Posłuszny schizofrenik reżimu

Główny bohater, Pan Dudek, całymi dniami przesiaduje w swojej szopie z lornetką i „atomową" maszyną do pisania, co rusz podglądając swojego słynnego sąsiada, Bohumila Hrabala. Dudek spisuje raporty na jego temat dla „Firmy" – czyli tajnej policji – i generalnie wszystko o nim wie. No, może poza tym, że Hrabal nie żyje od pół roku.


W akcji dramatu toczącej się na czeskiej prowincji w Kersku sam Hrabal, chociaż nie wskazuje na to tytuł, jest jedynie postacią epizodyczną. Z tego względu w spektaklu Stanislava Mošy nie postać samego pisarza jest istotna, a jego obraz kreowany przez donosiciela, który, jak sam chętnie podkreśla, nie przeczytał ani jednej jego książki. Jest to zatem wizerunek wielkiego pisarza, wroga reżimu, opowiedziany z perspektywy pospolitego człowieka zmanipulowanego przez władze.

Z monologów Dudka (Jan Mazák) szybko można wywnioskować, że mamy do czynienia ze schizofrenikiem, ewentualnie z majaczącym alkoholikiem, gdyż bohater co rusz sięga po pędzone w swojej szopie wina, które czasem pije notabene z duchem samego Hrabala (Viktor Skála). Dudek co rusz wybucha nieuzasadnionym gniewem, odtwarza rozmowy ze swoim przełożonym i szuka po lesie swojej żony. Jak się wkrótce okazuje, nie pamięta on, że żona podobnie do pisarza także od jakiegoś czasu nie żyje.

Punktem zwrotnym w spektaklu można nazwać zjawienie się Lenki (Radka Coufalová), młodej kobiety pracującej w lokalnym biurze turystycznym, która odwiedza Dudka, aby przeprowadzić z nim wywiad. Tak się składa, że zbiera ona materiały na otwarcie w domu Hrabala... muzeum ku jego pamięci. A nikt w końcu nie zna pisarza i jego codziennej rutyny lepiej niż słynny już w całym miasteczku zwariowany donosiciel. Oczywiście schizofreniczny Dudek nie potrafi się odnaleźć w tej sytuacji i myśli, że Lenka jest jego nową przełożoną z ramienia „Firmy" – skala komediowego absurdu rośnie.

Wraz z pogłębiającą się obsesją Dudka na scenie wydarzają się coraz dziwniejsze rzeczy, bo w końcu zjawia się na niej sam Hrabal. Zamiast jakiejkolwiek konfrontacji, Dudek szybko przekonuje się do swojego gościa-majaka i razem zaczynają sobie pić i gaworzyć o przeszłości Hrabala, którą współpracownik tajnej policji oczywiście rzetelnie notuje. Tu następuje jeszcze jeden ciekawy zwrot; okazuje się, jak zauważa duch Hrabala, że Dudek jest także całkiem niezłym pisarzem. Niestety jego umiejętności nie mogą przynieść światu nic dobrego, gdyż protagonista dał się uwikłać w mechanizmy upadłego reżimu i to jemu pozostanie on wierny. Ale czy aby na pewno?

Okazuje się, że nie do końca. Zakładając, że końcówka spektaklu nie jest oniryzmem bądź fantasmagorią, Dudek jeszcze raz spotyka się z Lenką, która składa mu propozycje: może zostać on przewodnikiem w nowo otwartym muzeum Hrabala. Informator „Firmy" przez chwilę się waha, jednakże wkrótce znajduje się wśród fleszy dziennikarzy, którzy chcą uwiecznić człowieka, bez którego muzeum nigdy by nie powstało. Ironicznie zatem, z dozą czeskiego humoru, Dudek do jakiegoś dobra się przyczynia. Cóż to jednak jest za dobro, jeśli jest ono zupełnie niezamierzone i, jeśli już, służy tylko pobudkom egoistycznym?

Z taką właśnie rozterką zostawiają nas artyści Teatru Miejskiego w Brnie.

Po spektaklu miało miejsce jeszcze jedno wydarzenie kulturalne – koncert „Ostatni Dzień Lata" zespołu Late Night Poems. Na dziedzińcu teatru widzowie mieli okazję posłuchać zderzenia akustycznego jazzu ze słowem mówionym w konwencji spoken word.



Jan Gruca
Dziennik Teatralny Rzeszów
26 sierpnia 2022