Samobójczy Litwini
relacja ze spotkania "Odmieńcy-Samobójcy" - 5. Festiwal DIALOG-WROCŁAWPod hasłem "Odmieńcy-Samobójcy" odbyło się poranne wtorkowe spotkanie z twórcami spektakli "Idiota" i "Hamlet" - Eimuntasem Nekrošiusem i Oskarasem Koršunovasem oraz aktorami Meno Fortas Theatre i Oskaras Koršunovas Theatre. Ciekawej konfrontacji dwóch przeciwstawnych osobowości towarzyszyła też Ramune Marcinkieviciute, docent Litewskiej Akademii Muzyczno-Teatralnej.
Szukając śladów samobójczej autodestrukcji w obu spektaklach Marcinkieviciute stwierdziła, że poruszają one głównie kwestie pozateatralne, wystawiając swoistą diagnozę litewskiemu społeczeństwu, które boryka się z piętnem systemu komunistycznego i wzrastającą liczbą samobójstw. „Hamlet” Koršunovasa to eksplikacja podobnego destrukcyjnego bólu emocjonalnego; „Idiota” zaś to bardzo aktualny obraz świata, w którym dobro budzi niezwykłe napięcie.
Czym było dla obu Litwinów spotkanie z klasykami literatury? Z rozbrajająco śmiertelną powagą zażartował Nekrošius, że do wyboru „Idioty” skłonił go fakt, iż to najłatwiejsze dzieło Dostojewskiego; Koršunovas stwierdził zaś, że wybrał najtrudniejszy dramat Szekspira... „Hamlet” był dlań przede wszystkim sposobem sprawdzenia siebie i próbą odpowiedzi na pytanie, czym jest dlań (i dla aktorów) ich zawód. Postrzegał ten proces przez metaforę garderobianego lustra, od którego zaczyna się widzenie samego siebie, a także możliwość zobaczenia „tego drugiego”, postaci; oraz nieunikniona konfrontacja okupiona powtarzającymi się pytaniami – „kim jesteś?”.
Powtórne zasłużone brawa zebrał książę Myszkin – Daumantas Ciunis, który jako młody debiutant znalazł się w sytuacji dualnej – otrzymał przecież niezwykle odpowiedzialną rolę człowieka zupełnie bezbronnego. Widzowie zauważyli, że w swoich sztukach Nekrošius zdaje się odkrywać teatr na nowo, operując indywidualnym językiem; kluczem do jego metody jest umiejętne kierowanie autonomicznym procesem twórczym aktorów podczas prób. Z charakterystyczną lapidarnością stwierdził reżyser, że nie miał nigdy teatralnego idola, spostrzegł zaś prędko, jak łatwo przychodzi mu organizacja metafor, tak integralnych dla jego sztuk. Reżyser pracuje tak, jak myśli i widzi. „Jestem trochę leworęczny”, mówi o swej twórczości.
I, ostatecznie, nie taki znów mroczny – Litwin zdecydowanie nie chce wierzyć statystykom i nie uważa Litwinów za naród samobójców.