Życie z pomysłem

rozmowa z Ewą Pilawską

- Uważam, że teatr, nie będąc hermetyczny, jest jednocześnie elitarny. Bo każdy, kto ma potrzebę odklejenia się od kanapy, telewizora, kolejnych serwisów internetowych, by przyjść do teatru i szukać zaspokojenia swoich potrzeb duchowych i intelektualnych, należy do takiej elity - rozmowa z dyrektorką łódzkiego Teatru Powszechnego Ewą Pilawską

Ewa Pilawska urodziła się w Szczecinie. Ponad dwadzieścia lat temu stała się łodzianką z wyboru. I gdyby nie to, pejzaż kulturalny Łodzi
byłby znacznie uboższy. Pani dyrektor Teatru Powszechnego w Łodzi ma głowę pełną pomysłów, a nie są to pomysły papierowe. Wszystkie lub prawie wszystkie realizuje z żelazną konsekwencją i determinacją od wielu lat.

 W pierwszym okresie dyrektorowania w Teatrze Powszechnym zdjęła pani z afisza mocno ograne, choć dochodowe pozycje, m.in. "Anię z Zielonego Wzgórza" i "Balladynę". Czy to nie było ryzykowne przedsięwzięcie?
Kiedy zostałam dyrektorem Teatru Powszechnego, "Ania" była grana jeszcze kilka lat, a "Balladyna" w reż. Wojciecha Adamczyka miała premierę za czasów mojej dyrekcji. Oba tytuły były w repertuarze przez lata i - mówiąc teatralnym językiem - zgrały się. Decyzje repertuarowe zawsze są w pewien sposób trudne, szczególnie jeśli dysponuje się jedną sceną. Trudność polega na ciasnocie, a mamy tylko jedną dużą scenę na 450 miejsc.

Szesnaście lat temu narodził się pani autorski projekt, czyli Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych, który zyskał rangę prestiżowej imprezy. Czy spełnił również pani oczekiwania?
- Stworzyłam go w bardzo trudnym dla teatru czasie, kiedy wisiało nad nami realne widmo likwidacji. Powstaniem festiwalu staraliśmy się pokazać, że ciągle żyjemy, że warto do nas przychodzić, że warto w nas inwestować. Z początku były to spektakle popularne, z kreacjami znanych aktorów, które nie wpisywały się tak znacząco w artystyczną dyskusję teatralną. Ale od początku myślałam o festiwalu jako projekcie istotnym dla środowiska, który powinien konfrontować najważniejsze spektakle. Patrząc z perspektywy tego sezonu: daliśmy 4 premiery na dużej scenie, 9 spektakli festiwalowych, 4 premiery Teatru Czytanego, czytanie dramaturgii na małą scenę, projekt "moja-twoja ulubiona poezja" - to tylko ważniejsze spośród zdarzeń w naszym teatrze, który jako jeden z niewielu w Polsce gra prawie do końca lipca. O spełnieniu oczekiwań nie ma mowy, na szczęście. Przed nami rozbudowanie aspektu międzynarodowego. Chcę nadal w zderzeniu z najważniejszymi polskimi spektaklami prezentować ciekawe tematycznie przedstawienia z zagranicy. Naszym celem nie jest konfrontacja światowych scen narodowych, a postawienie na ważny temat. Tak jak w wypadku prezentacji goszczącej w trakcie ostatniej edycji koprodukcji niemieckiej Schaubühne i izraelskiego teatru Habima, opowiadającej o skomplikowanych relacjach palestyńskoizraelskoniemieckich w poholokaustowej rzeczywistości.

Ma pani dar przyciągania wybitnych indywidualności, świetnych aktorów i reżyserów. Jak to się robi?

