Zygmunt Smandzik

Urodził się 14 listopada 1929 w Chropaczowie. Zmarł 16 marca 2012 w Lebach (Niemcy)

"Tchnięcie życia w przedmiot polega na tym, by połączyć możliwości przedmiotów, ich wewnętrzny potencjał, z energią przez nas zebraną. Odbywa się to na wyobrażeniu sobie, jak te dwie rzeczy stapiają się w jedność."

Zygmunt Smandzik był drugim dyrektorem Opolskiego Teatru Lalki i Aktora. Kierownictwo tej sceny objął po śmierci Alojzego Smolki w 1973 r. Jednak udoskonalanie wielkiego artystycznego przedsięwzięcia pierwszego dyrektora teatru nie należało do zadań prostych, zważywszy, że Smolka pozostawił po sobie niezwykle bogatą spuściznę. Następca Smolki musiał umiejętnie pogodzić kontynuację zamierzeń poprzednika z własną drogą artystyczną. Na szczęście w 1973 r. Zygmunt Smandzik był już dojrzałym artystą, miał swoją wizję sztuki, ale jednocześnie był człowiekiem, który miał okazję współpracować ze Smolką, co z pewnością przyczyniło się do ukształtowania odpowiedniej postawy względem odziedziczonego artystycznego majątku. Smandzik mógł więc realizować swoją własną wizję artystyczną, nie zaprzepaszczając dokonań założyciela Opolskiego Teatru Lalki i Aktora.

"Nic człowieka tak nie charakteryzuje, jak rodzaj zabawy, której szuka"
Scenograf, malarz, inscenizator, reżyser, aktor, dyrektor teatru - Zygmunt Smandzik wykonywał w swoim życiu wiele zawodów, jednak każdy z nich naznaczony jest piętnem artyzmu. Wspólnym mianownikiem jego talentów i pasji stał się teatr. Być może artystyczna dusza obudziła się w młodym Zygmuncie Smandziku, gdy obserwował koncerty swego ojca, który grał na organach kościoła w Chropaczowie. Rodzina Smandzika współpracowała z amatorskimi zespołami chóralnymi i teatralnymi, co również nie pozostało bez znaczenia dla jego twórczości. Jednak zdarzeniem, które stało się iskrą, zapalającą pokłady drzemiącej w Smandziku twórczej pasji, było zetknięcie się w szkole podstawowej z dziecięcą zabawą - kalejdoskopem. Bibułki, kolorowe papierki po cukierkach, kawałki papieru, tworzyły świat wciąż zmieniających się układów abstrakcyjnych, które skłaniały do bardzo różnych, czasem odległych skojarzeń. Zygmunt Smandzik opisuje to zdarzenie następująco:
„Do starannie złożonej czworobocznej koperty nawrzucaliśmy strzępków różnobarwnych bibułek, stanioli z cukierków i kolorowego celofanu. Zaglądając do środka kalejdoskopu - przez zwiniętą w rulon kartkę - przenosiliśmy się w dalekie, fantastyczne światy, gdzieś daleko, poza naszą szarą, codzienną rzeczywistość. Na pierwszy rzut oka widoczne skrawki barwnych, prześwietlonych obrazów miały abstrakcyjny charakter, lecz po pewnym czasie oglądania układały się nam w jakby realistyczne obrazy. Podawaliśmy sobie ten niezwykły kalejdoskop z rąk do rąk, lecz każdy z nas widział w tych samych obrazach coś innego, odmiennego (...). Dopiero po latach pojąłem ten niezwykły dla mnie fenomen. To właśnie kalejdoskopowe, abstrakcyjne obrazy wyzwalały w nas indywidualne wyobraźniowe asocjacje i projekcje. To pra-doświadczenie jest początkiem i punktem wyjścia moich późniejszych poszukiwań. Najpierw malarskich, później teatralnych".

