Życie to sen artysty

"Donka – list do Czechowa” Compagnia Finzi Pasca w Lugano (Szwajcaria)

W piątkowy wieczór, w Sali Teatralnej Centrum Kongresowego ICE Kraków, miałam okazję obejrzeć jeden ze spektakli inaugurujących 5. Międzynarodowy Festiwal Teatru Formy Materia Prima. „Donka – list do Czechowa" zaprezentowany przez Compagnia Finzi Pasca (Szwajcaria) na tegorocznej edycji festiwalu jest doskonałym dowodem na to, że wykorzystanie własnych fascynacji i umiejętności do wykreowania widowiska przykuwającego uwagę widzów i budzącego żywą reakcję widowni, to przepis na odniesienie sukcesu na każdym, niekoniecznie rodzimym rynku.

Na tegorocznej edycji Festiwalu Teatru Formy szwajcarscy artyści zaprezentowali przedstawienie będące nową (ubiegłoroczną) wersją spektaklu, który powstał w roku 2010 z okazji 150. rocznicy urodzin Antoniego Czechowa. Zafascynowany pisarzem, szwajcarski wizjoner teatru performatywnego, zaprezentował widowisko, które jest hołdem złożonym twórczości i życiu rosyjskiego pisarza, wyrażonym własnym językiem artystycznym, korzystającym z pełnego ekspresji, perfekcji i komizmu połączenia możliwości, jakie daje pogranicze sztuk: współczesnego teatru, nowego cyrku, tańca, śpiewu i muzyki.

W przedstawieniu trwającym 120 minut wzięło udział jedenastu artystów akrobatów podzielonych na kilkuosobowe zespoły. Występy poszczególnych grup przeplatały się z opowieścią o życiu Czechowa, jego sposobach radzenia sobie z rzeczywistością, śpiewem i muzyką rosyjską. Artyści, zwracając się do publiczności, łączyli frazy kilku języków odnosząc się w ten sposób do tezy postawionej już w początkowych scenach widowiska, że życia nie należy pokazywać takim jakie ono jest, ani takim jakim być powinno, ale takim, jakie widzimy je w snach. Że to wszystko, co nas spotyka, to tylko dziwny zbieg okoliczności i przypadek. To przesłanie staje się kamieniem węgielnym zaprezentowanego widowiska.

Szwajcarska grupa wyraźnie dzieli się na kilkuosobowe zespoły, które na scenie często przebywają i grają jednocześnie, ale wyraźnie zaznaczona jest ich odrębność. Scena ICE na to pozwala. Dodatkowo rolę wydobywania na plan pierwszy określonej grupy artystów czy jednostki pełni światło wskazujące widzom, na kogo w danym momencie patrzeć, kto staje się dominantą spektaklu. Światło w swoisty sposób kieruje nie tylko rozwojem i ruchem scenicznej wizji, ale też wzrokiem widza. Przy czym, podobnie jak we śnie, pojawiające się obrazy dzieją się jednocześnie, są niezależne lub wchodzą ze sobą w kontakt, krzyżują się, przecinają, wchodzą ze sobą w rozmaite, często zaskakujące interakcje.

W aktywności artystów zdecydowanie dominuje akrobatyka i żonglerka mocno wtopione w muzykę i śpiew wpisujące prezentowane układy choreograficzne w określony rys emocjonalny. Obok cyrkowych popisów wykonanych perfekcyjnie i precyzyjnie wpisanych w towarzyszący im świat dźwięków, pojawia się też taniec (fenomenalna scena stepowania) połączony z komizmem i równie perfekcyjnie jak pozostałe realizacje scenicznych układów wpisujący się w specyficzną i niejednoznaczną wizję prezentowanej rzeczywistości.

