De profundis - kumulacja emocji

Jest w Polsce takie miejsce, w który czuje się, jakby się weszło do amerykańskiego kanionu. Nigdy nie byłam w Ameryce, ale tak to sobie wyobrażam. Gwoli formalności: jest się na jego dnie. NOSPR katowicki ze swoją monumentalną konstrukcją dokładnie tak się kojarzy. Jak jakaś Narnia. Niezwykła, baśniowa, wielka kraina z muzycznym wypełnieniem. Na dnie tego miejsca jest scena. Dźwięki z niej rozchodzą się równomiernie po ścianach tego „kanionu". Miałam niezwykłą przyjemność odwiedzić to miejsce przy okazji premiery spektaklu muzycznego „De Profundis" w reżyserii Andrzeja Chyry.

Nieformalnie można wyróżnić w tym spektaklu 3 części (tak jak 3 utwory, które wybrzmiewają): wprowadzenie, eskalację i wyciszenie. Na początku słyszymy fortepian – grę, oddechy pianistki (Aleksandra Płaczek) oraz różne emocjonalne dźwięki, które wydobywają się z jej ust. W pewnym momencie artystka zaczyna mówić – tekst jest po angielsku, wyświetlane są napisy. To rzecz m.in. o cierpieniu, stracie oraz... pobycie w więzieniu.

Druga część: narrację przejmuje Andrzej Chyra, który recytuje angielski tekst. Znikają napisy po polsku, jest wizualizacja: na niej on jako bohater idzie wolnym krokiem przez miasto, osiedle, a wokół niego wszystko się cofa – można zauważyć, samochody jadą do tyłu.

Wraca do źródła, jego słowa są nasączone emocjami, do tego przejmująca muzyka w wykonaniu Spółdzielni Muzycznej Contemporary Ensemble. Narasta, emocje kumulują się. Ta część mówi o odpowiedzialności za jakiś proces, uwikłaniu w codzienność, w społeczeństwo.

Na ekranie widać pół księżyca, zbliżenia twarzy aktora. Obrazy nakładają się na siebie. Przypominają się słowa Marka Twaina: "Człowiek jest jak Księżyc. Ma swoją drugą stronę, której nie pokazuje nikomu". Na koniec wyciszenie: muzyka jest wyraźnie delikatniejsza, na ekranie pokazuje się słońce w pochmurny dzień, które na zbliżeniu wygląda jak źrenica oka. Najjaśniejszy punkt, który jednocześnie hipnotyzuje i oślepia. Do tego jest wokaliza Chyry, w której można usłyszeć słowo „God", czyli „Bóg".

Ogólnie jest eksperymentalnie. Mam wrażenie, że jest trochę prztyczek w nos Ślązakom, którzy też mają swój język i np. w "Piątej stronie świata" w reż. Roberta Talarczyka (Teatr Śląski, prem. 16.02.2013 r.) wyświetlają napisy, które pomagają w zrozumieniu śląskiego języka. W innym wypadku widz musiałby – jak w „De Profundis" – domyślać się niektórych rzeczy z kontekstu. Co się stanie, jeśli nie będzie można zrozumieć słów?

Dusza mówi unikalnym, niezrozumiałym w gruncie rzeczy dla nikogo językiem – można jej komunikat przekazać innym kodem: muzyką, napisami (słowami, które tłumaczą), głosem (dźwiękami, które nie muszą układać się w słowa), obrazem. Inna rzecz jest taka, że każda forma wyrazu może spotkać się z pewnymi oczekiwaniami, dotyczącymi jego klarowności. Odbiorca koncertów NOSPR często pewnie nie chce spróbować zrozumieć metafory. Tutaj jednak koncert-spektakl z muzyką Fredericka Rzewskiego tego wymaga – to niezwykle aktualne, przejmująca rzecz, obejmująca trzy utwory: „De Profundis" (do listów osadzonego w więzieniu za homoseksualizm Oskara Wilde'a), „Coming Together" oraz „Attica".