Było to więc wydarzenie, które stało się „południkiem zerowym" artystycznej drogi Smandzika. Zaczął on na scenie tworzyć obrazy widziane w swym własnym kalejdoskopie - kalejdoskopie swojej wyobraźni. Całą jego twórczość, a przynajmniej jej cudowną większość, można zaliczyć do surrealizmu. Kazimiera Smandzikowa nie ma co do tego żadnych wątpliwości: „W encyklopedii jest ujęty ze Strzeleckim, z Kantorem jako surrealista i chyba nim pozostał. Robił różne rzeczy, ale zawsze to był ten kierunek".

"Droga najmniejszego oporu jest prosta tylko na początku"
Zygmunt Smandzik urodził się 14 listopada 1929 r. w Chropaczowie na Górnym Śląsku, jednak gdy miał 9 lat, jego rodzina przeniosła się do Katowic. W katowickim konserwatorium uczył się gry na fortepianie, brał też lekcje śpiewu solowego w studium prof. Jeziorańskiej. Do 1951 r. uczęszczał na wieczorowe studia plastyczne przy Wojewódzkim Domu Kultury w Katowicach, prowadzone przez przyszłych profesorów Wydziały Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Byli wśród nich: Stanisław Dutkiewicz, Jan Nowicki, Rafał Pomorski, Jan Stasiniewicz. Smandzik należał również do zespołu aktorskiego Teatru Lalek „Czar", który działał w domu Kultury. Talent i zainteresowania Smandzika odkrył dyrektor tego teatru - Leopold Grzyb. To on zatrudnił Smandzika w charakterze poruszacza, ruszał on m.in. łapami wilka w sztuce Grabowskiego Wilk i koźlęta, co nie umknęło uwadze krytyki. Smandzik wspomina, że dziurawą teatralną ciężarówką jeździli po całej Polsce, ze szczególną misją odwiedzając Mazury i Ziemie Zachodnie, które leżały kulturalnym odłogiem. Razem z nimi jeździła grupa lekarzy dentystów, którzy leczyli i wyrywali zęby. Zespołowi aktorskiemu przygrywał na akordeonie autentyczny Kozak - Rzeczycki, który śpiewał czasem rosyjskie romanse i dumki.

Po rozwiązaniu tego teatru Smandzik przeniósł się do Opola, gdzie rozpoczął pracę jako aktor Sceny Lalkowej przy Teatrze Ziemi Opolskiej, prowadzonej przez Alojzego Smolkę. Do 1965 r. Smandzik był scenografem obu scen tego teatru: lalkowej i dramatycznej. W 1955 r. zaczął studiować grafikę w ASP w Krakowie - w katowickim oddziale. Wtedy też stał się współzałożycielem Klubu Młodej Inteligencji w Opolu. Zaprojektował również gmach przyszłego Teatru Lalki i Aktora przy ul. Kośnego 1a w Opolu, który został oddany do użytku w 1959 r. Nie można pominąć jego wkładu w powstanie Śląskich Festiwali Teatrów Lalek, które przerodziły się w Ogólnopolskie Festiwale Teatrów Lalek - najważniejszy przegląd twórczości lalkarskiej w naszym kraju. Smandzik wyjaśnia genezę swojego pomysłu:
„Nie mogłem przekonać Alojzego Smolki do prezentacji naszych spektakli poza Opolszczyzną. Droga do szerszej publiczności i krytyki nie była łatwa... Wpadłem wtedy na pomysł, by zorganizować w Opolu coś na kształt festiwalu. Stale jednak spotykałem się z niezrozumieniem tej idei i brakiem stosownych środków finansowych, by ją urzeczywistnić. Dopiero 25-lecie Teatru Lalek stało się powodem zorganizowania Śląskiego Festiwalu Teatrów Lalek, co ucieszyło mnie bardzo, jako, że to był przełomowy krok w stronę zaistnienia w Opolu festiwalu teatrów lalkowych o ogólnopolskim charakterze".

