Za kulisami

Tytuł:
Tekst:
Miniprzygoda z Eichlerówną

Miałam osobliwą miniprzygodę z Ireną Eichlerówną, w której zresztą wychodzę na idiotkę, a ona na królową.
Lata temu pewni jej londyńsko-polscy przyjaciele potrzebowali wypożyczyć egzemplarza mojej sztuki ''Apetyt na czereśnie''. Ktoś do mnie zadzwonił w tej sprawie z Teatru Ateneum, a tymczasem u mnie pojawiły się jakieś przelotne muchy w nosie i powiedziałam, że owszem, egzemplarz mam i dam, ale czasu nie mam i w ogóle proszę w tej sprawie przysłać gońca.
Po paru godzinach stanęła w moim progu, w moich drzwiach pachnących pierogami z kapustą i praniem - przewytworna dama, pachnąca angielskimi perfumami i powiedziała: ''Goniec nie miał czasu, więc ja wpadłam''.

Autorka: Agnieszka Osiecka
Źródło: Anegdoty teatralne, filmowe i muzyczne


Jak rozśmieszyć tatę?

Kiedy Maciej Stuhr zdawał na wydział aktorski krakowskiej PWST, rektorem tej uczelni był jego ojciec. Na jednym z końcowych egzaminów, na którym był obecny Stuhr senior, jeden z członków egzekutywy zadał Maciejowi zadanie: ''A teraz proszę rozśmieszyć Jerzego Stuhra''. Maciej na to odpowiedział: ''Przepraszam, a który to?''


Autor: Maciej Stuhr
Źródło: Anegdoty teatralne, filmowe i muzyczne


Erotyka od kulis

- W "Łuku Erosa" grałem ze swoją studentką, świeżo upieczoną, jeszcze karmiącą mamą. Mieliśmy zagrać śmiałą scenę erotyczną. Reżyser chciał, żebym w porywie pożądania rozerwał jej bluzkę i wpił się namiętnie w piersi. Budżet filmu był oszczędny. Nie mogłem robić prób. Ćwiczyłem więc na sucho. Podchodziłem do niej, mówiąc: Rwę ci tę bluz-kę, stanik, dopadam do piersi i wpijam się w nie. No dobrze, kamera poszła w ruch.
Zaczynamy grać. Ja cały spięty, bo nie wiem, czy mi się uda od razu wszystko rozerwać. Przebić się przez bluzkę i stanik. Cały czas myślę o tym, żeby taśmy nie zmarnować. Żeby dubla nie było. I nagle słyszę jej szept: - Panie profesorze, ostrożnie, ja kapię.
- Tak wyglądają moje sceny erotyczne od kulis - śmieje się aktor.


Źródło: Głos Wielkopolski

Autor: Jerzy Stuhr

Michnikowski czyli Dziewoński

Po wielu gorących namowach pewnej dziennikarki radiowej, Wiesław Michnikowski zgodził sie w końcu na rozmowę o warszawskim kabarecie "Dudek". Dziennikarka zaczyna od słów: - W naszym mieście z gościnnymi występami przebywa Edward Dziewoński, założyciel kabaretu "Dudek". Chciałam pana zapytać...
I Michnikowski bez mrugnięcia okiem występował w roli Dziewońskiego, opowiadał, jak to zakładał kabaret, grał w "Eroice" i Teatrze Syrena, a na koniec dodał, że chciałby pozdrowić słuchaczy i sprostować, że nie nazywa się Edward Dziewoński, tylko... Wiesław Gołas.
Autor: Artur Andrus
___


Widzi pan, jak to boli?

Cezary Pazura: - Kiedyś pojechałem do szpitala na badania. I pan doktor mi powiedział: - Pan się, panie Czarku, położy na "kanał" na dwa dni. Zrobimy badania. Sprawdzimy wszystko.
Założyłem pasiaczek i poszedłem na rentgen. Nagle zobaczyłem znajomą pielęgniarkę. Wysunąłem się z kolejki i mówię do niej: - Dzień dobry. A ona, nie poznawszy mnie w tym szpitalnym ubranku, krótko rzuciła: - Na miejsce, do kolejki!
Usiadłem wśród tych chorych ludzi. I jakiś staruszek nachylił się do mnie, mówiąc: - A widzi pan, jak to boli, kiedy nie poznają?


