Śnij dla siebie i dla mnie
,,Labirynt. 13 bajek dla dorosłych"- reż. Krzysztof Jasiński - Teatr Stu w KrakowieCzasami bywa tak, że książki, które wydają się nam nie możliwe do przełożenia na język teatru jednak trafiają na jego deski. W tym przypadku jest to dzieło Michaela Ende. O tym jak twórcy spektaklu łączą wątki społeczne i fantastyczne i nie tylko w dalszej części recenzji.
W lutym tego roku odbyła się premiera adaptacji prozy Michaela Ende w Teatrze Stu w Krakowie. Reżyser Krzysztof Jasiński i jego zespół stworzyli sztukę na podstawie zbioru trzydziestu opowiadań ,,Zwierciadło w zwierciadle. Labirynt". Twórczość pisarska Ende'go kojarzona jest przede wszystkim z dziełami dla dzieci. Jednak zdaniem reżysera są one raczej skierowane do dzieci, które pozostały w dorosłych. Na przestrzeni lektury obracamy się w sennym krajobrazie wśród postaci z tarota i wniosków dotyczących postępowania ludzkiego. Warto wiedzieć, że Michael Ende był synem malarza surrealisty( Edger Ende), myślę że ta malarska technika przedstawiania ma swoje odbicie również w książkach, a szczególnie w zbiorze opowiadań.
Z opisu dowiadujemy się, że ta sztuka przedstawia sobą 13 bajek dla dorosłych wybranych z książki. Jak wspomniałam wcześniej w czasie jej trwania dochodzi do trochę przenikania się wątków sennych, mistycznych, biblijnych i społecznych. Przywiodło mi to skojarzenie z powieścią ,,Mistrz i Małgorzata" autorstwa Michaiła Bułhakowa. Centralną postacią spektaklu jest Wędrowiec. Cały czas dąży on do spotkania ze swoją ukochaną, poznania prawdy o tym sennym świecie. Na swojej drodze spotyka on barwne postacie takie jak Król i Królowa, Diabeł i Sztukmistrz, czy Anioł, pytaniem pozostaje czy mu pomagają czy przeszkadzają. Fabuła staje się okazją do rozmyślania nad problemami świata zarówno tymi wiecznymi jak i nowszymi. Przedstawienie rozpoczyna się monologiem Hora w wykonaniu Jerzego Treli, spektakl jest poświęcony pamięci tego aktora. Aby zacząć szukać kim jest Hor należy zapoznać się z historią przedstawioną w prozie i w spektaklu.
Budowa sceny teatru stu różni się od tych typowych. Pierwsze wrażenie jakie o niej miałam to, to że jest mała. Oprócz tego z trzech stron otoczona widownią. Taka przestrzeń sprawia, że aktorzy są blisko publiczności. W wielu momentach spektaklu wchodzą z widzami w relację między innymi przez zadawanie pytań i demonstrację przedmiotów. Scenografia opiera się na działaniu światłem, opadającą podłogą i efektami. Uważam, że stworzone przez Katarzynę Wójtowicz dekoracje świetnie sprawdzają się w tworzeniu pożądanego nastroju. Szczególnie moją uwagę przyciągnęły sztuczki z użyciem ognia.
Kostiumy w spektaklu są moim zdaniem dopracowane i dobrze oddają to kim są postacie i jak je odbieramy. Ciekawe było również użycie elementów jakie znamy z codziennego życia takich jak mundur wojskowy albo suknia ślubna, które ze względu na ogólny nastrój również nabierają aury senności.
W spektaklu nie pojawia się wiele postaci jednak są one bardzo wyraziste. Jest to zasługa kreacji aktorów, Na pierwszy plan wychodzą tu dramatyczne sceny Starej Królowej granej przez Beatę Rybacką. Jest to dla mnie portret przejmujący, mimo że postać na początku wydała mi się całkowicie antypatyczna. Pewną równowagę wprowadza postać Starego Króla(Andrzej Róg), który wyróżnia się spokojem i bijącą od siebie empatią. Myślę, że największe zainteresowanie widzów wywołały postacie Diabła i Sztukmistrz, w których wcielili się kolejno Michał Barczak i Marcin Zacharzewski. Można prowadzić, że scena stawała się im podległa gdy się pojawiali. Szczególnie wyraziste było pierwsza obecność Diabła, w której razem z widzami w komediowy sposób rozpoczyna przedstawienie. Jednakże moją faworytką stała się Panna Młoda grana przez Martynę Solską. Portretując tę postać wychodzi bardzo naturalnie i wiarygodnie.
W czasie trwania spektaklu na ekranach pojawiały się obrazy związane z historią chrześcijaństwa oraz relacje z aktualnych katastrof na świecie. Zastosowanie tej technologii osadza spektakl w naszych realiach i skłania do szerszego odbioru.
Spektakl pozostawił mnie z dosyć mieszanymi uczuciami. Do tej pory nie mogę określić jednoznacznie co myślę na jego temat. Natomiast jestem pewna, że stanowi dobry powód do dyskusji. Zarówno na tematy artystyczne jak i polityczno-społeczne.