Maltański duch na emeryturze

20. Międzynarodowy Festiwal Teatralny Malta

Poznań zawsze kojarzył mi się z corocznym świętem teatru - dzięki festiwalowi Malta pod koniec czerwca mógł rozwinąć skrzydła swej artystycznej anarchii. Lecz taką Maltę było mi dane poznawać za pomocą nielicznych publikacji i wspomnień starszego koleżeństwa, bo w miarę upływu lat te obrazy z przeszłości stały się skarbem już dawno nieistniejących wydarzeń. Tegoroczna Malta potwierdziła ten fakt, stawiając kropkę nad długo ewoluującym "i" - nie tylko zamknęła pewien rozdział w teatralnym Poznaniu, ale także wysłała "maltańskiego ducha" na zasłużoną emeryturę

Uczestnicząc każdego dnia w tłumie ludzi podróżujących z jednego spektaklu na drugi, ciężko było nie dostrzec wyraźnej granicy dzielącej ich na dwa obozy. Pierwsi, zbyt dobrze pamiętający "starą Maltę" pytają, czy są jeszcze jakieś spektakle, które wymykają się obowiązującej formule, czy można jeszcze liczyć na niespodziewaną uliczną interakcję, która nie będzie wymagać nadszarpnięcia budżetu domowego. Z kolei ci drudzy, młodzi zdobywcy świata odnaleźli w nowej Malcie ducha swego czasu -multimedialnego, momentami wątpiącego, który na dobre jeszcze nie uformował swojej tożsamości.

Przynależąc do tej drugiej grupy zastanawiałam się, co takiego współcześni twórcy musieliby zaprezentować, żeby nas poruszyć - czy przemówią do nas okrutne, psychodeliczne wizje Jana Fabre, czy może melancholijne obrazy Filipa Bertę? Jak się okazało, ani jedno, ani drugie. Duch tegorocznej Malty znajdował się daleko od zgiełku egzystencjalnych rozważań, bo nawet jeśli one były poruszane to i tak odbiorcy "dzisiejszej" Malty byli już na dobre pogrążeni w karnawałowym korowodzie muzyki na Starym Rynku, zapominając z jakiej okazji tam się spotykają...

Agnieszka Gonczar
Polska Głos Wielkopolski
7 lipca 2010

Książka tygodnia

Małe cnoty
Wydawnictwo Filtry w Warszawie
Natalia Ginzburg

Trailer tygodnia