Weekend w Monopolis należał zdecydowanie do kobiet
3. Festiwal Sztuki Aktorskiej Teatropolis - Łódź: 21-27 marca 2025 r.W drugim dniu konkursu widzowie obejrzeli dwa kolejne kobiece monodramy- "Clean Girl" zgłoszony do konkursu przez Ewę Platt oraz Simona K. wołająca na puszczy zgłoszony przez Małgorzatę Rapacz.
Pierwsza niedzielna propozycja to "Clean Girl". Dyrektor Artystyczny festiwalu Andrzej Seweryn ostrzegał, że grzecznie nie będzie. I wybrzmiał głos młodych, niepokornych twórczyń, a może właśnie bardzo pokornych wobec przeszłości, niedojrzałości nastoletnich zachowań, bezwarunkowych poszukiwań akceptacji. Spektakl oparty na pamiętnikach z okresu dorastania Zuzanny Radek oraz muzycznych i dramatycznych improwizacjach stanowiących komentarz do wątków biograficznych jest brutalnie szczery, a psychiczny i emocjonalny ekshibicjonizm poraża widza naturalistyczną konwencją. Wybebeszane na scenę doznania, myśli, słowotok wulgaryzmów półnagiej dziewczyny składają się na obraz smutny, pesymistyczny, odarty z uroku, świeżej, młodzieńczej, radosnej egzaltacji. Nie każdy udźwignął to osobliwe sceniczne wyznanie i zdarzyło się opuszczenie widowni przez widza. Oczywiście dla niektórych może to brzmieć jak zachęta. Czyli szokujące, czyli mocne! Teatr najczęściej o czymś opowiada, a przynajmniej dotyka czegoś ważnego, istotnego dla nas. Co chciały przekazać twórczynie Zuzanna Radek i Ewa Platt? Chciały się rozliczyć z przeszłością, pożałować, pożalić, oczyścić? Nic takiego. Po prostu chciały przekazać, że tak bywa, że tak się dzieje, że to możliwe i że było, ale się skończyło. Taki dokument z życia nastolatek okraszony muzyką i paroma zdjęciami z przeszłości pokazującymi twarz aktorki. Jaką? Smutną, cierpiącą, pod wpływem, bez wpływu, chorą, zdrową? Nie wiemy. Za to widzimy kolejne cierpienia Wandy- alter ego Zuzanny, bo w scenariuszu nie posługuje się imieniem własnym. Oglądamy ją, jak myje się w misce z wodą, ochlapuje, zmywa co? Poczucie winy, brud życia, niechciane wspomnienia, powracające złe myśli? Nie wiemy nic na pewno. Z niepokojem obserwujemy mnożące się pułapki czyhające na młodziutką, zagubioną dziewczynę. Subtelna uroda Zuzanny Radek, cichy i spokojny głos są w kontrze do wypowiadanych treści, gryzą się z tą pączkująca sensualnością i seksualnością młodziutkiego człowieka. Ta podkręcana adolescencja, ponaglana inicjacja wpływają na neurotyczną osobowość bohaterki. Niepokoje pokwitania i odkrywania własnej seksualności w mrokach anonimowego, ordynarnego internetu eskalują do stanów depresyjnych, nerwicy natręctw, kompulsywnego objadania się. Scenariusz duetu Radek-Platt niesie krzyczące komunikaty pokolenia „płatków śniegu". Skupia ból niepokoju, braku akceptacji, nietrafionych relacji, zwykłego strachu, braku miłości, które zapewne autorki kreacji scenicznej Wandy wyraziły tym w sumie przejmująco tragicznym manifestem. Opowiedziały odważnie, niektórzy stwierdzą zbyt odważnie o rozedrganym emocjonalnie młodym człowieku, który w obliczu strachu przed odrzuceniem nakłada maski: wulgarności, nonszalancji, arogancji, co wreszcie okupuje autodestrukcją zdrowia psychicznego. Ile ostatecznie Zuzanny czy Ewy jest w Wandzie nie musimy wiedzieć tak naprawdę. Dobrze, że dzięki tym młodym twórczyniom zaczynamy sobie zdawać sprawę z tego, jak różni są ludzie, jak delikatni, wrażliwi, nieodporni i poszukujący. Aktorka i reżyserka są mocno w zgodzie z własną twórczością, nie moralizują, nie przestrzegają, nie kajają się. Zamykają sprawę dorastania i jego pokrętnych ścieżek tym monodramem i nie chcą, by to nazywać katharsis. Ale otwierają innych na szczerość, na wyznanie nawet przed samym sobą, że człowiek błądzi, zbacza z drogi, kusi los, prowokuje i panicznie boi się samotności. Odrzucając wstyd i skruchę, rezygnując z intymności, dają sobie prawo do trudnych przeżyć, ale koszt takiej emocjonalnej strategii niestety odczują. Fantasmagorie Wandy o prawdziwej bezwarunkowej miłości, mężczyźnie idealnym, świadczą o tęsknocie za czułym, opiekuńczym i szczerym partnerem, który kocha i wspiera, jest zawsze obok.
