Mimowie, akrobaci i klauni na ulicach Jeleniej Góry
Przy skandalicznie skromnym budżecie najbardziej rozpoznawalna impreza Jeleniej Góry, XXXIX Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ulicznych po raz kolejny pokazał, że magia teatru wydarza się niezależnie od prestiżu sceny i finansowych dotacji. W sobotę (16.07) i niedzielę (17.07) na widzów czekało wiele wrażeń z udziałem festiwalowych artystów: Teatru HoM, klauna Tobiego, V.O.S.A., Lwowskiego Teatru Woskresinnia, Krzysztofa Kostery, Teatru Czerwona Walizka, grupy tancerzy ognia i światła Irrbloss oraz Teatru Klinika Lalek.Prezentowane spektakle były przeznaczone dla każdego: młodego i dorosłego widza, bez względu na wiek. Ponadto dobrano je tak, aby nie było bariery językowej w odbiorze. Wystąpili kuglarze, mimowie, akrobaci, clowni, muzycy i aktorzy.
Dziecięca publiczność owacjami i zachwytem w oczach przyjęła ekscentryczny pokaz pt. „Tobi Show" w wykonaniu clowna Tobiego, czyli Tobiasza Cichońskiego z Cichego Teatru w Karpaczu. Zabawna interaktywna forma składała się z serii interesujących etiud. Poczynając od żonglerki piłkami, maczugami, aż do mrożącej krew w żyłach próby z nożami. Teatr HoM, założony w 2014 w Tychach z inicjatywy Katarzyny Kabus i Jakuba Kabusa, pokazał dwa różne spektakle. Po południu wystawił opowiedziane techniką klasycznej pantomimy „Ukryte", inspirowane twórczością Tima Burtona, o bajkowym świecie emocji wyczarowanym z marzeń i snów małego chłopca. A późnym sobotnim wieczorem zaprezentował „Don Kichota" wg powieści Miguela de Cervantesa. To było niezwykłe monumentalne widowisko plenerowe oparte na klasycznych technikach teatru ulicznego z muzyką na żywo w wykonaniu Michała Czachowskiego, jednego z najbardziej rozpoznawanych i utytułowanych krajowych gitarzystów flamenco, i saksofonisty – Michała Sosny.
Byli więc szczudlarze, gigantyczne machiny, ogień i interakcja z widzem. Z kolei entuzjastycznie przyjęta przez widzów czeska grupa teatralna V.O.S.A. z Pragi (Nikol Šneiderová, Jonáš Janků) za pomocą gigantycznego koła przedstawiła uliczne widowisko pełne humoru, akrobacji i tańca pt. „C'est la... Wheel!" (reż. Štěpán Benyovszky); piękną, momentami zabawną i wzruszającą opowieść o pewnej letniej miłości, która zaczęła się jak na huśtawce, aż w końcu poleciała wysoko w chmury. A wieczorem artyści Lwowskiego Akademickiego Teatru Voskresinnia wystawili nastrojową i poetycką „Suitę dla dwojga". Był to niezwykły bal z tancerzami w barwnych kostiumach na szczudłach.
W niedzielnym repertuarze znalazł się pokaz sztuki cyrkowej Krzysztofa Kostery, absolwenta Państwowej Szkoły Sztuki Cyrkowej w Julinku, który nie bez przyczyny odbył się pod nazwą „Niebezpieczne rzeczy". Do elementów show należało rzucanie niebezpiecznymi, ostrymi narzędziami (maczety, siekiery) czy żonglowanie na drabinie ekwilibrystycznej plus układ choreograficzny z wykorzystaniem monocykla–żyrafy. Publiczność z emocjami i uwagą obserwowała każdy ruch cyrkowca.
Teatr Czerwona Walizka z Rafałem Biesiadą, czyli klaunem Rufim Rafim na czele, który już wielokrotnie robił zamieszanie w przestrzeni publicznej w trakcie jeleniogórskiego festiwalu, pokazał spektakl familijny „Historie rodzinne", uliczne show pełne gagów z elementami teatru przedmiotu, cyrku, slapsticku i improwizacji oraz muzyki na żywo. Na wysokości zadania stanęła też świetna grupa tancerzy ognia i światła Irrbloss z Kamiennej Góry z programem „no.id".
Trzeci dzień 39. Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Ulicznych zakończyło widowisko „Kosmiczna podróż Guliwera" Teatru Klinika Lalek z Wolimierza. Reżyser Wiktor Krzysztof Wiktorczyk tym razem postawił na własną interpretację powieściowej klasyki, biorąc na warsztat słynne „Podróże Guliwera" Jonathana Swifta. Pełna ironii satyra z wątkami fantastycznymi stała się punktem wyjścia do stworzenia uniwersalnej opowieści. Kiedy Guliwer zamustrował się na statek nic nie zapowiadało tak dziwnego rozwoju sytuacji. Tymczasem w jednostkę uderzyło i zatopiło ją, wielkie Kosmiczne Jajo – przesłanie dla ludzkości. Guliwer uratował się, wyrzucony przez morze na brzeg Krainy Liliputów, ciągle zwaśnionych i toczących między sobą liczne wojny. Jajo znalazło się tam również, ale szybko okazało się, że tylko Guliwer może ponownie umieścić je na niebie wśród gwiazd, inaczej przepowiednia o nadchodzącej erze miłości i wzajemnego szacunku nie spełni się. Wartka akcja sprawiła, że spektakl z zainteresowaniem śledzili i młodsi, i starsi widzowie, zaś jego kolejnym atutem była świetna muzyka autorstwa znanego jazzmana i sidemana Włodzimierza Kiniorskiego, stałego współpracownika Kliniki Lalek.
Trudno też było nie dostrzec głównego bohatera, bowiem Guliwer liczy dobre 4 metry wzrostu, znajduje się na 9–metrowym wysięgniku, a animował go aż ośmioosobowy zespół. Cała historia kończy się więc szczęśliwie, w rytm przeboju „Aquarius" z musicalu „Hair" i z przesłaniem, że wraz z nową epoką astrologiczną, Erą Wodnika, nadchodzi czas pokoju i miłości.
Merwan Merwan
portalik24.pl
19 lipca 2022