Źródło: "Anegdoty z aktorskiego fachu", Ryszarda Wojciechowska
___


 


Pan jest pijany!

Podczas kręcenia filmu pt. "Słomkowy kapelusz", reżyser Jerzy Gruza obsadził w niewielkiej rólce jednego z chórzystów, który bardzo się przejął powierzona mu funkcją. Dłuższy czas kręcił się w okolicach planu zdjęciowego z niewielką teczuszką, w której nosił "ćwiarteczkę". Od czasu do czasu pociągał sobie z niej łyczek prawdopodobnie dla rozładowania napięcia. Denerwował się przede wszystkim z tego powodu, że reżyser nie wziął go jeszcze przed kamerę. W końcu po dwóch dniach bezczynnego oczekiwania poirytowany podszedł do Jerzego Gruzy i z pretensją w głosie rzekł:
- Panie reżyserze, ja tu chodzę już od dwóch dni, a pan mi jeszcze nie pozwolił zagrać. Kiedy wreszcie będę mógł wystąpić przed kamerą?
Gruza spogląda na aktora i mówi do niego: - Pan się spóźnił na próbę! Pan jest pijany!". Aktor odchodzi na stronę, podchodzi do grupy aktorów w której stali: Wiktor Zborowski, Krzysztof Kowalewski, Bogdan Łazuka, Artur Barciś, Emilian Kamiński i mówi:
- Proszę panów, co to może znaczyć? Reżyser powiedział mi: "Pan jest pijany!". Proszę panów, nie rozumiem. Przecież taka uwaga niczego mi do roli nie wnosi?


Autor: Bogdan Łazuka
Źródło: Polskie Radio


Przeziębiony sufler

W 'Głupim Jakubie' w jednej ze scen aktor grający szambelana ma zakaszleć, na co partnerka grająca jego siostrę mówi:
- Brat przeziębiony.
Otóż zdarzyło się kiedyś, że Antoni Fertner-Szambelan, 'zagrawszy się', jak wynikało z akcji, ze swą sceniczną siostrą w domino – zapomniał o kaszlu. Sufler podpowiada:
- Kaszle.
Fertner nic.
Zdenerwowany sufler chcąc dobitniej 'podrzucić' – sam kaszle. Mistrz zerka w stronę budy suflera i mruczy:
- Oho, nasz sufler przeziębił się.


Autor: Joe Monster
Źródło: Anegdoty o ludziach teatru III


Publiczność cię nie lubi

Przed I wojną światową aktor Franciszek Stróżowski, oryginał i tremiarz, kiedy grał w komedii, powtarzał przed wejściem na scenę:
- Franiu, tylko spokojnie, prasa cię lubi, publiczność cię lubi, koledzy cię lubią... - i tak w kółko.
Kiedy zaś grał w dramacie, jego zaklęcia były nieco inne:
- Franiu, spokojnie, dom się spalił, żona cię zdradza, publiczność cię nie lubi – powtarzał tak, aż do momentu, kiedy inspicjent dal mu znak wejścia na scenę.

Źródło: Joe Monster


Sensacyjna wiadomość

Aktor Teatru Współczesnego Marian Friedman, przyniósł kiedyś kolegom sensacyjną wiadomość:
- Dyrektor Axer odchodzi z naszego teatru!
- Co ty mówisz! – wykrzyknęli zdumieni koledzy.
- Tak – powiedział spokojnie Marian. – Wezwał mnie Axer do gabinetu i zakomunikował: „Panie Friedman, musimy się rozstać!"

Źródło: Igor Śmiałowski opowiada...



Co pani jest?

