Życie dzieje się w teatrze

"Listy na (nie)wyczerpanym papierze" - reż. Sławomir Narloch - Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

Historia miłosna dwójki tak niezwykłych, kreatywnych i wrażliwych na piękno świata ludzi przypuszczalnie powinna być tak samo wyjątkowo poruszająca i po prostu piękna. Nic jednak bardziej mylnego. Poeci, pisarze i mistrzowie słowa Agnieszka Osiecka i Jeremi Przybora pozostawili po swojej relacji namacalny ślad, dzięki któremu możemy niemalże być świadkami ich dwuletniego romansu.

Dzięki Magdzie Umer, która zdecydowała się na opublikowanie listów wymienianych przez kochanków w książce „Listy na wyczerpanym papierze", możemy poznać związek artystów, który ówcześnie był przez nich ukrywany. Jeżeli nie wyjątkowość uczucia łączącego Agnieszkę i Jeremiego, to co sprawia, że ich historia porusza tysiące? To właśnie jej uniwersalność. Miłość potrafi namieszać w głowie, niejednemu odebrała zdrowy rozsądek. Jest to wyjątkowe uczucie, któremu ludzie chcą się poddać, a jednocześnie się go boją. Dlatego też, jest motywem wszechobecnym. Gdy opowiada się o miłości, łatwo o banał, zwłaszcza gdy mowa o odtwarzaniu historii rzeczywistej, która jeszcze kilkadziesiąt lat temu była aktualna.

Młody reżyser Sławomir Narloch w swojej sztuce dyplomowej „Listy na (nie)wyczerpanym papierze" nie dopuścił się zwizualizowania kolejnej, pięknej, ale ciągle takiej samej historii miłosnej. Wydestylował z listów kochanków to, co było niezbędne do zrozumienia relacji Agnieszki i Jeremiego. W połączeniu z wyjątkowymi aranżacjami ich utworów reżyser niemalże „ucieleśnił" uczucie dwojga artystów. Tym właśnie była ta sztuka – historią miłosną taką, jaką znamy z życia codziennego, ponadczasową, ale opowiedzianą w zupełnie niebanalny, poetycki sposób. Bogata w nieoczywistości i metafory sztuka odkrywa świat wewnętrzny bohaterów. Reżyser znakomicie pokazał kim byli Agnieszka Osiecka i Jeremi Przybora nie tylko zawodowo, ale też prywatnie. Udało się to m. in. dzięki „podzieleniu" dwóch postaci na czterech aktorów. Widzowie poznali to spokojniejsze, bardziej romantyczne oblicze bohaterów, ale też to, którego nie widać na pierwszy rzut oka. Co ważne, Narloch w przedstawieniu nie idealizował postaci, z czym często mamy do czynienia, jeżeli chodzi o wspomnienie zmarłych już artystów.

Aspektem sztuki, który szczególnie zasługuje na uwagę jest towarzysząca bohaterom muzyka. Anna Dudek – niezwykle zdolna harfistka – podczas całego spektaklu ubogaca przebieg zdarzeń kojącymi dźwiękami instrumentu. Widz zostaje również przeprowadzony przez proces tworzenia muzyki, dzięki looperowi, którym posługuje się instrumentalistka. Zarówno akompaniament harfy, jak i komponowanie muzyki na oczach widzów są rozwiązaniami niestandardowymi, dość zaskakującymi, ale zdecydowanie działającymi na korzyść. Utwory napisane przez Osiecką i Przyborę jak np. „Miłość w Portofino" w wyjątkowej aranżacji Jakuba Gawlika przywołują piękny, poetycki świat artystów, nadając mu nowe życie. Opowiadanie o twórcach z przeszłości uważam za niezwykle cenne nie tylko ze względu na ich niewątpliwy talent, ale też ze względu na możliwość przedstawienia postaci i ich dzieł zeszłych pokoleń młodszej publiczności. Tym, którzy teksty Agnieszki i Jeremiego dobrze znali, spektakl zapewne rzucił nowe światło i nadał nowej utworom nowej jakości.

Mówiąc o muzyce, która towarzyszy bohaterom nie można nie wspomnieć o świetnym wykonaniu wokalnym aktorów. Agnieszka Skrzypczak, Elżbieta Zajko, Marek Nędza i Łukasz Stawowczyk pod okiem Magdaleny Czuby dopracowali niełatwe piosenki na naprawdę wysokim poziomie. To samo z resztą można powiedzieć o ich grze aktorskiej. Odegrali role z precyzją, dbając o każdy szczegół. Pokazali różne oblicza Osieckiej i Przybory i przeprowadzili widza przez wielość i różnorodność emocji, tych pozytywnych, jak i negatywnych, obecnych w relacji kochanków. Dzięki temu sztuce niepotrzebna była pokaźna, wymyślna scenografia. Odpowiedzialni za kostiumy, wystrój oraz efekty świetlne Sonja Markiewicz i Marek Idzikowski za pomocą najprostszych środków zadbali o to, aby nie przytłoczyć treści, a w sposób subtelny ją podkreślić.

Biorąc pod uwagę wszystkie czynniki można uznać „Listy na (nie)wyczerpanym papierze" za dzieło odważne, ze względu na wiele zaskakujących i odważnych rozwiązań, a jednocześnie dopracowane w każdym szczególe. Rzeczywistość w niecodziennym wydaniu.

Magdalena Szymczak
Dziennik Teatralny Łódź
29 listopada 2021

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...