„De Profundis" jest o cierpieniu w więzieniu. Jednak wydaje się, że jest to cierpienie indywidualne, wewnątrz jednostki. Na wizualizacjach, wyświetlanych nad sceną, nie ma innych ludzi. Jest tylko jeden mężczyzna, wędrujący po wielkim, nieskończonym wręcz świecie: niezależnie od tego, czy znajduje się w mieście czy w naturze. Wywołuje to wrażenie absolutnej samotności bohatera. Ciało/ istnienie człowieka jest więzieniem dla niego samego. Mówi o grotesce. O tym, że człowiek jest śmieszny, jego istnienie jest absurdem. Może spróbować w jakiś sposób to przekazać, ryzykując jednak, że spotka się z niezrozumieniem: niezależnie od formy przekazu.

Reżyser Andrzej Chyra postawił na eksperyment i niestandardowość. To sprawiło, że sporo osób w czasie występu wyszło. Prawdopodobnie spodziewali się muzycznej klasyki lub monodramu (słyszałam takie głosy). Forma ich jednak przerosła. W tekście jest mowa o własnych granicach. O tym, że ich nie przeskoczymy, choć możemy, jeśli chcemy. Ostatecznie jednak "wszystko jest takie, jakie jest". Ale nie możemy oczekiwać, że zawsze będzie stałe i przewidywalne.

W tekście jest także mowa o artyście. Artysta to ten, który cierpi. Nie możemy wciąż słuchać pięknych wykonań Bacha itp. W ten sposób nie pójdziemy do przodu, a budynek NOSPR będzie po prostu kolejną nowoczesną salą koncertową, a nie miejscem, które nie boi się iść z duchem czasu nie tylko architektonicznie. Okazało się, że dla konserwatywnej części widowni to było za dużo. Natomiast ta, która została: zafundowała artystom owacje na stojąco.

Jak człowiek złamany może się komunikować ze światem? W jaki sposób może przekazać to, co przeżył? W każdej osobie kumuluje się jej przeszłość, która wychodzi w postaci wspomnień. Można je wyartykułować na różne sposoby. Jak oglądamy spektakl w obcym języku, którego nie rozumiemy, sens wyczytujemy z tembru głosu, mimiki itp. Wiele rzeczy można przekazać pozawerbalnie. „De Profundis" w reżyserii Andrzeja Chyry to komunikat artysty, człowieka wewnętrznie wolnego, który wciąż ściera się z ograniczeniami: kulturowymi, społecznymi, fizycznymi. Wielkie brawa za odwagę w łamaniu schematów nie tylko dla reżysera, ale też całej Spółdzielni Muzyczne Contemporary Ensemble w składzie: Aleksandra Płaczek – fortepian, głos, Małgorzata Mikulska – flet, Tomasz Sowa – klarnet basowy, Krzysztof Guńka – saksofon barytonowy, Barbara Mglej – skrzypce, Paulina Woś – skrzypce, Jakub Gucik – wiolonczela, Aleksander Wnuk – instrumenty perkusyjne, Emilia Stefańska – elektronika, organy.

Był to dopiero pokaz premierowy: jeśli będzie nadal grany, polecam serdecznie udać się i samemu doświadczyć tego niezwykłego spektaklu muzycznego, mierząc się z jego nieoczywistą formą!
__

Wykonawcy
Andrzej Chyra – recytacja, gra aktorska, reżyseria
Spółdzielnia Muzyczna Contemporary Ensemble:
Aleksandra Płaczek – fortepian, głos
Małgorzata Mikulska – flet
Tomasz Sowa – klarnet basowy
Krzysztof Guńka – saksofon barytonowy
Barbara Mglej – skrzypce
Paulina Woś – skrzypce
Jakub Gucik – wiolonczela
Aleksander Wnuk – instrumenty perkusyjne
Emilia Stefańska – elektronika, organy



Joanna Marcinkowska
Dziennik Teatralny Zielona Góra
14 marca 2025
Portrety
Andrzej Chyra