- Nazwisko mam po Henryku, ale na dobre imię sama pracuję. Kiedyś występowałam w takim programie "Tingel-Tangel". Przy fortepianie siedział Krzysztof Komeda--Trzciński. Gwiazdą była Sława Przybylska. Ja byłam nieznaną wówczas osóbką, z jedną piosenką w programie, napisaną dla mnie przez Agnieszkę Osiecką. Po koncercie podszedł do mnie jakiś mężczyzna o nieskomplikowanym umyśle, jak się okazało. I zapytał:
- Co pani jest?
- Ja na to: Nic mi nie jest, dobrze się czuję.
- Niezrażony ciągnął dalej: Ale co pani jest jak, na przykład Sława Przybylska?
- Więc ja mu mówię: Sienkiewicz.
- A on: To nie był jednak facet?

Autorka: Krystyna Sienkiewicz
Źródło: Głos Wielkopolski


Premiera na Targówku

Teatr Rampa ma swoją siedzibę na warszawskim Targówku, stąd jego druga nazwa Teatr na Targówku. W latach 2003 – 2011, kiedy dyrektorem artystycznym był Jan Prochyra, teatr cieszył się nie tylko znakomitą frekwencją wśród warszawskiej widowni ale także wielką sympatią wśród mieszkańców prawobrzeżnego Targówka, dzielnicy o nie najlepszej skądinąd sławie.
Obok teatru funkcjonuje także Dzielnicowy Klub Sportowy Targówek, na terenie którego znajduje się niewielka restauracyjka, do której Prochyra czasami zachodził, jak zapewniał, głównie na śniadania. Goszczą w niej również okoliczni mieszkańcy, którzy traktują ten przybytek między innymi jako miejsce spotkań towarzyskich, czy oddechu po trudach dnia codziennego. Można tam bowiem zjeść nieskomplikowany posiłek, wypić kieliszek zimnej wódeczki, czy zwyczajnie posiedzieć w dobrym towarzystwie, porozmawiać o wielkiej polityce, a także o sprawach dzielnicy, czy najbliższego otoczenia i poczytać prasę codzienną.
Na taki właśnie sielankowy nastrój trafił któregoś dnia, w przerwie w przygotowaniach do nowego spektaklu, Jan Prochyra. Spożywał znakomite warszawskie flaczki podawane tu nieomal od wieków, gdy w pewnym momencie siedzący przy sąsiednim stoliku gość podniósł głowę znad rozłożonej gazety i rzekł lekko chwiejącym się głosem: - O! Panie dyrektorze, widzę, że u nasz w sobotę premiera!

Autor: Ryszard Klimczak
Źródło: Dziennik Teatralny


Rekwizyty w teatrze

W pewnej sztuce była scena, w której to aktorka, grająca rolę żony, czytała list od kochanka, po czym paliła go. Stojący na stole płonący świecznik-rekwizyt grał tu niepoślednią rolę. Wchodzący na scenę aktor, grający męża, powiadał:
- Matyldo, tu czuć spalonym papierem.
Owego fatalnego dnia rekwizytor przez roztargnienie nie postawił świecznika. Aktorka, przeczytawszy list, podarła go i wchodzącemu aktorowi dyskretnie wskazała strzępki, leżące u jej stóp. Aktor spojrzał, zrozumiał i poważnym tonem rzekł:
- Matyldo, tu czuć podartym papierem.

Źródło: Anegdoty o ludziach teatru


Złośliwość przedmiotów marteych

70-letni znakomity aktor Antoni Fertner ożenił się z młodą kobietą. Niedługo potem przyszedł do teatru i z zażenowaniem przyznał się kolegom, że jego żona spodziewa się dziecka:
- Panowie, co ludzie powiedzą? Przecież to wstyd mieć dziecko w tym wieku...
A na to Eugeniusz Solarski pokiwał głową ze współczuciem, i rzekł rozkładając ręce:
- Nic się zrobić nie da. Typowy przykład złośliwości przedmiotów martwych.

Autor: Eugeniusz Solarski
Źródło: filmweb.pl


Jest

Podczas nagrania w warszawskim studio dubbingowym jednemu z naszych świetnych aktorów starszego pokolenia, Juliuszowi Łuszczewskiemu znanemu ze znakomitej dykcji, reżyser zwrócił uwagę, że nie dość wyraźnie wymawia 't' w słowie 'jest'. Aktor powtórzył: - Jest. – Reżyser jednak z uporem powtarzał, że 't' nie dość wyraźnie słyszy. Aktor wreszcie się zdenerwował i mruknął:
- Bałwan.
W ciszy, jaka zapadła, reżyser spytał:
- Kto?
- Pan JEST – przesadnie akcentując 't' odrzekł aktor i dość głośno zamknąwszy za sobą drzwi, opuścił studio.

