Król błazen, czyli zawartość Szekspira w Szekspirze

Pełne i wierne przedstawienie pięcioaktowego "Króla Leara" zajmuje ok. czterech godzin. Litewskiemu reżyserowi, Cezarisowi Grauzinisowi, wystarczyło ok. 95 minut, by wypowiedzieć swoją opinię na temat dziejów Leara, maksymalnie rezygnując ze wszystkiego, co nadaje tej tragedii cechy wyjątkowe. Zabieg bez wątpienia odważny i udany. W rezultacie otrzymaliśmy spektakl poprawny technicznie, ale ostatecznie nudny, staroświecki i niekomunikatywny

Graužinis, dyrektor teatru w Helsinkach i szef wileńskiej Cezaris Group, wraz z dwójką innych Litwinów: Marijusem Jacovskisem (scenografia) i Martynasem Bialobżeskisem (muzyka), podszedł do pierwowzoru dramatycznego bez sentymentów: tekst przepuścił przez maszynkę do mielenia, dodając ambientową prawie muzykę i równie minimalistyczną scenografię. Na scenie kilka kolumn, między dwoma luksfery, mało rekwizytów (głównie wiadra), kilka świeczników zwisających z sufitu, fotele w głębi wzbogacają przestrzeń sceniczną o dodatkowy plan. Na tym tle rozgrywa sie opowieść, w której główną postacią jest nie tytułowy Lear, lecz Błazen, który snuje opowieść, komentuje, wieszczy.

Dla widza przygotowanego, świetnie pamiętającego pierwowzór, spektatkl ujawnia dodatkowy, metatekstowy i metateatralny poziom odbioru. Graužinis odważnie operuje ogromnymi skrótami, tworzy nowe relacje między postaciami, zupełnie inaczej rozkłada akcenty. Król Lear wraz ze swoją tragedią ustępuje miejsca intrygom Edmunda, ponadczasowa tragedia ojca jest co najwyżej równoległą do pozostałych. Ze względów poznawczych przedsięwzięcie może ciekawić i trafić do swoich odbiorców, lecz dla większości, szczególnie tych, którzy niekoniecznie przeczytali arcydramat tuż przed spotkaniem z propozycją litewskiego reżysera, jest to spotkanie z nudą. Niestety, nie jest to nuda metafizyczna.

Czytaj dalej



Piotr Wyszomirski
Gazeta Świetojanska1
2 sierpnia 2010
Spektakle
Król Lear