I tego życzmy Wandzie i wszystkim, którzy kiedyś rozpadali się na kawałki w pogoni za sensem wszystkiego. Ten spektakl to okruchy lodu sypnięte do oczu widza. Jątrzą jak lodowate kryształki w sercu Kaja z baśni o Królowej Śniegu. Oby ta okrutna baśń ze sceny pomogła stopić lód w międzypokoleniowym niezrozumieniu i wyciąganiu zbyt pochopnych wniosków. Może czasem warto zostać do końca...
Tymczasem Simona K. ratuje puszczę, a samotność znosi lepiej niż Wanda.
Simona K. wołająca na puszczy- tekst: Piotr Rowicki-reżyseria:Anna Gryszkówna-kostium: Anna Maria Karczmarska, koordynacja: Małgorzata Rapacz, producent: Big Book Cafe&Festival
Przyodziana w kalosze Agnieszka Przepiórska w zawadiackim stylu przybliża widzom kontrowersyjną sylwetkę Simony Kossak. Z tych...Kossaków rzecz jasna. Scenariusz powstał w oparciu o książkę „Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak" autorstwa Anny Kamińskiej, Wydawnictwo Literackie w Krakowie.
Agnieszka Przepiórska ma naprawdę elektryzujące spojrzenie. Jej oczy zdradzają pasję i determinację Simony, która miała odwagę żyć na swoich warunkach, a właściwie na prawach puszczy. Przez ponad 30 lat mieszkała w leśniczówce Dziedzinka w Puszczy Białowieskiej. Od początku była niepokorna. Miała być chłopcem, jednak została wydana na świat jako dziewczynka. Już druga niestety ku niezadowoleniu rodziców. Trudne i skomplikowane relacje z matką, ojcem i starszą siostrą Agnieszka Przepiórska przybliża z dużym poczuciem humoru i dystansem. Jest wirtuozem monodramu. Nie tylko opowiada historię, ale jest także elastyczna w interakcji z widzami, aranżuje szybkie zmiany dekoracji kreatywnie korzystając z faktu istnienia roślin doniczkowych. Puszcza istnieje! Resztę leśnej scenerii dopełnia światło i możemy spacerować i po Krakowie, i po lesie.
Simona była naukowcem-profesorem nauk leśnych, walczyła o ochronę przyrody. Kochała dzikie zwierzęta, które pomieszkiwały u niej w leśniczówce. Była kobietą bezkompromisową, bojowniczką o prawa bezbronnej puszczy, przeciwniczką polowań i okrutnych metod badawczych. Szorstka i niewymagająca luksusów, pozbawiona spadku, wychowana w chłodzie uczuć, łaknęła jednak miłości i spokoju w swym domostwie. Wolała towarzystwo zwierząt niż ludzi. Zraniona przez upokarzającą intrygę siostry, porzuciła wreszcie Kraków i nadętą legendę własnej rodziny. Monodram jest bardzo zgrabnie skonstruowany. Zabawny, wartki, wciągający. Gdzie trzeba- nastrojowy i trzymający w napięciu. Aktorka utrzymuje wciąż uwagę widza, a losy Simony śledzimy z zapartym tchem. Nie brak też w sztuce wyczuwalnego sprzeciwu wobec aroganckiej postawy dominacji człowieka nad przyrodą. Jest też miejsce na czułość, miłość i zespolenie z naturą. Agnieszka Przepiórska, chociaż sama na scenie, to mam wrażenie, że widzę jej narzekającą, dystyngowaną matkę, czy przechadzającego się po Krakowskich Błoniach ojca -Jerzego Kossaka. Simona-wnuczka Wojciecha Kossaka, prawnuczka Juliusza nie została ani malarką, ani poetką czy pisarką jak jej słynne ciotki Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, czy Magdalena Samozwaniec. Artystyczne korzenie nie umocowały Simony w sztuce, ale ukorzeniły w Puszczy Białowieskiej. Tam, u boku partnera Lecha Wilczka budowała bezkompromisowo i konsekwentnie swój własny prywatny i zawodowy świat. Wspaniale, że twórcy spektaklu z charyzmatyczną Agnieszką Przepiórską na czele, wskrzesili ducha walki o piękną, dziką przyrodę, o jakiej marzyła nieustraszona Simona.
Dwa odmienne światy bohaterek tego teatralnego dnia połączył i pogodził mistrz mediacji Szczepan z serii Listy do M., Ojciec Święty i Fryderyk (nawiązując do artystycznych koligacji Simony) – wspaniały festiwalowy gość Piotr Adamczyk.
__
Scena Monopolis - 21-27 marca 2025 - Łódź - Dyrektor artystyczny:
Andrzej Seweryn - Organizator: Monopolis - Współorganizator: Fundacja Kultury i Sztuki „Taki jestem"