Źródło: Igor Śmiałowski opowiada...


Mnie już nie trzeba

Dawno temu w teatrze grodzieńskim czy białostockim jedna z młodych aktorek darzyła wielką czcią i sympatią pewnego sędziwego artystę. Chcąc zrobić mu przyjemność, powiedziała kiedyś:
- Mistrz wygląda niezwykle młodo.
- Mam już 79 lat, równiuteńko – odrzekł odsłaniając w uśmiechu przepięknie wykonane uzębienie.
- Nigdy bym panu nie dała – zdziwiła się panienka.
- A mnie już i nie trzeba – skromnie powiedział nestor.

Żródło: Wokół teatru

Autor: (-)

Starsi wielbiciele

Pewien dziennikarz zapytał Hankę Bielicką (1915-2006)
- Czy wie pani dlaczego ma pani tak licznych wielbicieli wśród emerytów i rencistów?
- Tak. Sami mi powiedzieli, że jednym z powodów, dla których mnie lubią, jest fakt, że głośno mówię.

Źródło: Teatr i kino na wesoło


Nie znam tu nikogo!

Kiedyś Andrzej Łapicki (1924-2012), został zaczepiony na jednej z głownych ulic Warszawy:
-Przepraszam, gdzie mógłbym tutaj porządnie zjeść?
-Dlaczego właśnie mnie, pan o to pyta? - odpowiedział pytaniem aktor.
-Przyjechałem z Lublina i w Warszawie po za panem, nie znam nikogo!

Źródło: Teatr i kino na wesoło


Właśnie to chciałem powiedzieć

Podczas premiery jednej ze sztuk, partner Jerzego Treli (1942), wyrecytował swoją kwestię, a zaraz potem kwestię Treli.
-Właśnie to chciałem powiedzieć - uratował sytuację aktor.

Źródło: Teatr i kino na wesoło


Wyjeżdżam do Radomia!

W sekretariacie Teatru Polskiego Radia zadzwonił kiedyś telefon. W słuchawce usłyszano charakterystyczny głos Jana Kurnakowicza.
- Dzwonię z polecenia pana Kurnakowicza – powiedział – prosił mnie, bym zawiadomił, że nie może on być dzisiaj na próbie, gdyż... gdyż... ja wyjeżdżam do Radomia!

Źródło: Igor Śmiałowski opowiada


Hela w burdelu

Kisielewicz, aktor krakowskiego Starego Teatru połowy XIX w. znany był z urywania się swojej żonie. Wiedziony nieomylnym instynktem trafiał zawsze do pewnego lokaliku, gdzie zacna kompania czekała tylko na niego.
Tak też było pewnego wieczoru. Zapomniał biedaczek, że ma spektakl w teatrze. Zrozpaczony dyrektor wysłał więc kilku młodych aktorów na jego poszukiwanie. Dzielni chłopcy odnaleźli go wreszcie, mocno podchmielonego, w owej knajpce. Namowy ich, by pojechał do teatru, nie dały rezultatu. Wpadli więc na pomysł, i poprosili, by zechciał pojechać z nimi do 'wesołego domku', gdzie z radością przyjmie go w swe pulchne ramiona urocza panna Zuzia. Podchmielony, rozbawiony Kisielewicz nie dał się długo prosić. Z trudem wgramolił się do karety. Pomysłowi chłopcy zawieźli go oczywiście do teatru, gdzie w owym czasie aktorzy także mieszkali. Kiedy drzwiczki karety otwarły się i wytoczył się z niej Kisielewicz, a zamiast obiecanej Zuzi ujrzał przed sobą własną, mocarną drugą połowę – wytrzeźwiał natychmiast.
Sapiąc i wybałuszając oczy wybełkotał:
- Jezus Maria, Hela w burdelu?!?


Źródło: Igor Śmiałowski opowiada


Książka tygodnia

Trailer tygodnia