Jak co sobie ubrda w głowie, to i klinem nie wybije

„Zemsta" – aut. Aleksander Fredro - reż. Radosław Rychcik – Teatr Polski im. Hieronima Konieczki w Bydgoszczy - premiera: 31.01.2025r.

„Jeśli nie chcesz mojej zguby, krrokodyla daj mi, luby!". To najsłynniejsza fraza ze sztuki Aleksandra Fredry, która wybrzmiewa również na spektaklu w reżyserii Radosława Rychcika. Podobnie jak klasyczna komedia, na której zostało oparte przedstawienie, „Zemsta" wyśmiewa ludzkie przywary. Jednak twórcy postawili na pewne urozmaicenie znanej wszystkim historii.

I tak zamiast zamku Kamieniec w polskiej wsi mamy drewniany saloon na Dzikim Zachodzie. Nie słyszymy muczenia krowy i pobrzękiwania szabli, tylko rżenie konia i wystrzały z coltów. W miejsce czeladników, wojewodów i kasztelanów na scenie pojawiają się kowboje i szeryf.

Akcja skupia się wokół mieszkającymi po sąsiedzku – Cześnikiem Raptusiewiczem (Jerzy Pożarowski), a Rejentem Milczkiem (Marian Jaskulski). Szlachcic (tfu! Kowboj!) Cześnik takimi słowami podsumowuje swoją relację z sąsiadem:
„Ja – z nim w zgodzie? – Mocium Panie,
Wprzódy słońce w miejscu stanie!
Prędzej w morzu wyschnie woda,
Nim tu u nas będzie zgoda".

Cześnik planuje ożenić się z piękną wdową Podstoliną (kokieteryjna Dagmara Mrowiec-Matuszak), ale przebiegły Rejent postanawia popsuć mu szyki i zamierza wyswatać kobietę z własnym synem. Na zawiści pomiędzy mężczyznami próbuje skorzystać tchórzliwy Papkin (Adam Graczyk) – zubożały bawidamek na usługach Cześnika, który kombinuje, w jaki sposób się wzbogacić. W międzyczasie syn Rejenta – Wacław (Michał Surówka) marzy o ślubie z ukochaną Klarą Raptusiewiczówną (jak zawsze bezbłędna Emilia Piech). Chłopak czyni wysiłki, by przekonać wuja dziewczyny – Cześnika – do ugody ze swoim ojcem. Jednakże Rejent nie daje się nawrócić, chcąc namówić syna na zerwanie zaręczyn z wybranką i ślub z Podstoliną. Czy przy tak złożonym konflikcie interesów znajdzie się miejsce na kompromis?

Dialogi pomiędzy bohaterami również zapożyczono z utworu literackiego i mają one tę cierpkość, dowcipność i lekkość oryginału. Aktorzy przerysowując mimikę i gesty, uwypuklają humorystyczny wydźwięk konwersacji z dzieła Fredry i muszę przyznać, że jest kilka naprawdę zabawnych scen. W przedstawieniu zachowano również charakterystyczny dla kultury sarmackiej styl bycia bohaterów.

Bardzo podobała mi się scenografia i kostiumy postaci. Scena to istny pokaz kapeluszy z szerokimi rondami, długich sukien, skórzanych pasów i ciężkich butów na obcasach. Tak przebrani aktorzy na tle drewnianego saloonu tworzą znakomitą imitację Dzikiego Zachodu. Oba te elementy, jak i reżyseria światła to zasługa Łukasza Błażejewskiego. Ścieżka dźwiękowa Michała Lisa czerpie z klasycznych kompozycji westernowych, budując swobodny nastrój i tło dla działań bohaterów. Muzyka ma średnie tempo, a niższe dźwięki mieszają się z wysokimi, tworząc bezpretensjonalną aranżację.

Twórcom udało się odświeżyć klasyczną sztukę, uatrakcyjniając poszczególne elementy spektaklu. Całość jest lekka i zabawna jak niezobowiązująca randka. Miło spędzasz czas, aczkolwiek nie obliguje Cię to do snucia ciężkich przemyśleń i podejmowania trudnych decyzji.

Joanna Zwolińska
Dziennik Teatralny Kujawy
1 kwietnia 2025

Książka tygodnia

Małe cnoty
Wydawnictwo Filtry w Warszawie
Natalia Ginzburg

Trailer tygodnia