Robin Williams – nieśmiertelny idol
"Robin. Biografia Robina Williamsa" - aut. Dave Itzkoff - Wydawnictwo AgoraZa każdym razem, kiedy bierzemy do rąk biografię kogoś, kogo twórczość śledzimy przez lata, kogo bardzo lubimy jako artystę – mamy podskórne uczucie niepokoju. Nie jest ono bezpośrednio związane z tym, że nagle pojawią się jakieś niewygodne fakty, o których nie wiemy. Zawsze jest moment niepewności i dystansu, który dotyczy tego, czy autor tę biografię zwyczajnie „uniesie", jeśli chodzi o warstwę literacką. Czy odpowiednio wgłębi się w życie artysty, który ma miliony fanów na całym świecie. Myślę, że Dave Itzkoff pisząc „Robina. Biografię Robina Williamsa" poradził sobie z tym zadaniem bardzo dobrze.
Chronologia nie zaskakuje – mamy tu klasycznie przedstawioną opowieść: od narodzin, opisu dzieciństwa, przez okres edukacji, rozwijania kariery aż do samobójczej śmierci. Dzięki temu nie gubimy się, a całość jest logiczna. To ważne, biorąc pod uwagę fakt, że po drodze jest jednak do opisania bardzo dużo szczegółów. Publikacja składa się w 90% z tekstu. Wewnątrz znajdziemy tylko jedną wkładkę z kilkoma przekrojowymi, czarno-białymi zdjęciami, jednak wkładka ta nie jest nawet wyróżniona innym papierem. Ważniejsza jest sama opowieść. Zdjęć bohatera z różnych okresów jego życia możemy poszukać w internecie. Papier ekologiczny sprawia, że książka sama w sobie nie waży tyle, ile by mogła ze względu na swoją objętość.
Mimo, że mamy tu prawie 700 stron tekstu (z czego ok. 50 zajmują przypisy źródłowe), to książkę czyta się z lekkością. Nawet, jeśli nie kojarzymy dużej części nazwisk ludzi, którzy przewinęli się przez życie aktora jako jego współpracownicy czy przyjaciele, to zupełnie to nie przeszkadza. Autor bardzo precyzyjnie buduje nam sieć powiązań z ludźmi z branży, a także z bliskimi. Wyłania się z tego obraz człowieka, którego każdy znał trochę jako kogoś innego. Ostatecznie Williams jawi się trochę jako żyjący w swoim świecie człowiek o dobrym sercu i wielu twarzach, w którego głowie działy się rzeczy, o których tak naprawdę nikt do końca nie miał pojęcia.
Itzkoff opisuje Williamsa jako niezwykle utalentowanego artystę, który zaczynał jako genialny komik, a stał się aktorem z wielkim talentem, któremu nieobca była zarówno gra w serialach, jak i wielkich produkcjach filmowych. W książce został omówiony (lub choć krótko wspomniany) każdy film, w jakim grał Robin Williams. Poznamy trochę ciekawostek z planów filmowych, a także wypowiedzi twórców, którzy współpracowali z aktorem. Zachowana jednak zostaje równowaga między opisem rozwoju kariery, a życiem osobistym (trzy żony i trójka dzieci). Jedyne, co może irytować, to opinia autora, który dosyć radykalnie ocenia kolejne etapy kariery Williamsa i w niektórych momentach zdecydowanie stwierdza, że jego kariera się załamała, a coś było błędem, jeśli chodzi o wybór repertuaru.
Na filmach z udziałem Robina Williamsa wychowało się mnóstwo ludzi. Kultowe stały się takie filmy, jak choćby „Good moring Vietnam", „Pani Doubfire", „Jumanji" czy „Buntownik z wyboru". Do dziś, choć samego artysty nie ma już z nami, te opowieści są wciąż żywe i polecane z pokolenia na pokolenie. W marcu 2019 roku Och-Teatr zrealizował spektakl „Stowarzyszenie Umarłych Poetów" w reż. Piotra Ratajczaka na podstawie książki Toma Shulmana. Oglądając spektakl, naturalnie odwołujemy się do kultowego filmu z główną rolą Williamsa. Realizacja teatralna dorównała ekranizacji poziomem, co niezwykle cieszy.
Co warte zaznaczenia, „Robin" kończy się refleksją autora, że do dziś nie ma drugiego takiego artysty jak Williams. Nie ma jego naśladowcy ani następcy. Był niepowtarzalnym człowiekiem, którego role często są (bardzo niesłusznie) postrzegane w ten sposób, że powielał sam siebie. Jednak filmy, w jakich grał, były zgodne z jego filozofią: chciał, żeby odbiorca mimo wszystko mógł choć przez chwilę poczuć się dobrze, jak sam aktor, który w głębi duszy często bardzo cierpiał.