W 1964 r. Smandzik został przyjęty do Związku Polskich Artystów Plastyków. Rok później rząd włoski przyznał mu stypendium w celu prowadzenia badań nad szopkami neapolitańskimi. W latach 1965 -1972 Smandzik był dyrektorem i kierownikiem artystycznym Śląskiego Teatru Lalki i Aktora „Ateneum" w Katowicach. Po śmierci Alojzego Smolki na sześć sezonów objął dyrekcję Opolskiego Teatru Lalki i Aktora, gdzie do 1979 r. był również kierownikiem artystycznym. Kazimiera Smandzikowa wspomina okres, kiedy Zygmunt Smandzik rozpoczynał pracę w teatrze opolskim:
„Z czasem zaczął robić projekty do teatru - najpierw do Teatru Ziemi Opolskiej. Ja osobiście byłam u wielu wybitnych scenografów, u Strzeleckiego, Kantora, omawialiśmy prace Zygmunta i oni uznali, że ma talent, że powinien w tym kierunku się rozwijać. Na początku Smolka pozwolił mu pracować przy 2 sztukach, wszystko się udało, więc potem jakoś to już poszło. Początkowo to był słaby teatr - jak to na początku bywa - ale rozwijał się. Tworzyła go zbieranina ludzi. Z czasem ci, którzy się nadawali, zostali, a ci, którzy się nie nadawali - odeszli. Ci, którzy zostali, zaczęli pracować nad jakością rzemiosła tego teatru".

Pracując w Opolu Smandzik zaprosił do współpracy reżysera Jana Potiszila, któremu powierzył repertuar rozrywkowy dla dzieci. Tak powstały spektakle Zabawia czyli Wyspa tajemniczego skarbu, Rumcajs, Bajki pana Brzechwy. Przy tej okazji Smandzik zrealizował niecodzienny pomysł - połączył przedstawienia z przejażdżką statkiem po Odrze. W ten sposób chciał stworzyć nową formę kontaktu z widzem. Wspomagał też repertuar własnymi realizacjami oraz zapraszał do współpracy artystów z Czechosłowacji, Bułgarii i Jugosławii. Próbował w swoim teatrze różnorodnych środków wyrazu: masek, lalek, aktorów, stosował manekiny, posługiwał się uproszczonym ideogramem człowieka. W końcu zrezygnował z tekstu na rzecz pantomimy i muzyki. W centrum jego twórczości zawsze stał człowiek i jego emocje, zagrożenia, jakie ludzie sami sobie stwarzają, lęki, jakie towarzyszą współczesnemu człowiekowi, osaczonemu przez stechnicyzowaną rzeczywistość.

"Po co posługiwać się autorytetem tam, gdzie wystarczy rozsądek i własne zdanie"
To w opolskim środowisku artystycznym nastąpiły spotkania Smandzika z tak niezwykłymi twórcami jak Tadeusz Kantor, Józef Szajna, a później Jerzy Grotowski, z którym łączyła go wspólna wizja teatru. Smandzik był asystentem Tadeusza Kantora w czasie opracowywania scenografii do Szewca Dratewki dla potrzeb opolskiej sceny lalkowej. Wspomina, że z wielką radością przyjął wiadomość o objęciu przez Jerzego Grotowskiego, wraz z Ludwikiem Flaszenem, Teatru 13 Rzędów w Opolu: „Niezwykle odważna, wręcz rewolucyjna wizja teatru, jaką proponowali, zafascynowała mnie, dodała otuchy moim własnym poszukiwaniom. Ważnym impulsem mego teatralnego rozwoju były rozmowy i dyskusje, jakie w tym czasie prowadziłem z twórcami późniejszego Laboratorium. Pamiętam, jak pewnego razu staliśmy z Jerzym Grotowskim na wzgórzu patrząc na śląski, przemysłowy krajobraz. Była noc i byliśmy zauroczeni symfoniami i fajerwerkami ogni, mechanicznym dźwiękiem maszyn, rytmami toczonych walców. Widok przypominał obrazy Boscha czy Breughla... Taki obraz fascynuje, wpływa na emocje za sprawą kolorów, ruchu, także dźwięku. Obrazy przenoszone za sprawą sztuki do naszej podświadomości wywołują indywidualne skojarzenia, prowokują własną, twórczą interpretację. Te doświadczenia budują dzieło sceniczne jako całość w ciągłym ruchu wieloznaczności. Powoduje to u odbiorcy tzw. improwizację psychiczną, a nawet psychoanalityczną. Identyfikując się z dziełem, widz przenosi się w świat pozarealny - świat wewnętrznego kalejdoskopu (...)."

