Bo każdy szuka swoich korzeni
„Geranium" - aut. Katarzyna Grabias-Banaszewska - Wydawca: Towarzystwo Miłośników Zielonej Góry „Winnica", 2024Historia, a w zasadzie rodzinne opowieści, anegdoty, wspomnienia. Wiele z nich przewija się podczas różnego rodzaju spotkań, uroczystości. Tu i tam. Starsze opowieści, od dziadków, rzadziej pradziadków. Nowsze, od rodziców, cioć, wujków. Czasem nawet już współczesne.
Nie wiem, czy każdy zbiór takich historii ma swój atrybut, talizman, ale wiem, że niektóre mają. I właśnie to nadaje tym opowieściom takiej ciężko uchwytnej siły, a przede wszystkim indywidualizmu. Ale nie tylko. Zazwyczaj są one mocno uniwersalne i osadzone w jakiejś szerszej przestrzeni. W mieście, na wsi, w bloku czy w budynkach użyteczności publicznej.
U Katarzyny Grabias-Banaszewskiej jest inaczej. Jest wspomniany atrybut – Geranium – roślina znana, choć mam wrażenie, że już nieco zapomniana. Właśnie taki tytuł nosi jej zbiór opowiadań. To roślina, którą tutaj, na „nowych ziemiach", przez lata miała praktycznie każda rodzina, i to w ilościach, można powiedzieć, hurtowych. Była ona w domach i na balkonach. Przewija się ona tu i ówdzie ze swoim charakterystycznym zapachem. Nadaje klimat. Czasem coś więcej. Nadaje siłę, obraz i pewnego rodzaju nostalgię.
Drugim istotnym elementem jest miejsce. Jest ono bardzo konkretnie nieokreślone. Tak, przewrotnie. Wiemy, gdzie dzieje się akcja większości opowiadań. Bez problemu usytuujemy ją na wspomnianych „nowych ziemiach" lub, jak to jest na początku, w drodze do nich. Ale pomimo tego, że padają konkretne nazwy miejscowości, nie są one na pierwszym planie. To dobrze. Dzięki temu Czytelnik może się odnaleźć w regionie, co jest tutaj kluczowe, a jednocześnie nie zamyka się na jedną przestrzeń, co z kolei umożliwia uniwersalny odbiór.
Ale czym byłaby dobra historia bez odpowiedniego języka? Nawet najbardziej intrygujący pomysł może zblednąć w obliczu słabego języka. I na odwrót – nawet jeśli historia jest banalna, ale opowiedziana w ciekawy, niesztampowy sposób i odpowiednim językiem, nabiera siły. Na szczęście „Geranium" to zbiór historii całkiem nietuzinkowych. Katarzyna Grabias-Banaszewska operuje też wprawnym, mocnym, czasem nieco szorstkim językiem i świetnie dopasowuje go do sytuacji. Dzięki temu opowiadania, ulokowane przecież w różnych dekadach, nabierają wyrazistego klimatu.
Jak już wcześniej wspomniałem „Geranium" to zbiór historii, anegdot rozciągniętych od czasów przybycia nowych mieszkańców na Ziemie Odzyskane. Tak się je przyjęło nazywać, jednak to nazewnictwo nigdy nie zostało przez mieszkańców przyjęte za wyznacznik. Przynajmniej takie mam wrażenie. Dla nas, wychowanych na tych ziemiach, jest lub był to po prostu dom rodzinny. Warto jednak zauważyć, że chyba każda taka napływowa rodzina ma swoją historię, przekazywaną z ust do ust. Czasem są to na tyle traumatyczne przeżycia, że nasze babcie i dziadkowie nie chcieli o nich mówić. Albo powiedzieli raz czy dwa – i tyle. Nie każdy tu chętnie przyjeżdżał. Wielu, z różnych względów, nie miało wyjścia. Tak jak chociażby Marian z opowiadania „cudze", który „"...od dnia przyjazdu sprawiał wrażenie pustego w środku". Duchem pozostał tam, gdzie jego korzenie.
Historie „Geranium" to opowieści o podróży – jak na pierwszych stronach. To także historia o osiedlaniu i późniejszych problemach z tym związanych. To także osobiste dramaty mężczyzn wyrwanych z korzeni i kobiet, które pomimo tego starały się na powrót zakorzenić w nowym miejscu, w nowej rzeczywistości. To również późniejsze historie z ich osobistymi nierzadko dramatami. Ale także blaskami. To swoista epopeja, choć ubrana w opowiadania ludzi z „nowych ziem".
Katarzyna Grabias-Banaszewska stworzyła w „Geranium" historię, po którą każdy mieszkaniec Ziem Zachodnich powinien sięgnąć. Zapewne jego losy kształtują się nieco inaczej niż te zawarte w „opowieściach niedokończonych". Nie wątpię jednak, że każdy z nich znajdzie tutaj historię w jakiś sposób podobną do swojej. To opowiadania również dla każdego, kto chce poznać i zagłębić się w korzenie i punkt widzenia czucia ludzi, którzy chcieli tu przybyć lub musieli rzucić w jednym momencie wszystko i przenieść się w zupełnie nowe, nieznane sobie miejsce. I pisać swoją historią od nowa. Od nowa, otwierając pustą, białą kartę.
A że książka ma podtytuł „opowieści niedokończone", to jest to historia otwarta. Nie wiemy, dokąd nas zabierze i jak się zakończy. Przez wiele lat również przesiedleńcy nie mogli być pewni swojego domu. To czuło się podskórnie. O tym nieco starsi mieszkańcy wiedzieli doskonale. Po latach gdzieś to się już zatarło.
Warto również zwrócić uwagę na grafiki, które uzupełniają warstwę wizualną książki. Ich autorką jest również Katarzyna Grabias-Banaszewska. Świetnie wpisują się one w klimat tej opowieści. Nadają jej swoistego folkloru, którego tak naprawdę brakuje w tych rejonach. Szczególnie – patrząc na inne polskie krainy. Może to jest właśnie zaczątek czegoś nowego?
„Geranium" Katarzyny Grabias-Banaszewskiej to książka ważna i dobrze, że powstała. Szczególnie dla tych, którzy próbują zakorzenić się na „nowych ziemiach". A to taka kolejna cegiełka do całości. Polecam serdecznie.
__
Tytuł: Geranium: opowieści niedokończone
Autor: Katarzyna Grabias-Banaszewska
Wydawca: Towarzystwo Miłośników Zielonej Góry „Winnica", 2024