Fascynująca polarna groza
„Polaris – Jest zimno. Cieplej nie będzie" – aut. Marek Kamiński – Wydawnictwo Makami – 2024Podróżnik ekstremalny, filozof, innowator. Pierwszy człowiek na świecie, który zdobył Biegun Północny i Południowy bez pomocy z zewnątrz. O kim mowa? Oczywiście – o Marku Kamińskim. Człowiek, który inspiruje i na przestrzeni lat wydał sporo książek, dotyczących swoich wypraw. Ich tematem są jednak nie tylko wyprawy, ale sama filozofia podróżowania oraz wewnętrznej motywacji człowieka. Tym razem zaskoczył – „Polaris – Jest zimno. Cieplej nie będzie", czyli najnowsza książka Kamińskiego to... thriller.
Nie będę ukrywać, że jestem fanką Marka Kamińskiego – jego twórczość towarzyszy mi od lat. Na półce mam niemal wszystkie książki jego autorstwa, a podczas pandemii rozważania filozoficzne, które prowadził w streamingach na żywo na swoim koncie na Instagramie bardzo mnie uspokajały w obliczu sytuacji zupełnie nieprzewidywalnej, z którą trzeba było się zmierzyć. Z ciekawością oraz pewną dawką dystansu podeszłam więc do lektury „Polaris" jako publikacji kompletnie innej od tych, które znałam do tej pory, i do których autor przyzwyczaił swoich czytelników.
Klimat zbudowany jest tu już na poziomie okładki – zimne, szare, metaliczne kolory są intrygujące, budując nastrój grozy. Widzimy na niej portret polarnika w klasycznym stroju, jaki znamy ze zdjęć. Jest skupiony, nie uśmiecha się, a gogle, wąsy i futerko kaptura ma oszronione. Samo liternictwo tytułu również sugeruje niskie temperatury, z jakimi będą mieli do czynienia bohaterowie. To wszystko się zgadza, ponieważ Marek Kamiński dużą część swojego podróżniczego życia spędził na terenach polarnych, więc naturalną koleją rzeczy właśnie tam umieścił akcję swojej powieści.
Głównymi bohaterami są Mark i Rob, organizujący wyprawy ekstremalne. Zgłasza się do nich niejaki Leandro Grass, który wraz z kilkoma osobami chciałby wybrać się na Biegun Północny. Wydawałoby się, że dla przewodników jest to chleb powszedni, jednak różne komplikacje wpływają na to, że całość nie wydaje się tak błaha i standardowa, jaka mogłaby być. Jako postać epizodyczna występuje nawet sam... Marek Kamiński. Wraz z rozwojem akcji pojawia coraz więcej pytań: co stało się z Misaki (wielką miłością Marka)? kim tak naprawdę jest Leandro? czy da się okiełznać braci Green? Co rusz będą dochodziły nowe fakty, a z upływem czasu sytuacja staje się coraz groźniejsza i mniej klarowna, żeby doprowadzić do zaskakującego finału.
Z lektury różnych książek podróżniczych (np. o himalaistach) wiem, że przed wyprawą warto wyleczyć w sobie wszystkie ewentualne fizyczne dolegliwości (np. zęby), ponieważ w specyficznych warunkach mogą one stanowić poważny problem. „Polaris" pokaże, że w podobny sposób powinniśmy zadbać również o swoje zdrowie psychiczne, żeby wyjechać w komforcie – dobrej kondycji także psychicznej, ponieważ zawsze zabieramy ze sobą swoją głowę i demony, które w sytuacji niecodziennej mogą starać się przejąć nad nami kontrolę, zamieniając przyjemność w koszmar.
Thriller Kamińskiego zaczyna się niewinnie. Mottem książki jest cytat z Księgi Hioba, który wprowadza atmosferę niepokoju. Opowieść rozwija się powoli, a mniej więcej od połowy akcja zaczyna przyspieszać. Na początku zostajemy wprowadzeni w klimat. Poznajemy bohaterów, śledzimy przygotowania do wyprawy. Co ciekawe – narracja prowadzona jest z kilku perspektyw: mamy „Dziennik Marka Steinera" (pisany w pierwszej osobie), ale też klasyczną narrację trzecioosobową, która opisuje pozostałych. Dodatkowo elementy rzeczywiste przenikają się z fantastycznymi. Im więcej zaczyna być fantazji, oniryzmu, halucynacji czy wręcz grozy, tym bardziej opowieść zaczyna gęstnieć, a wydarzenia dzieją się coraz szybciej: wymagają skupienia, co sprawia też, że od książki trudno się oderwać.
