Sąd nad biskupem i królem słowem opisany
"Tryptyk Stanisławowy. Słowacki - Wyspiański - Wojtyła"Mrok katedry, z której wyłania się w dyskretnym świetle sarkofag św. Stanisława. Patos i potęga miejsca, w którym przed wiekami klęczeli polscy królowie.
Atmosfera przepychu i patriotycznej podniosłości. Czy może być lepsza scenografia dla opowieści Juliusza Słowackiego, Stanisława Wyspiańskiego i Karola Wojtyły o legendarnej zbrodni, której ofiara spoczywa na środku wawelskiej katedry? Naprawdę niewiele już więcej trzeba, by zrobić na widzach wrażenie.
Z tego założenia wyszli twórcy widowiska "Tryptyk Stanisławowy", które pokazano w ramach Festiwalu Dramaty Narodów. Słowacki 2009. Autorzy scenariusza prof. Jacek Popiel i Tadeusz Malak (także reżyser misterium i jeden 2 jego aktorów) skonstruowali opowieść będącą swego rodzaju sądem nad biskupem Stanisławem i królem Bolesławem Śmiałym. Opierając się na mistycznym "Rapsodzie V" z "Króla-Ducha" Juliusza Słowackiego, pokazali konflikt, do jakiego doszło między potężnym władcą a przedstawicielem Kościoła, który skończył się -jak wiadomo - okrutną zbrodnią.
Potężny głos wcielającego się w postać króla Jerzego Treli niósł się przez katedrę, narastając w momencie kulminacyjnym, kontrastując z subtelnym zachwytem nad kobiecymi wdziękami mieszczki Chrystyny granej przez Dorotę Segdę.
To miłość do niej stała się przyczyną potępionej przez późniejszego świętego rozpusty władcy i doprowadziła do nieszczęścia.
Jaki miało ono emocjonalny wymiar, pokazał fantastycznie Grzegorz Mielczarek grający Bolesława Śmiałego z rapsodu Stanisława Wyspiańskiego. Młody, zapalczywy król w wykonaniu aktora sprawił, że przez widownię przeszedł dreszcz przerażenia.
Zbrodnia dokonała się. Jej współczesną interpretacją stały się wypowiadane przez Tadeusza Malaka słowa z dramatu "Stanisław" Karola Wojtyły - aktora, który wystąpił w "Królu-Duchu" podczas konspiracyjnej premiery Teatru Rapsodycznego Kotlarczyka.
Dzięki temu "Tryptyk Stanisławowy" zatoczył koło i nawiązał do legendy zespołu, z którym związany był przyszły papież. 1 dobrze, bo od czasu do czasu warto dać się ponieść pięknu naszych poematów i dramatów. Warto posłuchać mistrzów słowa, fantastycznie interpretujących poezję, do mówienia której nie są konieczne żadne inscenizacyjne zabiegi. Wystarczy tylko (i aż) zawierzyć potędze i muzyce słowa.