Polowanie na lekkość

21. Międzynarodowy Festiwal Teatralny "Bez Granic"

Teatr Miejski ze słowackiej Żyliny przyjechał na festiwal z adaptacją tekstu polskiego dramaturga Michała Walczaka. Jest to, jak piszą twórcy, "czarna komedia romantyczna", co samo w sobie brzmi przewrotnie i intrygująco. Historia jednak zaczyna się jak typowa angielska farsa, wyraźnie widzimy zawiązujące się grube nici farsopodobnej intrygi: oto dwoje zakochanych czeka na rodziców dziewczyny, by chłopak mógł oficjalnie prosić o jej rękę. Wszystko jest perfekcyjnie przygotowane... i wtedy zjawia się oszalały i uzbrojony były narzeczony...

I kiedy już rozsiadamy się wygodnie w dobrze nam znanej formie, wtedy odkrywamy, że historia nieoczekiwanie zbacza w zupełnie inne rejony, jakże dalekie od naszych przewidywań. Punkt dla autora. Nic tak dobrze nie robi sztuce jak przełamanie schematu i zaskoczenie widza. Lecz im dalej, tym trudniej o kolejne punkty - autor wykoleiwszy sztukę z utartych jej torów, sprawia wrażenie jakby nie mógł się zdecydować, dokąd teraz tym wyswobodzonym składem jechać. Ale jedzie byle do przodu i im dalej brniemy w tę historię, tym bardziej dziwaczna ona się staje; i o ile pojedyncze sceny wciąż się bronią siłą dobrego tekstu i doskonałego aktorstwa, to jednak całość pozbawiona wyraźniej przewodniej narracji, rozpada się na chaotyczny, słabo angażujący emocjonalnie zlepek raz lepszych, raz gorszych epizodów. Koniec zaś jest już kompletnie nieprzekonujący ani to psychologicznie, ani tym bardziej artystycznie. Jak wielu współczesnych twórców, autor popadł w pułapkę wolności: usilnie starał się by, wyzwolić się z ram schematu i rutyny, a kiedy mu się udało, nie bardzo wiedział, co z tą świeżo uzyskaną wolnością począć - i począł takie nie wiadomo co. 

Ostatecznie jednak bronić trzeba tego typu prób, zawsze bowiem lepsze są choćby nie do końca udane poszukiwania niż bierne odtwarzanie przebrzmiałych konwencji. Niewątpliwie w tych chaotycznych poszukiwaniach trafiło się kilka scen nieudanych, kilka niczym nie uzasadnionych fabularnych "zapchajdziur" - jak chociażby piosenki, ale równie niewątpliwie trafił się kilka wyśmienitych epizodów czyniących całość wartą obejrzenie. 

Lecz najważniejszym argumentem za obejrzeniem tegoż przedstawienia jest z pewnością pierwszorzędne aktorstwo i to nie jednej czy dwóch postaci, lecz całej piątki wykonawców. Aktorzy grają tak, jak powinno się grać w komediach: naturalnie, żywiołowo energetycznie i, co najważniejsze, bezpretensjonalnie, bez napinania się i taniego efekciarstwa. Naprawdę kawał dobrej roboty.  

Podsumowując: choć nie mogę powiedzieć, bym obejrzał teatralne wydarzenie roku, to jednak - zwłaszcza dzięki wyśmienitym scenicznym kreacjom – wyszedłem z teatru zadowolony i uśmiechnięty. I nawet średnio dopasowane napisy tej słowackojęzycznej wersji nie zburzyły mego dobrego nastroju.  
 
Polowanie na łosia/Lov na losy
reżyseria:Ján Štrbák 
przekład: Adriana Totiková
dramaturgia: Zuzana Palenčíková, Rastislav Ballek 
scenografia i kostiumy: Diana Strauszová a. h.
muzyka: Peter Vaňouček
współpraca choreograficzna:Peter Maťo  
występują: Iveta Pagáčová, Ján Dobrík, Eva Gašparová a. h./Anna Hulmanová, Boris Zachar, Branislav Bačo

Michał Raszka
Dziennik Teatralny
12 października 2010

Książka tygodnia

Małe cnoty
Wydawnictwo Filtry w Warszawie
Natalia Ginzburg

Trailer tygodnia