- Bardzo dziękuję za te ciepłe słowa. Myślę, że klucz jest prosty: my nie tworzymy dla ViP-ów, dla hermetycznego grona wyselekcjonowanych gości, nie tworzymy, by zadowalać krytyków; tak naprawdę interesuje nas rozmowa z publicznością. Pozwolę sobie przytoczyć słowa Krystiana Lupy, który powiedział, że udaje się to dzięki uczciwym założeniom festiwalu i uczciwej rozmowie ze światem. Reszta jest zmyśleniem. I dokładnie to samo dotyczy każdej sfery naszego działania. Jeśli mamy wewnętrzne przekonanie do projektu, jeśli założenia Polskiego Centrum Komedii są uczciwe, to przekonają się do nich i Juliusz Machulski, i Maciej Wojtyszko, i profesor Dobrochna Ratajczakowa. Eventy się nie obronią.

Przekonała się pani, że z komedią w Polsce wcale nie jest dobrze, a szuflady twórców nie są pełne szlagierowych utworów.
Z organizowaniem konkursów komediopisarskich wiązała pani ogromne nadzieje. Czy spełnione?
- Polskie Centrum Komedii to bardzo ważny dla mnie projekt, który wymaga pokory, pokory i jeszcze raz pokory. Sztuki na razie są średnie, nie mogę powiedzieć, żeby spełniły moje oczekiwania, ale bez uruchomienia tej machiny nie ma szansy nic powstać.

Wyprowadziła pani widownię i aktorów do specjalnie zaaranżowanego foyer teatralnego. Czy lubimy kabarety?

- Bardzo, choć mnie ciągle bardzo brakuje w Łodzi kabaretu literackiego. Nasze propozycje wieczorów kabaretowych wrócą wraz z powstaniem małej sceny.

Pani credo: teatr nie może być hermetyczny. Powinien otwierać się na różne środowiska i tętnić życiem. Otworzyła pani Teatr Powszechny dla bezrobotnych, którzy za symboliczną złotówkę mogą obejrzeć najnowsze spektakle. Powstał Teatr Czytany dla osób niewidomych i słabowidzących...

Uważam, że teatr, nie będąc hermetyczny, jest jednocześnie elitarny. Bo każdy, kto ma potrzebę odklejenia się od kanapy, telewizora, kolejnych serwisów internetowych, by przyjść do teatru i szukać zaspokojenia swoich potrzeb duchowych i intelektualnych, należy do takiej elity.

Teatr Powszechny nie jest dotowany zbyt hojną ręką. Przywróciła więc pani tradycję mecenatu artystycznego. Czy bez Loży Przyjaciół Teatru Powszechnego byłaby szansa na osiągnięcie dzisiejszego poziomu?
- Na pewno nie byłoby to możliwe. Loża, składająca się z przedstawicieli łódzkiego środowiska biznesu pod przewodnictwem pani Jolanty Chełmińskiej, powstała w najtrudniejszym dla teatru momencie i postanowiła uwierzyć w to miejsce i w ludzi tutaj pracujących. Był to moment, kiedy dysproporcja w finansowaniu teatrów w Łodzi była ogromna. Nie mieliśmy na żadną premierę, a nasza dotacja nie wystarczała nawet na pokrycie kosztów stałych, nie mówiąc o katastrofalnym stanie technicznym teatru.

Mała scena ma być miejscem na eksperymenty i nowoczesność. Na jakim etapie jest ta inwestycja?

- Małą scenę chcemy oddać przede wszystkim młodym twórcom. Mam nadzieję, że dla grupy studentów reżyserii, którzy dziś współpracują przy projekcie czytania dramatów, mała scena stanie się miejscem wypowiedzi artystycznej. Wierzę, że będzie to bardzo ciekawy artystycznie punkt na mapie teatralnej Łodzi. Za chwilę rozpoczniemy drugi etap inwestycji. Latem ruszyły prace związane z położeniemfundamentów

Grażyna Zdrojewska
Piotrkowska 104
27 września 2010
Portrety
Ewa Pilawska

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...