Niezwykle istotny jest tu język. Autor posługuje się językiem bardzo plastycznym, konstruując piękne opisy zarówno emocji, jak i przyrody: czytelnik może wręcz poczuć arktyczne zimno czy przejdzie mu po plecach dreszcz ze strachu. Wyraźnie można odczuć w tym, że Kamiński opisuje coś, co doskonale zna. Nie ma tu zbędnych słów – tylko rzeczy istotne dla fabuły. Całość jest zaskakująca: nie da się tak naprawdę przewidzieć, co się wydarzy. Sami bohaterowie również są postaciami niejednoznacznymi, ponieważ każdy z nich skrywa jakąś tajemnicę i na jakimś poziomie staje się przez to nieprzewidywalny, co od początku buduje napięcie.
Jeśli ktoś stwierdzi, że jest to kolejna książka o wyprawie, to chcę wyprowadzić go z błędu – sama wyprawa polarna jest tu tylko tłem napięć międzyludzkich oraz wewnątrzludzkich. Dzięki temu jednak możemy w skrócie dowiedzieć się, jak w ogóle wygląda przygotowanie do wyprawy, a potem zajrzeć do starożytnych mitów Japonii czy wgłębić się w tajemnice Bractwa Thule. To wszystko prowadzi też do refleksji nad tym, jak przeszłość, miłość, osobiste nieprzepracowane traumy i obsesje wpływają na funkcjonowanie człowieka w różnych miejscach. Zastanowić się nad sensem przyjaźni oraz zaufania drugiemu człowiekowi. Do tego – jak silnym psychicznie trzeba być, żeby w sytuacji granicznej móc dalej normalnie funkcjonować i zmierzać do celu, na bieżąco reagując na to, co się dzieje?
Marek Kamiński jako autor jest osobą o wykształceniu filozoficznym, która świat rozumie wielopoziomowo i wyraźnie pokazuje to w „Polaris", kreśląc wielowymiarowe obrazy nie tylko na „technicznym" poziomie słowa, ale też emocjonalnym i symbolicznym. Te pejzaże słowne „pracują" w czytelniku: uruchamiają wyobraźnię. Mają też duży potencjał stać się scenariuszem filmowym ze względu na zwartą, logiczną kompozycję i utrzymanie uwagi czytelnika od pierwszych słów oraz sugestywne opisy stanów i krajobrazów. Zmiana perspektywy na innego bohatera jest jak to, że w filmie mamy przeskok i widzimy tę samą historię, opowiadaną z różnych punktów widzenia, bliżej poznając wykreowane postaci.
Kiedy pisze się o czymś, co się dobrze zna, zawsze istnieje ryzyko przekroczenia granicy grafomanii. Wszystkie rzeczy, którymi interesuje się autor, najczęściej chciałby umieścić w swojej powieści. Jest to naturalne i wiem, że Marek Kamiński fascynuje się np. kulturą Japonii, co znalazło odzwierciedlenie w „Polaris" w niezwykle interesujący sposób. Podobna rzecz ma miejsce przy okazji młodego autora Sławomira Gortycha, który jako pasjonat Karkonoszy akcję swoich kryminałów („Schronisko, które przestało istnieć", „Schronisko, które przetrwało" oraz „Schronisko, które spowijał mrok") umieszcza właśnie tam. U Gortycha również widać, że on świetnie zna to, o czym pisze, dzięki temu może w inteligentny sposób tę rzeczywistość przetwarzać, dodatkowo „miksując" to z elementami historycznymi, które również nie są mu obce. Żaden z autorów nie sprawia jednak, że czytelnik czuje przesyt lub zagubienie: ulubione tematy stają się doskonałym tłem wydarzeń.
Mam wrażenie, że Marek Kamiński napisał taką książkę, jaką sam chciałby przeczytać. Jakkolwiek może to zabrzmieć jak banał, jednak – wyszło fantastycznie. Na prawie 270 stronach publikacji, wydanej w miękkiej oprawie na ekologicznym papierze (możemy więc zabrać ją wszędzie, bo jest lekka) rozpisuje przemyślaną, interesującą historię, która wciąga. W swoich książkach, dotyczących wypraw zwykle trzyma się faktów, a tu widać, że ewidentnie może sobie „poszaleć" jako autor, robiąc to z niezwykłą finezją i pomysłem. Oczywiście: nie każdemu mogą przypaść do gustu elementy surrealistyczne. Można uznać, że jest ich za dużo i uważać je za zwyczajną przesadę. Jednak w moim odczuciu mimo wszystko nie została przekroczona granica, po której książkę czyta się z przymrużeniem oka, a perypetie bohaterów śmieszą zamiast przerażać. Do końca czytelnik może mieć wypieki na twarzy i czeka, co wydarzy się dalej.
Wszystkim miłośnikom thrillerów oraz książek przygodowych szczerze polecam „Polaris – Jest zimno. Cieplej nie będzie", żeby samemu dać się zabrać na Biegun wraz z bohaterami i przeżyć przygodę, która nikogo nie pozostawia obojętnym. Autor zawarł w swojej powieści delikatną inklinację na kolejną część przygód Marka, więc osobiście mam cichą nadzieję na kontynuację tej historii.