Spotkanie z artystami tej miary musiało zostawić niezatarty ślad w artystycznej biografii Smandzika. Tak oto wspomina tamten okres Kazimiera Smandzikowa:
„Te spotkania miały swą genezę w fakcie, że postanowiliśmy się skonsultować z kilkoma ludźmi. Historia przedstawia się następująco: Ja byłam w ciąży, więc pracowałam wtedy w pracowni, żeby nie musieć się przemieszczać zbyt daleko, a potem robiliśmy Szewczyka Dratewkę z Kantorem - ja byłam wykonawczynią, ponieważ miałam zdolności manualne. Jako aktorka wprowadziłam (wraz z kolegą, który zajmował się sprawami technicznymi) na scenę całą tę pracownię. Ale wszystko zaczęło się wcześniej. Warto wspomnieć, iż przyszłam z Wałbrzycha, a Wałbrzych wówczas był najwybitniejszym teatrem lalkowym. Wtedy liczyły się 3 teatry w Polsce: Wałbrzych, Łódź i Kraków. Otóż zdarzyło mi się, że Kantor dał do naszej pracowni projekty lalek, a ja je wykonałam. Bardzo mu się spodobały, skomplementował mnie i od tej pory zaczęła się między nami przyjaźń. Po uzyskaniu opinii Kantora doszłam do wniosku, że Zygmunt powinien iść na Akademię. Był samoukiem, ale nie chciałam, żeby mówiono o nim ten, chciałam, żeby miał nazwisko. Mimo, iż Kantor nie był już rektorem na Akademii w Krakowie, powiedział, że w tej wyjątkowej sytuacji pójdzie na uczelnię i zarekomenduje Zygmunta. Ale cały dowcip polegał na tym, że mój mąż nie miał matury - po wojnie wszyscy przyszli z marszu, nie było czasu się nad niczym zastanawiać. Ale mąż znalazł się na liście przyjętych na Akademię. Jednak za jakiś czas powiedział mi: Słuchaj, powiedzieli mi, że mnie już tutaj niczego więcej nie nauczą. Tak więc mąż dalej szedł w obranym przez siebie kierunku i rozwijał się. Wciąż się ucząc doszedł do swojej doskonałości i pozostał w swoim surrealizmie. Dzisiaj to robi zupełnie inaczej.

Potem przeszliśmy do Katowic, gdzie był dyrektorem, reżyserem i scenografem. Wkrótce jednak nasze drogi się rozeszły. Wróciłam do Opola, ponieważ nic mnie nie łączyło z Katowicami, natomiast mąż pochodził stamtąd i czuł się związany z tamtymi stronami. Po śmierci Smolki był dyrektorem Teatru Lalek w Opolu i dziś ma za sobą dużo bardzo dobrych sztuk. Wiele z nich było w duchu surrealistycznym."
Doświadczenia wiązane z fascynacją dziecięcym kalejdoskopem odegrały ogromną rolę w dochodzeniu Zygmunta Smandzika do teatru autorskiego. Szukał wciąż nowych środków wyrazu, a jego scenografie, posiadające ogromny walor plastyczny, ukazywały autonomiczną prawdę o świecie. Smandzik podjął się zadania niezwykle trudnego, gdyż postanowił być pośrednikiem między dzieckiem i jego światem, a sztuką alternatyw - nie dającą gotowych odpowiedzi, skłaniającą do samodzielnego myślenia, do podejmowania własnych wyborów.

