Okrutnie dziwna baśń, którą gdzieś już widziałam (spojler alert)
Wychowałam się na serii książek o Harry'm Potterze. Jednak pierwszą opowieścią o magicznej szkole, z jaką się spotkałam, była sfilmowana przez Krzysztofa Gradowskiego w latach 80. „Akademia Pana Kleksa". Zarówno świat wykreowany przez Jana Brzechwę (w „Akademii..."), jak i Joanne K. Rowling (seria „Harry Potter i...") zupełnie mnie zachwycił. Z pewną dozą sceptycyzmu wybrałam się na współczesną wersję „Akademii Pana Kleksa" w reż. Macieja Kawulskiego. Było to niezwykle dziwne przeżycie...Na początku filmu widzimy napis informujący o tym, że film powstał „na motywach" powieści Jana Brzechwy – i to jest pewne wytłumaczenie. Oczywiście: nie można oczekiwać od twórcy, że powtórzy starą opowieść. Właśnie na tym polega remake, czyli przeróbka – otrzymujemy współczesną wersję opowieści. Oglądając film Kawulskiego, miałam wrażenie, że była ona inspirowana różnymi filmami dla dzieci i młodzieży: można było wręcz zauważyć w niej wizualne cytaty. Pragnę podkreślić jedną rzecz: nie chcę powiedzieć, że jest to złe, ale dla mnie świadczyło to trochę o braku pomysłu na film (choć może był to właśnie ukłon w stronę starszych widzów?).
„Akademia Pana Kleksa" z 2023 roku wyróżnia się stroną wizualną. Przy dzisiejszych możliwościach produkcyjnych została zrobiona z właściwym współczesnemu kinu rozmachem. Kaja Rogacz i Agnieszka Osipa stworzyły fantastyczne kostiumy, które oddawały charakter postaci (jak niezwykle kolorowe płaszcze tytułowego bohatera), ale też zachwycały pomysłowością (jak kostiumy Wilkusów). Scenografia (autorstwa Darii Dwornik) sprawiła natomiast, że zamek miał rys Hogwartu – Szkoły Magii i Czarodziejstwa, opisanej przez Rowling. Dzieci poruszały się tu po labiryncie komnat, które mieniły się ciepłymi kolorami i tworzyły labirynt komnat, w których było mnóstwo różnych przedmiotów i ukrytych przejść. Samo pokazanie Akademii, jeśli chodzi o ujęcia z lotu ptaka, również przypominało kadry z filmów o Harry'm Potterze.
Niebo w sali, w której Pan Kleks (Tomasz Kot) wita uczniów pod wpływem czarów zmienia się jak sklepienie w Wielkiej Sali Hogwartu: można wykreować na nim dowolną pogodę czy inny efekt. Sam Pan Kleks natomiast wchodzi do swojego pokoju przez wejście, ukryte w ścianie: tak, jak wchodził do swojego gabinetu Albus Dumbledore (dyrektor Hogwartu, w którego rolę w filmach wcielili się Richard Harris oraz Michael Gambon). Jak już znajdzie się w środku, inna osoba nie ma szans się tam znaleźć, ponieważ trzeba znać nie tylko sposób otwarcia, ale w ogóle znalezienia drzwi.
Tytułowa postać pełni tu funkcję kogoś w rodzaju dyrektora Akademii, ponieważ u Kawulskiego poza Panem Kleksem są także inni nauczyciele, ale on jest najważniejszy. W filmie z 1983 roku Kleks jest jedynym nauczycielem, z którym uczniowie mają lekcje. Natomiast w tamtej wersji mogli to być tylko chłopcy. Kawulski wykreował w swojej wersji (na podstawie scenariusza, stworzonego przez Krzysztofa Gurecznego i Agnieszkę Kruk) szkołę koedukacyjną, a dodatkowo – międzynarodową. Mateusz (Sebastian Stankiewicz) jest w tej opowieści człowiekiem, który nie do końca może opuścić swoją ptasią formę, będącą jego przekleństwem, ale też błogosławieństwem, ponieważ dzięki temu zaprasza do Akademii dzieci z różnych krajów. Mateusz przypomina też trochę Feniksa Fawkes'a, urzędującego w gabinecie Dumbledore'a: jest jego przyjacielem i powiernikiem. Dodatkowo największej tajemnicy w tej wersji opowieści, podobnie jak w „Harry'm Potterze i kamieniu filozoficznym" (reż. Chris Columbus) strzeże... groźny pies (choć w historii małego czarodzieja jest to Cerber).
