Figle z marnością

Krakowski Salon Poezji

Być może niezręcznie jest się taką towarzysko kłopotliwą refleksją dzielić z rodakami; może o istnieniu takich jakości przypominać - to "a fe" jest, a nawet grzeszek; może mówić, iż poza naszymi odwiecznymi Balonami Nadwiślańskimi istnieje ogromna rzeczywistość niebalonowa - to prawie zdrada stanu. Być może.

Lecz przy każdej okazji trzeba jednak wracać do normalności. Jak Ewa Kaim, Grzegorz Łukawski i Jerzy Święch, którzy na ostatnim Salonie Poezji czytali fraszki polskie wszystkich epok - należy odświeżać starą oczywistość, że na tym poletku globu łez, zwanym "Ziemią Polaków", oprócz Boga, Honoru i Ojczyzny istnieje również najtrywialniejsze życie codzienne, to bycie zwyczajne, cudownie płaskie, to trwanie daleko od krzyża, nie w cieniu Rejtana i nie z biało-czerwonym sztandarem, a, dajmy na to, z kieliszkiem w garści - z pięćdziesiątką nie nad dumnie uniesionym czołem polskim, lecz tuż przy na wiór wyschłej wardze człeka samotnego. Bądź z udem sąsiadki w tej samej garści, sąsiadki, która wreszcie była łaskawa, bo mąż w delegację wyjechał. Albo z cichą rozpaczą w sercu zapiekłego kibica, gdyż Cracovia znów nie weszła do ekstraklasy. Albo z czymkolwiek innym pod ręką, szarym jak seks, kac lub smutek, co nie odstępuje nawet na krok. Po prostu - należy przypominać, że trwanie jest tu, gdzie jest, zaś tam, gdzie słychać werble i zgrzytanie mieczy - normalnego trwania mało. Inaczej rzecz ujmę. Dobrze jest przy każdej okazji powtarzać, że wciskanie Boga, Honoru i Ojczyzny we wszystko, w każdą sekundę - to niedelikatność bardzo męcząca.

Więc - Lec, Kochanowski, Hemar, Szymborska, Tuwim i wielu innych. Ich fraszki czytali przez godzinę. Bardziej od słowa "fraszka" wolę "figlika" Mikołaja Reja. Wolę, bo jakoś lżej mi napisać, że Kaim, Łukawski i Święch przez godzinę figlowali z nieprzeliczonym naszym planktonem codzienności, niż gdybym miał rzec, że... co właściwie czynili? "Fraszkowali"? Nie - właśnie figlowali. Z kacem, seksem, ślimakiem lub upadkiem na schodach, z czymkolwiek, ze wszystkim, co pozornie bez znaczenia - z całym tym ogromem naszej szarości figlowali, czytając rymowane figle mądrych, którzy wiedzieli, że pisać trzeba o tym, co marne. Głównie o tym.

Paweł Głowacki
Dziennik Polski
18 stycznia 2013

Książka tygodnia

Małe cnoty
Wydawnictwo Filtry w Warszawie
Natalia Ginzburg

Trailer tygodnia