Taniec z krową

Spotkali się pewnego razu Kosmita, Metafora, Człowiek z przyszłości, Nowotwór, Maria Magdalena, Głucho-niewidomy i Katarzyna Kozyra... A może spotkań było kilka, kilkanaście czy kilka tysięcy razy. Albo nie było ich wcale, była tylko potrzeba, pragnienie, przeczucie i cierpienie.

Takie właśnie, utkane z niedopowiedzeń i delikatne, jest najnowsze przedstawienie warszawskiego Nowego. Sulima, Piaskowski i piątka świetnych aktorów (Małgorzata Biela, Bartosz Bielenia, Sara Celler-Jezierska, Bartosz Gelner i Piotr Polak) czy może performerów - bo jest tu miejsce i na pieśń miłosną starej prostytutki Marii do głosu z radia, i na brawurowy taniec krowy, która uciekła z boksu i pierwszy raz widzi niebo i łąkę - próbują podzielić się ze sobą i z widzem rodzajem ciepłej, nieinwazyjnej nadziei na możliwość przekroczenia tego, co bolesne tu i teraz. Jezus z imienia występuje tylko w tytule, ale cały spektakl przenika idea czy - po prostu - uczucie miłosierdzia, którego ewangeliczny Chrystus jest przecież uosobieniem. A o czym w dobie obecnego religijnego wzmożenia mało kto chce pamiętać. Odwołania religijne są równie zaskakujące jak wszystko inne w tym tańczącym na linie zawieszonej między czułością a pretensjonalnością spektaklu. Wspomniana krowa to odwołanie do baranka bożego...



Aneta Kyzioł
Polityka
6 lipca 2019
Spektakle
Jezus