Sama opowieść skupia się na dzieciach jako tych mądrzejszych i rozsądniejszych od dorosłych. Ada Niezgódka (Antonina Litwiniak) początkowo wydaje się dodatkowo być mugolką (istotą niemagiczną – termin z powieści Rowling), urodzoną w rodzinie czarodziejów (jej rodzice). Dzięki pobytowi w Akademii odkrywa jednak swoją moc. Sprawczość dziewczynki w ogóle została tu wyniesiona bardzo wysoko, jej zachowanie i wypowiedzi trącą też nieco patosem. Adaś Niezgódka (Sławomir Wronka) w pierwszej wersji filmowej był niezależny i bystry, ale nie do tego stopnia. Tomasz Kot w roli Ambrożego Kleksa jest natomiast u Kawulskiego naiwnym „kolorowym ptakiem": żyjącym w swoim świecie lekkoduchem, który niezbyt nadaje się na autorytet. Nie brak mu mądrości życiowej, jednak nie ma ugruntowanej pozycji nauczyciela i mentora, jaką stworzył w tej roli Piotr Fronczewski w filmie Krzysztofa Gradowskiego.
„Akademia..." z lat 80. była zrobiona w bardzo jasnych kolorach. Mieściła się w klasycznym budynku, z białymi ścianami, a praktycznie cała akcja filmu działa się za dnia, przy ładnej pogodzie. Klimat filmu był pozytywny i przyjazny. Zmiany nastroju sugerowała muzyka, która zmieniała się, kiedy oglądaliśmy gabinet Golarza Filipa (Leon Niemczyk). Współczesna wersja opowieści o Panu Kleksie i jego uczniach mieni się kolorami i przypomina klimatem wnętrza Hogwartu – dostojne, zaskakujące oraz mroczne, skrywające tajemnice. Tutaj jednak walka dobra ze złem jest podstawą historii. O wiele mniej mamy ujęć samej nauki, widzimy natomiast jak przywódczyni Wilkusów (rewelacyjna Danuta Stenka) zbiera swoją armię niczym Voldemort zwołuje Śmierciożerców (w powieściach Rowling). Same ujęcia stojących w rzędach z pochodniami i szykujących się do walki Wilkusów kojarzą się z armią hien, które zwoływał Skaza w animowanej bajce „Król lew" z 1994 roku w reż. Roba Minkoffa i Rogera Allersa. Sam końcowy pojedynek na dziedzińcu Akademii przypomina ostateczną walkę Simby ze Skazą, będącą finałem tej bajki. Dodatkowo, mały wilko-człowiek Serdelek zostaje zaprezentowany armii Wilkusów dokładnie w taki sposób, w jaki pawian Rafiki pokazał z Lwiej Skały nowonarodzonego Simbę, co spotkało się (w bajce, jak i filmie Kawulskiego) z okrzykami radości zgromadzonych.
Niezaprzeczalnym atutem „Akademii Pana Kleksa" w reżyserii Macieja Kawulskiego oprócz warstwy wizualnej jest także muzyka (autorstwa Mateusza Schmidta, Patryka Kumora, Dominika Buczkowskiego i Andrzeja Korzyńskiego). Nie tylko świetnie komponuje się z obrazem, ale do tego jest niezwykle różnorodna. Posłuchamy znanych (z pierwowzoru) piosenek w nowych aranżacjach, zupełnie nowych utworów, a muzyka płynąca z głośników będzie miała charakter współczesnej muzyki elektronicznej, żeby za chwilę przejść do klasycznych instrumentów. Tutaj twórcom zdecydowanie należą się wielkie brawa.
Nie chcę powiedzieć, że nakręcona po 40 latach od premiery pierwowzoru „Akademia Pana Kleksa" jest filmem (w moim odczuciu) złym czy wręcz katastrofą. Jednak jest to realizacja, która zasiała we mnie wiele wątpliwości. Wiadomo, że żyjemy w popkulturze i właściwie dzisiaj już nie uciekniemy od pewnych skojarzeń. Oczywiście – można również założyć, że współczesny młody widz nie wyłapie aż tylu podobieństw, intertekstualność nie będzie go interesowała, ponieważ skupi się na czym innym. O czym więc jest to film? Dla mnie to opowieść o tym, że wszędzie można odnaleźć magię i nigdy nie należy wątpić w siebie, ponieważ „ale" zawsze można zamienić na „więc" i starać się znaleźć wyjście z najtrudniejszej sytuacji. Dodatkowo film Kawulskiego w dobitny sposób wypowiada się o wszelkich konfliktach, które można załatwiać pokojowo, żeby przerwać niekończący się łańcuch agresji i nienawiści.
Natomiast każdy sam musi sobie odpowiedzieć, czy ta wersja powieści Brzechwy do niego trafia – zapraszam zatem do kin!
Joanna Marcinkowska
Dziennik Teatralny Zielona Góra
13 stycznia 2024