014 rok).

To byłby dopiero fortel na miarę radykalnych rozwiązań, jakim hołduje w teatrze reżyser Klata. Czyż nie?

Wacław Krupiński
Dziennik Polski
7 grudnia 2015
Portrety
Jan Klata

Książka tygodnia

Wszystkie nasze lalki
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi
Honorata Sych

Trailer tygodnia