Kontrapunkt

autor:
gatunek:
dramat
liczba postaci:
2
opis:
Maria, aktorka teatralna, która lata świetności ma już dawno za sobą, wiedzie spokojny żywot. I pewnie nadal oglądałaby z nostalgią zdjęcia, na których wcielała się w bohaterki Szekspira czy Ibsena, popijając samotnie herbatę, gdyby nie pewna dziennikarka. Julię Weiss fascynuje postać Marii, więc postanawia napisać jej biografię. Nie będzie to jednak zwykła książka, okazuje się bowiem, że Julia wie o swojej bohaterce znacznie więcej, niż powinna... Obie kobiety łączy wspólny cel – odnalezienie Michela, mężczyzny bardzo ważnego dla nich obu. Co przed sobą ukrywają? Która z nich stworzyła swoją biografię na potrzeby sytuacji? Dialog między nimi przedstawia pełną gamę emocji, nie brak mu również ironii czy humoru, a zwroty akcji odsłaniają kolejne tajemnice.
fragment tekstu:
Mieszkanie urządzone ze smakiem. Telewizor, video, stosy kaset. Telefon. Na ścianie zdjęcia przedstawiające głównie Marię na różnych etapach jej kariery aktorskiej.

Maria jest sama. Pije kawę, ogląda na video jakiś spektakl, w którym grała, powtarza fragmenty tekstu, itp. Nagle dzwoni telefon. Maria podnosi słuchawkę, nie przycisza jednak telewizora.

MARIA: Halo… A, to ty… Nie, nie przeszkadzasz… Oglądam, ale to nic ważnego… Nie, nie mam ochoty nigdzie wychodzić. Nie, naprawdę… Dziękuję. Miło, że zadzwoniłeś. Tak, tak… Do widzenia.


Odkłada słuchawkę i wraca do przerwanego zajęcia. Po dłuższej chwili znów
dzwoni telefon. Maria jest wyraźnie poirytowana. Podnosi słuchawkę.

MARIA: Halo… Tak, przy telefonie. Julia Weiss? Nie, pani nazwisko nic mi nie mówi. Książkę o mnie? (przycisza telewizor) Bardzo mi to pochlebia, ale nie wiem, czy zasługuję na takie zainteresowanie… Ależ skąd, nie jestem gwiazdą… Kiedyś byłam nienajgorszą aktorką, to wszystko. Dziękuję, to bardzo miłe z pani strony. Naprawdę nie wiem… Muszę się zastanowić… Jakie materiały? Dobrze. W tym tygodniu nie mam czasu… W przyszłym? To może w środę? O trzeciej. Dobrze… Nie, nie, wolałabym, żeby przyszła pani do mnie do domu. Zna pani adres? W takim razie czekam na panią o piętnastej w przyszłą środę… Do widzenia.

Odkłada słuchawkę. Chodzi po pokoju. Wreszcie podnosi słuchawkę i wykręca numer.
MARIA: To ja. Jak się czujesz?… U mnie? Nic ciekawego. Dzwoniła dziś jakaś dziennikarka, chce napisać o mnie książkę… A z czego tu się cieszyć? To jakiś absurd. Naprawdę tak sądzisz? Sama nie wiem… Nie zapamiętałam nazwiska… W zasadzie masz rację, co mi szkodzi…? Spotkam się z nią, zobaczę. Wiedziałam, że można na ciebie liczyć… Oczywiście, że ci wszystko opowiem… Na obiad? Bardzo chętnie. Do francuskiej? No dobrze, to zadzwoń do mnie… Najlepiej w poniedziałek. To do usłyszenia. Pa.

