Czysty luksus opowieści
krakowski Salon Poezji. Poezję absurdu czytali K. Gniewkowska, B. Brzozowski i J. ChrząstowskiLiteratura w ogóle, na przykład - poezja. Na co to komu? Do szczęścia? Niby do jakiego?
Choćby to: "Mamut/ Dość ma Mód/ Przelotnych, które, nic nie dbając oń,/ Faworyzują taką Miernotę jak Słoń". Bądź to: "Brakuje mi u Ślimaka/ Czegoś w rodzaju Śliniaka./ Jak Niemowlę, urzeka nas Wdziękiem i Luzem,/ Tylko że ono ocieka Śliną, a Ślimak Śluzem". I to jeszcze: "Wziął ciupagę Juhas z Górnej Redli,/ Stół rozrąbał wpół: <Nie będziem jedli!/ Jakem juhas, jucha z ucha buchnie,/ Jak znów któraś skrytykuje kuchnię!/ Macie trawę żreć! Nie robię knedli!- ". Po co komu coś takiego?
Na zakończenie swych wykładów Vladimir Nabokov do amerykańskich studentów tak rzekł o istocie literackich dzieł i własnego gadania: "Nie nauczą was niczego, co dałoby się zastosować do rozwiązywania klasycznych życiowych problemów. Nie pomogą wam w biurze ani w koszarach, w kuchni ani w pokoju dziecinnym. (...) Wiedza, którą próbowałem się z wami podzielić, jest czystym luksusem". Więc?
Trzy arcymistrzowskie drobiazgi Stanisława Barańczaka wyżej przytoczyłem - akurat te miałem pod ręką. Na Salonie Poezji - tym razem poezji absurdu - Katarzyna Gniewkowska, Bolesław Brzozowski i Juliusz Chrząstowski czytali inne zawrotne "szaleństwa" rymowane, inne i nie tylko Barańczakowe. W sumie obojętne, ściśle kto napisał co. W tym cyrku językowym liczyła się tylko całość godzinnego przedstawienia. To było najważniejsze i to się udało. Bezbłędnie, lekko, z taktem żonglując frazami, co same w sobie są niebywałą żonglerką słowną - Gniewkowska, Brzozowski i Chrząstowski wpuścili w powietrze absurd w kilkudziesięciu wierszowanych odsłonach, absurd, niedorzeczność, groteskę, nonsens czy jak to jeszcze chcecie nazwać. I po każdym kolejnym fantastycznym tańcu wiersza diabli wiedzą o czym, lecz uszytego tak, że ucha odeń oderwać nie można było - nad widownią, nad czaszkami trzeszczącymi od nadmiaru "klasycznych życiowych problemów", zawisała wciąż ta sama zagwozdka. Pięknie i wesoło sprawy się mają, owszem, lecz - po co to komu?
Odpowiedź Nabokova jest doskonała: "Po nic". Rzecz jasna, "po nic" - jeśli zgadzasz się ze starym biednym pocieszeniem ludzkości, że biuro i kuchnia bez reszty wyczerpują świat.