Szacunek budzi głębokie przemyślenie przez reżysera i artystów dzieła Czechowa. Daniele Finzi Pasca głęboko i dokładnie przeanalizował świat twórczości i koleje życia rosyjskiego pisarza, czego dowodem jest fakt, że nie sięgając po niemal żadną literacką wypowiedź Czechowa, za pomocą zupełnie odmiennego przekazu, posługując się innymi niż słowo środkami wyrazu oddał niejednoznaczność wpisaną w ironiczno-satyryczne utwory Rosjanina i humor pozwalający patrzeć na rzeczywistość z przymrużeniem oka.

Moje uznanie budzi też dokładność z jaką sztuka została zaaranżowana. Mam tu na myśli zarówno te elementy, które związane są z samymi aktorami: charakteryzację, kostiumy, układy choreograficzne, jak i te związane przede wszystkim z technicznym zapleczem sceny: układ i budowa kurtyn, aranżacja poszczególnych scen, perfekcja w połączeniu elementów na pierwszy rzut oka tak odmiennych i odrębnych, że zupełnie niespójnych i nie dających się ze sobą spleść w koherentną całość.

A jednak. Przez dwie godziny, wraz z pozostałymi widzami, patrzyłam zafascynowana jak żywi aktorzy za sprawą dwóch białych kurtyn tworzą niesamowity teatr cieni, wprowadzający do całości scenicznej kompozycji nutę powagi, złudzenia budzącego momentami brak wiary w to, że widz patrzy na to, co realne, choć wszystko dzieje się przecież na jego oczach. Wpisanie w ten spektakl sugestii innej rzeczywistości, swoistej kreacji wyznaczającej ludziom biorącym w nim mniej lub bardziej świadomy udział określone role. Połączenie tej zupełnie nierealnej sennej wizji z dynamiką ruchu akrobatów w sposób płynny i tak harmonijny, że mimowolnie nasuwający pytanie o to, czy taka perfekcja jest w realnym świecie możliwa. Finzi Pasca i jego kompania prowadzą z widzem swego rodzaju grę w iluzję, w zakrywanie i odsłanianie złudy świata, a zarazem wskazywanie, że akceptacja jego absurdów i śmiech pomagają w ich oswojeniu, a zarazem, w pewnym przynajmniej sensie, w ich zrozumieniu.

Mój podziw budzą też wyobraźnia i zdolność kreacji reżysera i choreografa tego widowiska. Jego niesamowita i zaskakująca umiejętność przełożenia wizji na tkankę artystycznej realizacji widowiska wykorzystującego na swoje potrzeby nie tylko talent i umiejętności artystów biorących w nim udział, ale też pozornie zwykłe, zupełnie nieartystyczne elementy rzeczywistości i przetwarzającego je w narzędzie budzące żywą reakcję publiczności. Wywołującego silną emocjonalną reakcję, przynoszącego swoiste katharsis, czego potwierdzeniem były brawa i śmiech rozlegające się w trakcie trwania spektaklu jak i owacja na stojąco, zgromadzonej publiczności, na jego zakończenie.

Daniele Finzi Pasca dokonał czegoś pozornie niemożliwego. Na potrzeby sceny stworzył artystyczny list będący wizualizacją literackiego świata rosyjskiego twórcy i jego artystycznego spojrzenia na rzeczywistość. Połączył w jedną, spójną interpretacyjnie wypowiedź, nie tylko elementy różnych sztuk wizualnych i muzyki, ale nadał też artystyczną rangę zupełnie banalnym przedmiotom i wykorzystał je w sposób, który nadał im nie tylko zupełnie inną rangę estetyczną, ale też uruchomił odpowiednią reakcję emocjonalną u oglądających przedstawienie widzów. Stworzył dzieło, które ograniczając rolę słowa do minimum jest kompetentnym, zrozumiałym dyskursem z literackim dorobkiem i życiowym doświadczeniem pisarza, a zarazem twórczą, pełną emocjonalnego i estetycznego wyczucia i otwartą na rozmaite interpretacje i odczytania kreacją.

Spektakl prezentowany w ramach 5. Międzynarodowego Festiwalu Formy Materia Prima odbywającego się w Krakowie.

Iwona Pięta
Dziennik Teatralny Kraków
18 lutego 2019

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia