Życie jak mydlana bańka

"Ja, Feuerbach" - reż. Piotr Fronczewski - Teatr Ateneum im. Stefana Jaracza w Warszawie

"Ja, Feuerbach" Tankreda Dorsta to psychologiczne studium starego aktora, który po zawirowaniach życiowych, rozpaczliwie próbuje wrócić na scenę.

W ciemnym teatrze nie czeka nań, rzekomo umówiony wcześniej, reżyser Lettau. Feuerbach spotyka natomiast (podającego się za asystenta reżysera) chłopaka, którego Lettau jakoby - przez czysty przypadek - miał zabrać autostopem z autostrady.

Odtwórca głównej roli, Piotr Fronczewski, jest przekonujący. Gra umiejętnie modelując napięcie wewnętrzne, bez zbytniej (być może i zbędnej) ekspresji, której oczekiwałem po - doskonale skrojonej przez Dorsta - roli. Piotr Fronczewski oddaje poniżenie i rozpaczliwą grę Feuerbacha, w której poszczególne wcielenia aktorskie mieszają się z jego prywatnym życiem, tak dalece, iż go bezlitośnie obnażają.

Dobrze wypada Grzegorz Damięcki, jako młody, bezczelny, dyletant nieustannie i arogancko żujący gumę. Zadanie ma tym łatwiejsze, iż jego rola jest bardziej wyrazista.

Gra Piotra Fronczewskiego demaskuje nie tylko Feuerbacha, ale i owego młodego człowieka.

Pojawiająca się na scenie Kobieta z pieskiem, jest jednak bez pieska. Kobieta (Maria Ciunelis) siedzi sobie w kucki i chyba nikt do końca nie wie, po co...

Spektakularna scena z wyimaginowanymi ptakami została zagrana po mistrzowsku, jednak oczekiwałem czegoś więcej. Scena ta powinna być kulminacyjną, powinna być punktem zwrotnym inscenizacji.

Najbardziej podobało mi się swoiste "biczowanie" tytułowego bohatera snopami światła. To dobry pomysł, który przywodzi na myśl nie tyle przesłuchanie aktora, co przesłuchanie oskarżonego w areszcie śledczym.

Jest jeszcze jedna, nie tyle istotna, co po prostu ciekawa i ładna scenka. To słup, opadających zza paludamentum, baniek mydlanych, które pękają zbyt szybko, by móc nacieszyć widzów swym widokiem. Fronczewski wyczekuje na odpowiedni moment, by dotknąć ostatniej bańki, zanim sama pęknie. I pęka za dotknięciem palca aktora, tak jak znikają nadzieje Feuerbacha związane z powrotem na scenę i do normalnego życia.

Reżysera nie ma w dramacie Tankreda Dorsta. Reżyseria w spektaklu Teatru Ateneum jest niemal przezroczysta. W sztuce, i jak to w życiu bywa, za sznurki pociąga jedynie żółtodziób, który wprowadza sporo żywiołowości na deski teatru. To on sam demaskuje mistyfikację, pokazując pilota, którym włączać miał (i wyłączać) reflektory oraz głośniki emitujące nieznośne hałasy i muzykę. Prawda jest okrutna: i na scenie, i w życiu zwycięża młodość, a nie wiedza, zdolności i doświadczenie.

"Ja, Feuerbach" to dramat wyborny, a czar wieczoru spędzonego w Teatrze Ateneum nie pryska tak szybko, jak mydlane bańki.

Ciekawy dramat i wspaniały aktor - sam Piotr Fronczewski - cóż więcej potrzeba do stworzenia dobrej inscenizacji, bez zbędnych fajerwerków?

Marek Kujawski
Teatr dla Was
15 lutego 2013

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...