"Jedyna godna rzecz na świecie: twórczość, a szczyt twórczości to tworzenie siebie i dawanie innym"
Pierwszą scenografię do teatru lalek zaprojektował Smandzik w 1952 r. - był to Gęgorek Niny Gernet. Kolejna scenografia do Żartu olszowieckiego Hanny Januszewskiej z 1953 r. była wielkim sukcesem i przełomem w działalności teatru. Spektakl bardzo się wyróżniał swoją stroną plastyczną - bogatą, barokową formą odbiegał znacznie od skromnych inscenizacji. Potem przyszły kolejne ważne premiery: w 1958 r. Baśń o pięknej Parysadzie Bolesława Leśmiana, a w 1960 r. Ballada o szewczyku Marii Kownackiej, która była kontrpropozycją do Szewca Dratewki Kantora, gdzie niecodzienna scenografia nie współgrała z tekstem. Wraz z muzykiem Stefanem Zuberem opracował Smandzik taką partyturę dźwięków, która zastępowała dramaturgię tekstu, co umożliwiało melorecytację tekstu, zespolonego z rytmem dźwięków, ruchem świateł i całą stroną plastyczną spektaklu. Był to pierwszy krok w kierunku własnego teatru.

Kazimiera Smandzikowa, zapytana o prace nad scenografią do poszczególnych spektakli, nie potrafi wyróżnić jednego tylko przedstawienia:
„To było bardzo różnie, w zależności od etapu rozwoju artystycznego, ale również od zapotrzebowań rynku, bo przecież wraz z modą zmieniają się twórcy. Ja zapamiętałam szczególnie Żart olszowiecki - były tam przepiękne stroje ludowe, dworskie, były tam tylko lalki. To było takie pierwsze bardzo liczące się przedstawienie. Potem była Anait, już zupełnie inna, potem był Zaklęty rumak - zupełnie abstrakcyjny. Muszę powiedzieć, że praca nad takimi spektaklami jak Zaklęty rumak, była niesamowita, wyrabialiśmy rekwizyty, elementy lalek z różnych rzeczy, np. z łyżek, które na gorąco wygniataliśmy na prasie, tworząc z nich zbroje. Potem wystarczyło pomalować na srebrno i powstała piękna zbroja. Nasza pracownia to była czarodziejska kuchnia, w której powstawały niesamowite rzeczy z materiałów, które były dostępne. Wiele osób fascynowała nasza pomysłowość.

Z prestiżowych sztuk muszę wymienić jeszcze Ptaka, Szufladkę, Szczęśliwego motyla.
Warto wspomnieć Kowala, gdyż był on inspirowany ludowymi, podwórkowymi teatrami, które grały niegdyś pod oknami na Śląsku".
Smandzik wykreował wiele niezwykle interesujących spektakli w teatrze lalkowym i dramatycznym, gdzie współpracując z reżyserem Stanisławem Wieszczyckim stworzył takie przedstawienia jak Kolega Johannesa M. Simmla w 1961 r., Zielone rękawice Tymoteusza Karpowicza - również w 1961 r., rok później Jak Matyasz wojaczki kosztował w opracowaniu Wieszczyckiego. W 1965 r. powstał Romulus Wielki Frierdicha Dürrenmatta. W 1968 r. Smandzik zrealizował z reżyserem Edmundem Pietrykiem Tango Mrożka, a rok później Dwa teatry Jerzego Szaniawskiego.
Ale miejscem, w którym Zygmunt Smandzik czuł się najlepiej, wciąż pozostał teatr lalek. To tutaj starał się on wcielić w życie swoje śmiałe pomysły artystyczne. Smandzik chciał, by widz dziecięcy zapoznał się z bogactwem kultury ludowej - spektakle realizowane przez niego w ludowej konwencji zaskakiwały nowoczesnością i oryginalnością rozwiązań. Przykładami mogą być Przydróżka Hanny Januszewskiej, zrealizowana w 1962 r., O czym mówią pory roku Janusza Galewicza z 1968 r., czy Oj dana wzięli diabli pana Zygmunta Smandzika z 1967 r. Smandzik wykorzystywał źródłowe elementy ludowe, by przekształcać je metodą kolażu w nową formę języka artystycznego. Uwidoczniło się to w spektaklu Kowal Gustawa Morcinka z 1973 r. Do tej inscenizacji wprowadził żywą orkiestrę i żywe ptaki, użył tam znaków subkultury przedmieść miast Górnego Śląska, chcąc się tym podzielić z widzem, który nie znał tego niesamowitego świata. W spektaklu znalazły odbicie doświadczenia z dzieciństwa Smandzika - obraz orkiestry, która grywała kiedyś w ogródkach, stoiska karczmarczne z figurkami i wiele innych obrazów, egzystujących w pamięci człowieka wychowanego na Górnym Śląsku.

