Jak wygląda praca aktora w plenerze
23. Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ulicznych w KrakowieZastanawialiście się, jak od kuchni wygląda praca aktora teatru grającego na świeżym powietrzu? To ciężka harówka. Przekonałam się o tym występując w spektaklu pt. "Ślepcy" pokazywanym w ramach Festiwalu Teatrów Ulicznych w Krakowie. Oto jak wyglądał mój dzień.
Godz. 11
Podekscytowana dzwonię do Jerzego Zonia - reżysera przedstawienia. Pytam, czy mogę zagrać w jego widowisku o epidemii ślepoty, która dopada mieszkańców pewnego miasta. Zgadza się! Uprzedza mnie jednak, że łatwo nie będzie. Na pewno przesadza - myślę.
Godz. 17
Do rozpoczęcia spektaklu jeszcze kilka godzin, ale na płycie Rynku już praca wre. Aktorzy sami przygotowują sobie scenę. Dźwigają ogromne skrzynie z fragmentami scenografii. Rozkładają nawet krzesła dla widzów. Spotykam Alana Pakosza z kabaretu PUK , który też gra w ,,Ślepcach". Cieszy się, że wystąpię. Żartuje, że chętnie odda mi swoją rolę. On już od rana jest na Rynku. Rozdaje programy i ciągle tłumaczy coś strażnikom miejskim. O odpoczynku przed spektaklem może tylko pomarzyć. Mimo to proponuje mi lekcję walczyka, którym rozpoczynają się ,,Ślepcy".
Godz. 19
Tymczasem pojawia się reżyser. Patrząc z politowaniem na mój niezgrabny taniec, decyduje - Zagra pani chorą przywożoną w karetce do szpitala. Proszę cały czas pamiętać, że jest pani niewidoma, pod żadnym pozorem nie patrzeć na widownię, tylko w niebo - instruuje mnie.
Godz. 20.45
Ostatnie minuty przed spektaklem. Wsiadam do zaparkowanej przy Sukiennicach karetki. Chyba mam nietęgą minę, bo siedzący w niej sanitariusze pytają - Włączyć pani klimę? Nadzieje na miły chłodek rozwiewa jednak Ula Swałtek, która gra strażnika obozu dla ślepych. - Połóż się! Zaczynamy! - mówi.
Na sygnale wjeżdżamy na Rynek. Ktoś podnosi mnie z noszy i stawia na plenerowej scenie. Ktoś inny zakłada mi szpitalny szlafrok i prowadzi do łóżka.
Ważne jest tempo, każda scena musi trwać dokładnie tyle czasu, na ile jest zaplanowana. Tyle że Rynek to nie gładka scena w teatrze. Wpadam w panikę.Co rusz potykam się o jakąś nierówność. Chwytam za ręce innych ślepych. Gramolimy się na łóżka. Przysiadam na brzegu jednego z nich i moje oczy mimo woli kierują się w stronę sąsiadki, na którą nie wolno mi patrzeć! Tymczasem inni aktorzy błyskawicznie przesuwają łóżka. Sczepiają je ze sobą, tworząc jakby zamknięty krąg, getto. Myślę sobie, żeby grać w takim spektaklu trzeba mieć nie tylko talent, ale i niesamowitą kondycję.
Godz. 22
Z poczuciem klęski schodzę ze sceny. Przebieram się w namiocie-garderobie. Gdy wychodzę z niego, Eduardo Torres i Saioa Fernandez z hiszpańskiej grupy Delreves rozpoczynają akurat swój niezwykły, podniebny taniec na ścianie wieży ratuszowej. Tłum przechodniów z zadartymi głowami śledzi każdy ich ruch. Po spektaklu pytam ich, czy trudno tak tańczyć. - Chcesz spróbować? - pyta Eduardo. - O nie! Mam już dość na dziś bycia aktorką, wolę pisać - zapewniam go.