Kombinat pracuje

Nie da się nie zauważyć, że Och i Polonia to dziś inne teatry niż te, które Janda zakładała kilka lat temu. O ich dzisiejszym kształcie zdecydowały - tak sądzę - w mniejszym stopniu względy czysto artystyczne, w większym - zapotrzebowanie publiczności - pisze Jacek Wakar w tygodniku Wprost.

Latem teatry Krystyny Jandy - Polonia i Och - nawet na moment nie zwalniają tempa. To już inne sceny, niż kiedy zaczynały działać, i wciąż się zmieniają. Policzyłem: w lipcu i sierpniu na scenach warszawskiej Polonii, Och-Teatru oraz w plenerze pod ich auspicjami odbędzie się około 180 spektakli. Polonia i Och mają w repertuarach po kilkanaście tytułów. Do tego koncerty i liczne wyjazdy. Krystyna Janda notowała niedawno na swoim blogu, że jednego dnia (14.07) jej fundacja zagrała w sumie sześć przedstawień dla około półtora tysiąca ludzi. Nie mają racji ci, którzyjej teatry zbywają pogardliwie - bo prywatne, w dodatku czasem korzystające z publicznych pieniędzy. Patrzę z szacunkiem na poczynania szefowej Polonii i Och. Janda stworzyła kombinat, który musi zapracować na swoje istnienie - stąd maratony, każdego miesiąca nowe tytuły i ukłony dla szerokiej publiczności. 

Nie da się nie zauważyć, że Och i Polonia to dziś inne teatry niż te, które Janda zakładała kilka lat temu. O ich dzisiejszym kształcie zdecydowały - tak sądzę - w mniejszym stopniu względy czysto artystyczne, w większym - zapotrzebowanie publiczności. Och został zaprojektowany jako scena bardziej od Polonii progresywna, niepokorna.

Spektaklem w pełni realizującym tę obietnicę była choćby znakomita "Koza" Albeego, wszystkich zadowoliła też - wciąż obecna na afiszu - nowa wersja "Białej bluzki". A dziś? W "Mayday" - farsie fars - Janda obsadziła młody zespół aktorski, dając spektaklowi wyjątkową energię. Takiej siły zabrakło jednak wyreżyserowanym przez nią "Pocztówkom z Europy" McKeevera, które nie mogą zdecydować się, czym chcą być: lekką komedią czy dramatem obyczajowym z pretensjami. Energii brakuje najnowszej premierze Och, czyli "Trzeba zabić starszą panią". Pomysł świetny - ożywić historię z klasycznego filmu z Alekiem Guinessem, przypomnianą przez braci Coenów, obsadzając w tytułowej roli Barbarę Krafftównę. Kłopot w tym, że spektakl w inscenizacji Cezarego Żaka nie ma wystarczającego tempa, a Krafftówna gra to, co grała już dziesiątki razy.

Zatem jeśli któryś z teatrów Jandy jest dziś progresywny, to Polonia. Ona sama wystawiła tam sympatyczny "Seks dla opornych" [na zdjęciu] (rzadka okazja, aby zobaczyć w Warszawie Dorotę Kolak i Mirosława Bakę). Magda Umer poważyła się na "Pod Mocnym Aniołem" Pilcha (choć to, co powstało, łatwiej nazwać słuchowiskiem niż przedstawieniem teatralnym). A najmocniejszym punktem sezonu jest w Polonii "Zbrodnia z premedytacją" Gombrowicza, przygotowana przez Izabelę Cywińską, szczególnie zaś rola Wojciecha Malajkata - od niej w tym przedstawieniu zależy dokładnie wszystko. Malajkat jako sędzia śledczy prowadzący absurdalne śledztwo w sprawie morderstwa, którego nie było, jest groteskowy i groźny, cyniczny i niezdarny. Niezwykle drobiazgowa, wręcz koronkowa robota wspaniałego aktora przypomina jego kreacje w teatrze Jerzego Grzegorzewskiego.

Och i Polonia nie składają broni. Ich kształt wyznacza dziś w dużym stopniu publiczność. Latem aktorzy tych dwóch scen grają na warszawskim placu Konstytucji. A jednak - na przekór wszystkim racjonalnym powodom - zachęcałbym Krystynę Jandę do większego szaleństwa. Ach, jakbym chciał zobaczyć jeszcze u niej taką "Kozę" albo "Ucho, gardło, nóż"!



Jacek Wakar
Polskie Radio
21 sierpnia 2012