"Kiedy już nie będzie nic, ze szczątków wyobraźnia odbuduje światy"
Największe sukcesy Zygmunt Smandzik odniósł jednak jako twórca autorskich przedstawień teatru kalejdoskopu. Smandzik był zafascynowany życiem przedmiotu, wierzył, że przedmiotami można opowiedzieć całą historię ludzką. Chciał przedstawić za ich pomocą uczucia, lęki i pragnienia ludzi. Znalazło to odzwierciedlenie w spektaklach jego autorstwa.
Bardzo ważnym wydarzeniem był autorski spektakl Ptak, wystawiony po raz pierwszy w 1975 r. Była to opowieść bez słów, pełna liryzmu i filozoficznych rozważań. Konstrukcja i dramaturgia Ptaka była zbudowana na kole, rondzie, które nie miało początku ani końca. Symbolizować ono mogło powtarzalność ludzkich doświadczeń, fakt, że zawsze człowiek tworzył i obalał wielkich przywódców, bogów i idee, w których pokładał nadzieję. Wszystko to przedstawił Smandzik za pomocą ruchomych obrazów. Dodatkowym walorem spektaklu była muzyka Krzysztofa Pendereckiego, która pełniła funkcję dramaturgiczną. Smandzik z rozmysłem wybrał obraz, nie słowo, do przekazania wszystkich tych niezwykle trudnych treści, gdyż uznał, ze współczesny człowiek żyje w świecie obrazu.
Następnym spektaklem teatru kalejdoskopu była Szufladka. Również nie ma tam dialogów, tekstu, przedstawienie tworzy sekwencja obrazów, a obdarzone życiem przedmioty wyłaniają się z szuflad pamięci. Ten niezwykły spektakl opowiada o tym, jak materialne opanowywanie rzeczywistości stwarza w człowieku jedynie pustkę, uniemożliwiając tym samym osiągnięcie szczęścia. Egoizm i „szufladkowanie" świata i ludzi utrudnia dotarcie do prawdy, myślenie schematem przeszkadza w prawdziwym poznaniu. Smandzik stara się otworzyć szufladkę wyobraźni i uwolnić uśpione obrazy. Buduje tym samym nadrealną rzeczywistość, wywołuje emocjonalny kontakt z widzem. Realizuje swoją surrealistyczną ideę kalejdoskopu. Zarówno Szufladka jak i Ptak, wyrażały niepokoje człowieka lat siedemdziesiątych.

Kolejne przedstawienie teatru kalejdoskopu zostało zrealizowane niemalże po 20 latach. W 1995 r. w warszawskiej „Lalce" Smandzik zrealizował spektakl Orfeusz. Podobnie jak poprzednie tego typu realizacje, Orfeusz był sekwencją zmieniających się obrazów, samodzielnych metaforycznych scen. Nieprzyjazne czarne tło, tłum niespokojnych zjaw, drapieżne potwory w maskach - wszystko to tworzyło niepowtarzalną atmosferę. Spektakl miał wiele z opery i baletu, symultanicznie przewijały się w nim różne rzeczywistości. Pełen był kulturowych odniesień malarskich i teatralnych. Kazimiera Smandzikowa widzi w nim summę twórczości Zygmunta Smandzika:
„Kiedy w 1995 r. Zygmunt zrobił Orfeusza, było to jakby podsumowanie jego wszystkich poprzednich sztuk. Dla nas - starych aktorów, było to czytelne, znalazły się tam nawiązania do różnych jego spektakli. Myśmy wiedzieli, że to jest podsumowanie jego pracy".

