Dreszcz Placido Domingo

w ramach Energii Kultury - występ największego tenora

Energia Kultury. Czy to przypadek, że 8 czerwca deszcz i zimno postanowiły na jeden dzień w Łodzi odpuścić? Tego dnia w łódzkiej operze zaśpiewał Placido Domingo

Występ największego tenora naszych czasów był prezentem, jaki urząd marszałkowski sprawił sobie i miłośnikom opery na 90-lecie województwa łódzkiego. Horrendalnie drogie bilety (nawet 800 zł) sprzedano, mimo apogeum kryzysu, bez problemu. Pula stu wejściówek po 50 zł rozeszła się w kilka minut. Pierwszy fan Dominga ustawił się po nie o godz. 7 rano. Mniej zdesperowani i mniej zamożni obserwowali to, co dzieje się w sali koncertowej opery, na ekranie na pl. Dąbrowskiego.

- To piąte polskie miasto, w jakim goszczę. Cieszę się, że poznaję Polskę i że mogę wystąpić w Łodzi, zwłaszcza przy tak szczególnej dla państwa okazji - opowiadał król opery. - Występowanie w nowym miejscu jest dla artystów jednym z najpiękniejszych wydarzeń. Bo nowe miasto i nowa publiczność oznaczają zawsze wyzwanie i odpowiedzialność.

Nie ma wątpliwości, że Domingo dobrze zapamiętał ten pierwszy łódzki występ. Marek Szyjko, dyrektor Teatru Wielkiego: - Wyznał, że po raz pierwszy w życiu miał do czynienia z sytuacją, w której na koncercie był tak blisko widzów; pierwsze rzędy są w naszej operze tuż przy proscenium. Na próbach nie zdawał sobie z tego sprawy, ale kiedy wyszedł na estradę i zobaczył wpatrzony w niego tysiąc osób, poczuł dreszcz, który ściskał go przez pierwszy utwór. Widział każdą reakcję, każde uniesienie brwi. To było dla niego dodatkowe wyzwanie.

Wyzwaniu podołał - 68-letni mistrz imponował formą. W jego pięknym, ciemnym tenorze, w pasji i energii, jaka z niego emanuje, w kładzeniu nacisku na elementy gry aktorskiej nie czuć upływu lat. W pierwszej, operowej części koncertu wyjątkowo gorąco łódzka publiczność zareagowała na wcielenie się Dominga w rolę Zygmunta z Wagnerowskiej "Walkirii" ("Winterstürme wichen dem Wonnemond"). Wspaniale wypadł także słynny "Cherry duet" z "Przyjaciela Fritza" Mascagniego, zaśpiewany z partnerującą mu tego wieczoru sopranistką Veronicą Villarroel. Niezbyt ciekawie zabrzmiały po przerwie utwory z płyty "Amore infinito" do słów Jana Pawła II, zwłaszcza w porównaniu do ognistych fragmentów hiszpańskich zarzuel, które zamykały program koncertu.

Warto przypomnieć gesty Dominga wobec młodych łódzkich artystów. Pierwszym utworem wieczoru dyrygował Michał Kocimski (potem zmienił go Eugene Kohn), a do zaśpiewania ostatniego, piątego bisu ("Usta milczą, dusza śpiewa" z "Wesołej wdówki") zaprosił młodego tenora Arnolda Rutkowskiego.

Jędrzej Słodkowski
Gazeta Wyborcza Łódź
27 stycznia 2010
Portrety
Placido Domingo

Książka tygodnia

Małe cnoty
Wydawnictwo Filtry w Warszawie
Natalia Ginzburg

Trailer tygodnia