Zwiastowania nie sposób odrzucić

"Betlejem Polskie" - 12. Festiwal Prapremier w Bydgoszczy

Choć tytuł i pomysł zapożyczony od Rydla, akcję z 1905 roku przeniesiono do współczesności, innych wykreowano też bohaterów. Szopką jest tu wizualnie nieestetyczna, wyłożona drewnem świetlica, rodem z minionej epoki, gdzie na grupowej psychoterapii spotykają się poobijani przez życie, pozbawieni perspektyw ludzie. Poszukują metafizycznych doznań.

Najdobitniej odzwierciedla to znakomicie grana przez Irenę Wójcik, pojawiająca się na początku postać badaczki megalitów, szopkowego Melchiora. Nie ułożyło się jej życie osobiste, została sama, teraz marzy tylko o tym, żeby "coś poczuć". Coś metafizycznego, co utwierdziłoby ją w przekonaniu, że jej życie ma jednak jakiś sens. Odwiedziła sporo najsilniej oddziałujących punktów energetycznych na ziemi. Ale nigdzie niczego takiego nie poczuła. Dopiero, w tej mdłej świetlicy doznała czegoś niezwykłego. Dlatego tu właśnie rozegra się akcja, w której zwykli ludzie odegrają role biblijnych bohaterów. We współczesnych kostiumach, z współczesnymi biografiami i mentalnością.

Jest tu ponury, obcesowy terapeuta, sam pewnie wymagający pomocy psychologa, nazwany Kacprem; występujący tylko na ekranie telewizyjny wróż - Baltazar, któremu z tarota wychodzą wyłącznie same katastrofy; są aniołowie - rodzeństwo, przekonane o tym, że ich matka była sekretarką Matki Boskiej. Jest wreszcie i sama Maria, której ginekolog zamiast archanioła, na postawie medycznego wywiadu, zwiastuje niepokalane poczęcie. I Józef niepotrafiący w to uwierzyć.

Wbrew euforycznej reakcji ogółu, Maria wcale nie chce tego cudu, nie chce posłannictwa. Czuje się z tym jakoś niezręcznie, co Rozalia Mierzicka doskonale oddaje swoją grą. Przeciwstawia się szopkowej społeczności, która zaczyna ją czcić. Zachowuje się arogancko, opowiada jakieś dowcipy o Przenajświętszej Panience. Tymczasem zupełnie niespodziewanie, na końcu, kiedy postaci wychodzą już do ukłonów, Maria wychodzi o krok przed szereg a na jej głowę powoli opada kurtyna, układając się na kształt szaty Matki Boskiej Bardzo to malownicza i efektowna scena, a przede wszystkim znakomita całej historii pointa.

W spektaklu jest też wiele innych wątków i historyjek, w których melodramat ściera się z groteską, pokazując w efekcie prawdę o współczesnej religijności. I nie dotyczy to tylko chrześcijaństwa, ale i islamu. Bo jest i taki moment, kiedy przeciwstawia się sobie te dwie religie. Tę, w której najwyższą wartością jest tulone do piersi niemowlę i tę, w której matka odsuwa od siebie dziecko, by pod chustą ukryć bombę.

Pomimo żartobliwych sytuacji i takiegoż w dużej mierze tekstu, spektakl nie jest absolutnie obrazą czyichkolwiek uczuć religijnych. Jest przy tym świetnie wyreżyserowany i zagrany.

Anita Nowak
Teatr dla Was
8 października 2013

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...