Krytyka dopatrywała się w Orfeuszu nawiązań m.in. do teatru Kantora, Szajny, do twórczości Salvadora Dali, zawsze jednak podkreślając, że Smandzik wypracował swą własną stylistykę wypowiedzi teatralnej.

Kolejnym autorskim spektaklem Smandzika był Sen - jego premiera miała miejsce we wrześniu 1999 r. w Opolskim Teatrze Lalki i Aktora. Tym wydarzeniem teatr uczcił 50-lecie pracy twórczej Zygmunta Smandzika. Spektakl opowiada o sytuacji, w jakiej znajduje się człowiek współczesny, który stojąc u progu nowego tysiąclecia jest dręczony przez niepokoje i problemy współczesnego świata. Po raz kolejny twórca teatru kalejdoskopu użył symbolicznych obrazów, sięgnął do muzyki najwybitniejszych kompozytorów (m.in. Krzysztofa Pendereckiego, Johanna Straussa), by za pomocą uniwersalnego języka poruszyć w widzu ukryte emocje, uruchomić jego wyobraźnię. Smandzik powiedział o swoim spektaklu: „Dążę do wieloznaczności przekazu scenicznego - spektakl mój ma prowokować do różnych odczytań, własnych interpretacji. Obrazy teatralne buduję jako collage, mogą nieść różne znaczenia. Sen dotyka spraw ważnych, tajemnicy ludzkiego losu wobec bezdusznej często rzeczywistości, zagrożeń, jakie za sprawą cywilizacji technicznej stają się naszym udziałem, potrzeby mitu, ale też ironii. Formuła teatru plastycznego, mojego teatru kalejdoskopu, pozwala mi na przekroczenie bariery języka mówionego. Chcę przez obraz, dźwięk, ruch, wyrazić myśli, emocje, sugestie, które - mam nadzieję - przeniosą nas w świat pozarealny, w świat wewnętrznego kalejdoskopu".

Zygmunt Smandzik od 1979 r. mieszka i pracuje na stałe w Niemczech, gdzie uprawia twórczość malarską. Na zamówienie Gminy i Komitetu Parafialnego w Saarlouis opracował plany rekonstrukcji i restauracji neogotyckiego ołtarza w kościele St. Ludwig w Saarlouis. W latach 1988 - 1995 był doradcą plastycznym miejskiego urzędu budowlanego w Sulzbach. Projektował place zabaw dla dzieci, kolorystykę szkół, opracował dokumentacje kamienic, będących pod ochroną konserwatora zabytków w Sulzbach. Jego projekty i prace scenograficzne znajdują się w zbiorach muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi, w Dziale Widowisk Lalkowych. Lalki są przechowywane m.in. w Państwowym Centralnym Muzeum Lalek w Moskwie, a obrazy znajdują się w prywatnych kolekcjach w wielu krajach Europy, w tym w Polsce, Niemczech, Finlandii i Wielkiej Brytanii.

Różnorodność jego przedsięwzięć oraz zapał, jaki towarzyszy ich podejmowaniu świadczą o tym, że zakres działań, jakie człowiek jest w stanie podejmować, wytycza wyłącznie nasza wyobraźnia...

__

 2006, nr 3(3), s. 14-15. 15.09.2006
Tekst został opracowany na podstawie następujących pozycji:
tekstu Henryka Jurkowskiego pt. „Pół wielu opolskiej sceny lalkowej"
programu spektaklu Zygmunta Smandzika pt. „Sen" autorstwa dr Zbigniewa Bitki książki w opracowaniu Honoraty Sych pt. „Zygmunt Smandzik. Dokumentacja działalności" z serii „Lalkarze" pod red. Marka Waszkiela

Olga Ptak
Teatr(L)al
15 września 2006
Portrety
Zygmunt Smandzik

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia