Michael Ende w Teatrze STU

,,Labirynt. 13 bajek dla dorosłych"- reż. Krzysztof Jasiński - Teatr Stu w Krakowie

„Labirynt. 13 bajek dla dorosłych" to niezwykle wyjątkowy spektakl, który miał swoją premierę 19 lutego bieżącego roku na deskach Teatru STU w Krakowie. Jego niezwykłość polega na tym, iż jest on adaptacją bardzo osobliwej książki: „Zwierciadło w zwierciadle. Labirynt", której autorem jest znany pisarz powieści fantasty dla dzieci, Michael Ende.

Odpowiedzialnym za przeniesienie tego dzieła w świat teatru i reżyserię jest Krzysztof Jasiński. Książka ta, nota bene, wydana w polskim tłumaczeniu po raz pierwszy zaledwie rok temu, ma być przełamaniem pewnego stereotypu, jakoby Ende był autorem odpowiednim jedynie dla dzieci. Oczywiście wszystkim nam jest znana „Niekończąca się opowieść", czy „Momo". Tak wypowiadał się on w kontekście swojej twórczości: „W każdym człowieku żyje dziecko, które przybyło tu z innego świata, z czym władcy tego świata żadną miarą nie mogą się pogodzić". Zatem jego oeuvre ma za zadanie obudzić w nas, czy też odnaleźć dziecko, które gdzieś tam w każdym z nas jest. „Zwierciadło w zwierciadle. Labirynt" jest zbiorem opowiadań, luźno ze sobą powiązanych. Treść przesiąknięta jest oniryzmem, czy też surrealizmem i dotyczy egzystencjalnych spraw człowieka.

Oglądając spektakl w reżyserii Jasińskiego, odnosiłem momentami wrażenie, jakbym był na projekcji „Zaginionej autostrady" Davida Lyncha. Oniryczny, ezoteryczny klimat aż wylewał się ze sceny. Również opowiadana historia - o podróżniku poszukującym ukochanej, momentami wprowadzała w konsternację, gdyż widz dopiero z czasem mógł łączyć ze sobą ledwo powiązane wątki. Pod tym względem nie jest to łatwa w odbiorze sztuka, na pewno w jej zrozumieniu pomaga znajomość pierwowzoru. Jednak mi zawsze przypadają do gustu „około senne" motywy, kiedy nie wiadomo, co przyniesie następna scena, natomiast ta, która przeminęła, zostawia szerokie pole do interpretacji.

Chyba rzeczywiście porównanie „Labiryntu" do twórczości Davida Lyncha jest adekwatne. Kolejnym ich wspólnym elementem jest ważna rola muzyki. W zasadzie w każdej scenie aktorzy wykonywali jakąś piosenkę, co bardzo dobrze wkomponowywało się w całość. Zresztą, obsada spisała się na medal, a nie miała przed sobą łatwego zadania. Na specjalne wyróżnienie, w mojej opinii, zasługuje Michał Barczak, który wcielił się w rolę Kozła. Chociaż nazwanie go „Kozłem" to dosyć duże spłycenie. Był on raczej Tricksterem, swoistym szachrajem-błaznem, który swoją charyzmą oczarował publiczność, przez co dodał dużo magii całości.

A propos magii. „Labirynt. 13 bajek dla dorosłych" to także bogaty pokaz efektów specjalnych i sztuczek iluzjonistycznych. Poza buchającymi płomieniami, czy lejącą się, niczym deszcz, wodą, widz ma szansę zobaczyć np. lewitujący stół, czy samo przemieszczającą się walizkę. Być może ktoś mógłby zarzucić nadmiernej ilości tego typu zabiegów efekciarstwo, jednak w przypadku tej tematyki, wspomniane zabiegi niezwykle urozmaiciły całość.

Pomimo tych licznych pochwał, jakie kieruję w stronę spektaklu, dostrzegam w nim również kilka mankamentów. Wspominałem wyżej, że znajomość książki Endego bardzo mocno pomaga w zrozumieniu przedstawienia. Wydaje mi się, że jej treść może znać jedynie mniejsza część publiki. U niektórych przy odbiorze tego spektaklu może wystąpić frustracja, spowodowana jego niezrozumieniem, podobna wtedy, gdy ktoś „nieobyty" odwiedza wystawę sztuki współczesnej. Oczywiście proszę nie traktować tego jako poważną wadę, raczej jako przestrogę, że treść przedstawienia nie jest podana „na tacy".

Prawdziwą wadą, która chwilami odbierała całości oniryzmu i magii, była satyra na polskich polityków i te momenty, gdy reżyser ujawniał swoje poglądy. Nie wydaje mi się aby Michael Ende kiedykolwiek skrytykował poczynania Jarosława Kaczyńskiego, a już na pewno nie w swojej twórczości. Skąd więc pojawiło się to w spektaklu? Nie bronię w tym momencie żadnej opcji politycznej, nie twierdzę również, że satyra nie powinna mieć miejsca, jednak w tym wypadku nie była pożądana. Co bardziej jednak niepokojące, kiedy owe niepożądane akcenty się pojawiały, reakcją publiki były gromkie brawa i śmiech na całą salę. Pytanie, czy chcemy zanurzyć się w świat snów Michaela Ende, czy jednak przyszliśmy do teatru się wyżyć?

Pomimo tego ostatniego, negatywnego akapitu, zachęcam wszystkich do zobaczenia „Labiryntu". Jest to naprawdę zajmująca sztuka i ciężko przejść obok niej obojętnie. Polecam także przeczytać wspomnianą książkę Michaela Ende, to niezwykle interesująca lektura, oczywiście nie dla wszystkich, ale warto przynajmniej dać jej szansę, szczególnie, że dopiero od niedawna jest ona dostępna w języku polskim.

Wiktor Skórski
Dziennik Teatralny Warszawa
5 czerwca 2023

Książka tygodnia

Małe cnoty
Wydawnictwo Filtry w Warszawie
Natalia Ginzburg

Trailer tygodnia