WYCIEMNIENIE

MARIA: (zza sceny) Gosposia ma dzisiaj wychodne. Jaką kawę pani pije?
JULIA: Z mlekiem. Piękne zdjęcia.
MARIA: Dawne czasy.
JULIA: Nie tęskni pani za sceną? (Maria wchodzi niosąc tacę)
MARIA: Nie… Tak.
JULIA: Na pewno niełatwo rozstać się z tym zawodem.
MARIA: To nie zawód. To sposób na życie. Aktorów, którzy nie mogą już grać, powinno dobijać się jak ranne konie.
JULIA: Dość pompatyczne stwierdzenie. Przepraszam.
MARIA: Trudno się odzwyczaić od tego rytmu, od czekania w kulisie, od świateł …
JULIA: Od braw.
MARIA: Tak, od tego też. Może nawet od tego najtrudniej.
JULIA: Jest pani szczera.
MARIA: A nie powinnam?
JULIA: Nie, nie to miałam na myśli…
MARIA: Ci, którzy mówią, że nie zależy im na brawach, kłamią.
JULIA: Samo granie to za mało?
MARIA: Uczymy się kilometrów tekstu na pamięć, nakładamy sobie na twarze tony makijażu, pocimy się w grubych kostiumach i marzniemy w za cienkich, wypruwamy własną psychikę… Po co?
JULIA: Żeby podobać się publiczności.
MARIA: Żeby nas kochano.
JULIA: Każdy chce być kochany.
MARIA: Aktor jest jak dziwka. Różni się od niej tylko tym, że ulicznica sprzedaje miłość za pieniądze, a aktor za miłość sprzedaje siebie.
JULIA: Gorzkie słowa.
MARIA: Gorzka prawda.
JULIA: Czy jeśli ktoś gra na scenie, gra też w życiu?
MARIA: Codziennie o siódmej wieczorem robię się niespokojna. Nie sposób tego opanować. Przychodzi siódma, a ja przenoszę się do teatru.
JULIA: Przywiozłam ze sobą materiały.
MARIA: Jeszcze kawy?
JULIA: Nie, dziękuję. Mam tu zdjęcia, recenzje, wywiady… W porządku chronologicznym.
MARIA: Pokaźna kolekcja. Z jakiejś biblioteki?
JULIA: Nie, zbierałam to wszystko sama. W domu mam jeszcze prawie drugie tyle.
MARIA: To z „Wizyty starszej pani”. Nie lubiłam tego grać.
JULIA: Ale była pani olśniewająca. Nigdy nie widziałam równie wspaniałej Klary.
MARIA: Dziękuję.
JULIA: Nie lubiła pani tej roli?
MARIA: Klara to wyjątkowo nieprzyjemna kreatura.
JULIA: Dlatego, że mści się po latach? Podobno zemsta najlepiej smakuje na zimno.
MARIA: Dlatego, że mści się w wyjątkowo niesmaczny sposób.
JULIA: I dlatego nie lubiła pani tego grać?
MARIA: Widzom czasem sztuka miesza się z rzeczywistością. Podchodzi później ktoś do mnie i mówi: „Dlaczego pani to zrobiła?”. To nie jest przyjemne.
JULIA: Na jej miejscu nie zemściłaby się pani?
MARIA: Nie wiem. Może.
JULIA: Sądzi pani, że Ill nie zasłużył na karę? W końcu złamał jej życie.
MARIA: Może bym się na nim zemściła. Czy to ma jakieś znaczenie? O tym chce pani pisać w swojej książce?
JULIA: Nie, chyba nie. Po prostu chciałam wiedzieć.
MARIA: O, a to Raniewska.
JULIA: Scena z Trofimowem…
MARIA: „To depesza z Paryża. Otrzymuję co dzień. I wczoraj, i dzisiaj. Ten dziki człowiek znów zachorował, znów jest mu gorzej… Prosi o przebaczenie, błaga, żebym przyjechała, i szczerze mówiąc powinna bym pojechać do Paryża, posiedzieć przy nim, Pietia, robi pan surową minę, ale cóż mam począć, złotko, co mam począć, on chory, osamotniony, nieszczęśliwy, a któż mu da w porę lekarstwo? I po co mam ukrywać albo milczeć: kocham go, to jasne. Kocham, kocham…”
JULIA: Pamiętam jak ludzie na widowni płakali. To było naprawdę wzruszające.
MARIA: I taka recenzja ma wartość. A nie te papierki zapisane przez nie mających o niczym pojęcia krytyków. O, a to zupełnie stare dzieje. „Romeo i Julia”. Jakiś sześćdziesiąty piąty, może sześćdziesiąty czwarty rok…
JULIA: Sześćdziesiąty trzeci.
MARIA: Nie, najwcześniej sześćdziesiąty czwarty.
JULIA: Sześćdziesiąty trzeci. Premiera była dwudziestego trzeciego maja.
MARIA: Przecież pani nie może tego pamiętać.
JULIA: Rodzice opowiadali mi o tym przedstawieniu.
MARIA: Zapomniałam…
JULIA: To dlatego mam na imię Julia.
MARIA: Przez Szekspira?
JULIA: Dzięki pani.
MARIA: Nie rozumiem.
JULIA: Mój ojciec był tak oczarowany panią w roli Julii, że kiedy się urodziłam, uparł się właśnie na to imię.
MARIA: To bardzo miłe.
JULIA: Podziwiał panią. Zabierał mnie na wszystkie sztuki z pani udziałem. Przepraszam, ciągle panią zagaduję, zabieram pani czas, a przecież miałyśmy rozmawiać o książce.
MARIA: Ależ nie szkodzi. Miło powspominać dawne czasy. Na pewno pani wie, że jest już jedna moja biografia.
JULIA: Oczywiście.
MARIA: I mimo to chce pani napisać następną? Nie jestem Elvisem Presleyem.
JULIA: Ta książka byłaby inna.
MARIA: To znaczy?
JULIA: Tamta biografia to opowieść o aktorce, wielkiej aktorce. Ja chcę napisać o człowieku.
MARIA: A konkretniej?
JULIA: O kimś, kto ma wielki talent, ale też kocha, marzy, nienawidzi, cierpi, ma kłopoty, słabości…
MARIA: Nie.
JULIA: Byłoby w tym więcej pani prywatnego życia, ale…
MARIA: Już powiedziałam. Nie zgadzam się.
(...)

Książka tygodnia

Banialuka Bielsko-Biała 70 lat
Teatr Lalek Banialuka, Bielsko-Biała 2017
Lucyna Kozień - koncepcja i redakcja

Trailer tygodnia